Chile patrzy w niebo

W Chile znajduje się prawie połowa wszystkich ziemskich obserwatoriów astronomicznych. Za niedługo ten odsetek wzrośnie do 70 procent. W kraju, który w jednej czwartej jest pustynią.

Reklama

Na północy kraju pustynia jest wszędzie. Miast nie widać wcale, wioski pojawiają się z rzadka. Jest sucho (w niektórych miejscach nie padało od 400 lat), wysoko (średnia wysokość to 1000–1500 metrów n.p.m., ale niektóre płaskowyże wznoszą się na ponad 5 tysięcy metrów) i nie ma ludzi. Czasami można przejechać 100 kilometrów i nawet nie spotkać żywej duszy. Po prostu pięknie. Dla astronoma. I jak tu nie skorzystać? Ale po kolei.

Samochody bez świateł

Do Chile pojechałem na zaproszenie Europejskich Obserwatoriów Południowych, organizacji zrzeszającej kraje europejskie i powołanej (w 1962 roku) po to, by budować i utrzymywać obserwatoria astronomiczne położone na półkuli południowej. Dlaczego akurat tam? Z południowej półkuli lepiej widać centrum naszej galaktyki. Dlaczego z wielu krajów „dolnej” połówki globu wybrano akurat Chile?

Przemawiało za tym kilka argumentów politycznych, finansowych i naukowych. Chile jest państwem stabilnym. Nikt, kto wykłada setki milionów euro na aparaturę badawczą, nie chce, by w czasie kolejnej rewolucji wszystko zostało zniszczone. Rząd Chile bierze udział w tworzeniu obserwatoriów, np. budując infrastrukturę dojazdową czy dzierżawiąc na korzystnych warunkach teren. A to obniża koszty inwestycji. Kraj jest też dobrze skomunikowany i nie brakuje w nim prądu. Gdy budowano pierwsze teleskopy, rozważano jeszcze afrykańską Namibię, ale z powodu braku infrastruktury i stabilności politycznej zrezygnowano z tej opcji. I w końcu argumenty naukowe. Północ Chile jest bardzo sucha i bardzo rzadko zaludniona. Poza tym jest wiele miejsc, gdzie teleskopy można budować wysoko. A to niezwykle ważne. Im cieńsza warstwa atmosfery nad teleskopem, tym dokładniejsze obserwacje. Im mniej w tej warstwie wilgoci, tym lepiej. W końcu im mniej ludzi i sztucznych świateł (a jedno z drugim jest nieodłącznie powiązane), tym jakość obserwacji jest wyższa. Wokół obserwatoriów Paranal, o których za chwilę, jak okiem sięgnąć nie ma żadnych osad. O tym, że w okolicy są obserwatoria, informują rozstawione w sporej okolicy znaki drogowe, przypominające, że tutaj jazda w nocy z włączonymi światłami jest zabroniona. Samochody korzystają tylko ze świateł pozycyjnych. Pieszych, z wyjątkiem naukowców pracujących w obserwatoriach, nie ma, więc do wypadków nie dochodzi.

Ile waży zwierciadło?

Lot ze stolicy Chile – Santiago – do położonego na północy kraju portu Antofagasta trwa dwie godziny. Nieco więcej niż lot z Warszawy do Paryża. Chile to bardzo długi kraj. W sumie ma grubo ponad 4 tysiące kilometrów, a to znacznie więcej niż odległość pomiędzy stolicą Portugalii – Lizboną a Moskwą.

Z Antofagasty do bodaj największego na świecie kompleksu obserwatoriów optycznych na świecie – Paranal – jedzie się samochodem ponad dwie godziny. Cały czas przez pustynię. Rude głazy mogą się podobać, ale nie przez dwie godziny! Tak musi wyglądać na Marsie – pomyślałem. I w tym samym momencie przypomniało mi się, że to właśnie tutaj, na najsuchszej pustyni świata, na Atakamie, testowane są sondy marsjańskie.

Góra Paranal ma wysokość 2600 metrów. Ścięto jej czubek po to, by umieścić na niej kilka teleskopów. Cztery największe to tzw. VLT (ang. Very Large Telescope) – czyli „bardzo duże teleskopy”. Wyglądają one bardziej jak pokryte blachą silosy. Tymczasem w ich wnętrzu, w środowisku o ściśle ustalonej temperaturze, na zapadnięcie zmroku czekają jedne z najnowocześniejszych urządzeń badawczych na świecie. Pomijając szczegóły techniczne, cztery teleskopy są takie same. Mają zwierciadła o średnicy 8,2 metrów, potrafią modyfikować ich kształt w zależności od warunków panujących w atmosferze i siły grawitacji. Ważące 20 ton zwierciadło zmienia swój kształt w czasie, gdy teleskop zmienia swoją pozycję. Te zmiany są na bieżąco korygowane. Cały teleskop waży 350 ton i jest… odporny na częste tutaj trzęsienia ziemi. Konstrukcja teleskopu osadzona jest na poduszce wypełnionej olejem. Wszystko się trzęsie, ale to, co najczulsze, najwyżej lekko się kołysze.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama