Wojna drogowców z archeologami

To wina archeologów, że w Bułgarii jest tak mało autostrad - twierdzi premier.

Reklama

Podczas wizyty na budowie odcinka magistrali Struma - najważniejszej drogi północ-południe w Bułgarii - premier Bojko Borysow skarcił pracujących w tym rejonie archeologów za zatrzymanie prac. W kraju nierzadko dochodzi do konfliktów budowniczych dróg z archeologami.

Premierowi śpieszy się. - W porównaniu z krajami Unii Europejskiej Bułgaria jest 50 lat do tyłu pod względem budowy infrastruktury drogowej; nie można nadal sobie pozwalać na opóźnienia - mówił Borysow.

Bułgaria ma obecnie 480 km magistral, z czego 250 powstało jeszcze przed 1989 rokiem. Jednym z priorytetów Borysowa jest przyśpieszenie ich budowy. Obecnie budowanych jest 9 odcinków o łącznej długości 219 km.

Tymczasem na budowach zdarzają się konflikty z archeologami. Bułgaria jest niezwykle bogata w zabytki archeologiczne. Ruiny trackie, greckie, rzymskie, średniowieczne, pochówki, skarby złote i srebrne, ceramika pojawiają się na trasach często i zupełnie niespodziewanie.

Minister rozwoju regionalnego Liliana Pawłowa, odpowiadająca za budowę infrastruktury drogowej, w grudniu zarzuciła archeologom nawet "sabotaż".

Na budowie magistrali Struma maszyny budowlane trafiły na tracki cmentarz z VI wieku p.n.e. Aneta Bakymska, kierowniczka prac archeologicznych, tłumaczy, że jej kolegom potrzebne są co najmniej dwa miesiące na zbadanie i ewentualne przemieszczenie obiektu poza trasę, lecz do tego potrzebna jest ciepła i sucha pogoda. Inwestor jednak kategorycznie odmówił zmiany harmonogramu prac. W końcu osiągnięto porozumienie - archeolodzy mają zakończyć prace w czerwcu.

Nie wszędzie udaje się dojść do porozumienia. Zdarza się, że firmy budowlane w dążeniu do uniknięcia spotkań z archeologami i wstrzymania prac po prostu nie informują o znaleziskach.

W listopadzie w okolicach miasta Momcziłgrad na południowym wschodzie kraju, przy granicy z Grecją, buldożery zburzyły prahistoryczną wioskę i średniowieczną cerkiew. Archeologów wezwano po fakcie. "Zniszczono tysiące lat historii" - mówił archeolog Milen Kamarew. Starożytna wioska sprzed 8 tys. lat była ośrodkiem przeróbki kamieni półszlachetnych niemającym w Europie odpowiednika - wyjaśnił.

Według mediów nie jest to wypadek odosobniony.

Przy budowie metra w Sofii - mieście o ponad 8-tysiącletniej historii - maksymalnie starano się oszczędzać zabytki. Na badania i konserwację dziedzictwa archeologicznego, przeważnie zabytków z okresu neolitu, epoki trackiej i rzymskiej, wydano prawie 3 mln euro, a na ich eksponowanie na stacjach kolejki - kolejnych 8 mln euro. Nie wszystko jednak udało się ocalić.

Nestor bułgarskiej archeologii prof. Dymitar Dymitrow, odkrywca starożytnego miasta Sewtopolis, mówił, że gdyby to zależało wyłącznie od archeologów, w Bułgarii nie wolno byłoby niczego budować. Wszędzie są znaleziska - tłumaczył. Profesor mówił o tym na początku lat 50., kiedy w tzw. dolinie trackich carów, w okolicach dzisiejszego miasta Kazanłyk, gdzie znaleziono m.in. najstarsze na świecie złote wyroby, powstał duży zbiornik retencyjny. Na jego dnie obecnie znajduje się Sewtopolis.

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama