Pomidorki na Saharze

Na Saharze będą rosły pomidory i ogórki. System szklarni ma zapewniać warunki wręcz idealne. To nie pierwszy projekt tego typu. Wszystkie poprzednie spektakularnie zbankrutowały.

Reklama

Czy to mądre, żeby budować szklarnie w skrajnie (nawet się rymuje!) nieprzyjaznych warunkach? Czy nie lepiej (bo na pewno wielokrotnie taniej) zrekultywować pod uprawę nieużytki tam, gdzie temperatura dla roślin jest bardziej przyjazna? Z jednej strony inwestowanie dziesiątek, setek milionów dolarów w coś tak odrealnionego jak ogrody na pustyni, to oznaka naszej pychy. A może tego typu pomysły przesuwają granice naszej cywilizacji? Technologii? No bo czy miało jakikolwiek praktyczny sens wysyłanie ludzi na Księżyc? Dzisiaj wiemy że miało, ale gdy pierwszy człowiek stanął na Srebrnym Globie, o praktycznych korzyściach nikt nie myślał. 


Zegarek
 bez zegarmistrza


W ramach Sahara Forest Project na pustyni w Katarze ma powstać system ogromnych szklarni, w których mają być uprawiane ogórki i pomidory. By nawadniać uprawy planowane jest powstanie instalacji odsalających słoną morską wodę. Wszystko ma zasilać prąd elektryczny wyprodukowany przez ogniwa słoneczne. Energia, dużo energii jest potrzebne nie tylko do odsalania wody, ale także do ogrzewania i ochładzania wnętrza szklarni. Przez część roku w Katarze nocą jest dla roślin za zimno. Przez drugą część natomiast w dzień jest zbyt ciepło. Pierwsza instalacja szklarniowa ma ruszyć jeszcze w tym roku. Póki co naukowcy i inżynierowie opłacani przez kilka katarskich firm (zachęconych przez rząd w Doha) szukają odpowiednich technologii.

Założenie jest takie, by wytworzone w ten sposób warzywa były na tyle tanie, by mogły sobie na nie pozwolić lokalne społeczności. 
Na razie kompleks ma zajmować około hektara powierzchni, a koszt jego budowy to 5,5 mln dolarów. Gdy próbna uprawa okaże się sukcesem, powstanie kompleks o wiele większy. Jego twórcy obiecują, że w dużej skali szklarnie będą samowystarczalne. I tu zaczyna się kłopot. Podobne próby w przeszłości zawsze kończyły się niepowodzeniem, bo bazowały na założeniu, że wszystkie zależności i mechanizmy, jakie w złożonym systemie biologicznym powodują, że jest on samowystarczalny, są człowiekowi doskonale znane. Tymczasem to nieprawda. Choć latamy na obce planety, nie rozumiemy wielu mechanizmów biologicznych, zależności ekologicznych, sprzężeń zwrotnych pomiędzy czynnikami z pozoru całkowicie od siebie niezależnymi. Próbujemy bez wiedzy zegarmistrzowskiej, z garści zębatek złożyć zegarek. Jak to się kończy? Najlepiej pokazać to na przykładzie. 


Ekolog, nafciarz,
pieniądze


Pod koniec lat 80. XX wieku guru lokalnej komuny New Age – John Allen przekonuje dręczonego „ekologicznymi” wyrzutami sumienia barona naftowego – Eda Bassa – że jedynym sposobem na odkupienie win jest sfinansowanie eksperymentu Biosphere 2. Miał to być pierwszy krok do budowy na Księżycu albo Marsie sztucznego ekosystemu. Ekolodzy przekonali nafciarza, że koniec Ziemi jest bliski i trzeba jak najszybciej nauczyć się żyć w obcym środowisku. Bass złapał haczyk. Pod hermetycznymi szklarniami miały rosnąć specjalnie wyselekcjonowane rośliny i żyć odpowiednie zwierzęta, tak by cykl pożywienia, wody i tlenu był zamknięty. W stanie Arizona, na pustyni, za 200 milionów dolarów powstał więc olbrzymi kompleks budynków, pawilonów i szklarni z zaprojektowanym przez człowieka ekosystemem. 
Żeby skolonizować jakikolwiek obcy glob, potrzebna jest samowystarczalna baza. Dostawy z zewnątrz nie wchodzą w grę, bo niby kto ma kolonizatorom Marsa dostarczać żywność? Mieszkańcy bazy mieli wszystko wyprodukować we własnym zakresie. Ich zadaniem było uprawianie roślin i hodowla zwierząt. Drzewa miały przerabiać wydychany przez człowieka, zwierzęta i produkowany przez bakterie dwutlenek węgla na życiodajny tlen, a jedynym czynnikiem pochodzącym z zewnątrz miało być światło słoneczne. Wzrost roślinności miał być regulowany ilością substancji odżywczych w glebie i dwutlenku węgla w powietrzu, a zwierzęta miały się rozmnażać tylko tak długo, jak wystarczać będzie pożywienia i tlenu do oddychania. To samo miało dotyczyć roślinności wodnej. 
Plan był imponujący. Imponujący jeżeli chodzi o koszty, o rozmach i... o naiwność. Skoro ziemski ekosystem funkcjonuje z taką precyzją – mówiono – to nic prostszego niż skopiować go w całości i szczelnie zakryć olbrzymią szklaną kopułą. 


«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama