O zwierzętach

Widziałem... lisa. Na żywo! Minąłem go koło głogowskiego zamku. Szedł czy raczej truchtał sobie jak gdyby nigdy nic.

Reklama

A co mu tam jakiś miejski gwar czy człowiek na ulicy! Nie boi się. Nie musi. To raczej ludzie jego unikają, a nie on ludzi. A może po prostu to taki lis luzak?

Przy okazji lisiego incydentu wspomnijmy, że w tym nadodrzańskim grodzie przed II wojną światową było zoo. Niewielkie, ale było. A tak swoją drogą, dziwne czasy nastały również w przyrodzie naszego kraju. Gdzie się podział np. rytm czterech pór roku?! Czy ktoś widział ostatnio przedwiośnie albo w minionych kilku latach złotą polską jesień? W lasach trudno dostrzec dziką zwierzynę, ale za to dzika można wypatrzeć na niejednym miejskim osiedlu.

Niedawno widziałem też ubranego psa. Więcej - psi strój został dobrany do stroju właściciela (albo odwrotnie). Był w bajce kot w butach, to może być pies w kurtce (?) na ulicy. Zwierzęta są podobno przez ludzi kochane i zadbane (choć nie wszystkie). Ostatnio słyszałem, że zwierzęta się nawet adoptuje!

Dziwne? To mało powiedziane.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| NAUKA, PRZYRODA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • margeritta
    29.03.2012 16:41
    „A co mu tam jakiś miejski gwar czy człowiek na ulicy! Nie boi się. Nie musi. To raczej ludzie jego unikają, a nie on ludzi. A może po prostu to taki lis luzak?”

    Może luzak, może chory. Mnie już na etapie nauczania początkowego uczono, że nadmierna ufność w stosunku do ludzi u dzikiego zwierzęcia to częsty objaw wścieklizny. I jak najbardziej należy zejść mu z drogi. Jak było w przypadku Autora – nie wiem ,może nauka poszła, w ślad za tym lisem, w las.

    „ A tak swoją drogą, dziwne czasy nastały również w przyrodzie naszego kraju. Gdzie się podział np. rytm czterech pór roku?! Czy ktoś widział ostatnio przedwiośnie albo w minionych kilku latach złotą polską jesień?”

    Przedwiośnie? Proszę bardzo. To, co mamy teraz trudno nazwać wiosną. Przedwiośnie (obok przedzimia) to jedna z uzupełniających pór roku, występująca w strefie umiarkowanej na styku zimy i wiosny. Czyli właśnie teraz. A złotą polską jesień też można dostrzec – w lesie czy w parku, jasne, że nie w murach. A jak ktoś nie rozróżnia pór roku – to możliwe, jeżeli jego świat kończy się w czterech ścianach przed komputerem albo TV.

    „W lasach trudno dostrzec dziką zwierzynę, ale za to dzika można wypatrzeć na niejednym miejskim osiedlu.”

    W lasach owszem, trudno, bo instynkt samozachowawczy nakazuje zwierzynie unikać intruzów, tzn. ludzi, w ich naturalnym środowisku. Zwierzęta żyły na tym globie daleko przed pojawieniem się człowieka. To właśnie człowiek wszedł im w paradę, np. karczując lasy pod zabudowę. Zgadza się, można spotkać dzika na osiedlu (w moim rodzinnych Świnoujściu to prawdziwa plaga), tak samo jak wiewiórki w Łazienkach (ludzie dokarmiają, więc nie dziwne, że roi się od nich), jeża na osiedlu położonym w pobliżu lasu, a niektóre zwierzęta (niehodowlane) po prostu żyją wśród ludzi.

    „Niedawno widziałem też ubranego psa. Więcej - psi strój został dobrany do stroju właściciela (albo odwrotnie). Był w bajce kot w butach, to może być pies w kurtce (?) na ulicy.”

    Ależ to niespotykane! Tyle, że proces udomawiania psów postępuje od wieków, więc z czasem ewoluowały też ich potrzeby, choćby przez wykształcenie się ras mniej lub bardziej wrażliwych na zimno. Pomijając różnorodne kaprysy właścicieli, sam fakt ubierania psów w zimie nie jest fanaberią. Osobiście polecałabym też stosowanie ochraniaczy na łapki, bo spacer po osolonym chodniku to wątpliwa przyjemność i zdecydowanie nie leży w naturze zwierzęcia. A że psi strój został dobrany do stroju właściciela? Co z tego?

    „Zwierzęta są podobno przez ludzi kochane i zadbane (choć nie wszystkie).”

    Zgadza się, nie wszystkie, nawet te domowe. Niestety.

    „Ostatnio słyszałem, że zwierzęta się nawet adoptuje!”

    A dlaczego nie? Użycie słowa „adopcja” ma tu celu głównie uświadomienie potencjalnym właścicielom, że zwierzę to nie maskotka, którą można się pobawić, a jak się znudzi, odstawić na półkę (tzn. oddać do schroniska lub, co gorsza, porzucić). A, może tu przykład bliższy Autorowi, dlaczego „duchową adopcją” niektórzy określają „modlitwę w intencji dziecka zagrożonego zabiciem w łonie matki” (za http://www.katolickapolonia.com/Duchowa-Adopcja.htm)? To, że kobieta planuje usunąć ciążę jest tu czystym domniemaniem, przecież nie rozgłasza tego wszem i wobec. Ta ciąża jeszcze nie została usunięta, dziecko jeszcze nie przyszło na świat, więc trudno określenie „adopcja” traktować dosłownie. Jest to taka sama gra na emocjach jak użycie słowa „adopcja” jako zamiennika dla określenia „przygarnięcie zwierzaka”. I nie ma co tu doszukiwać się ewentualnych nieporozumień, wszak formalnie w polskim prawodawstwie mówi się nie o adopcji, lecz o przysposobieniu.

    „Dziwne? To mało powiedziane.”

    Dziwny jest ten artykuł, zwłaszcza w dziale „przyroda”. O ile oczywiście wpis autora można nazwać artykułem.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama