Mój kawałek Indonezji

Na co dzień zajmuje się usługami dla branży spożywczej i medycznej. Po pracy ucieka w świat swojego podwodnego królestwa. Największe marzenie? Mieć tyle koralowców, żeby nie było widać tylnej ścianki akwarium.

Reklama

Nie jest może monumentalne, ale niebieska łuna emanująca z niego pozwala zapomnieć o rozmiarze. Łatwo dać się wciągnąć w świat feerii barw, filigranowych kształtów i rytmicznego falowania, w takt którego podryguje całe podwodne życie w akwarium pana Jarosława. Dlaczego nie kot, nie chomik, tylko akurat koralowce? Po co?

– Od dzieciństwa interesowałem się akwarystyką, rodzice kupili mi mały zbiornik i kilka rybek – wspomina Jarosław Grzeszczak z Bytomia. – Z czasem, gdy mama i tata widzieli, że dobrze się nimi zajmuję, dostawałem większe akwaria, a w nich ciekawsze gatunki. Później przyszła pora na poważne hodowle, ale wciąż słodkowodne. Od pięciu lat zajmuję się już tylko dużymi koralowcami. Żona ucieka z domu

Skały koralowe, szczepy i ryby
sprowadzane są z Indonezji, Malezji lub innych egzotycznych krajów. Pan Jarosław nie ukrywa fascynacji różnorodnością podwodnego życia, z zapałem pokazuje kolejne okazy i systematyzuje: są koralowce miękkie, czyli bez szkieletu wapiennego, są średnio twarde LPS-y, które mają duże polipy, oraz twarde SPS-y z małymi polipami. Niektóre są łatwiejsze w utrzymaniu, inne wymagają sporej wiedzy i niezwykle stabilnych warunków fizykochemicznych. Wystarczy orientować się w podstawowych parametrach wody – zachęca bytomianin.

– Nie „przerybiać”, nie przekarmiać... a rodzinę i znajomych ostrzec, że tabliczka czekolady w lodówce to tak naprawdę ładnie opakowane, mrożone robaki na pokarm. Wtedy można cieszyć się ze wzrastającego życia, a to główny cel każdej hodowli. Jednak praca z koralowcami to nie tylko przyjemność z podziwiania głównego akwarium. Pod nim znajdują się jeszcze cztery mniejsze zbiorniki – rezerwa wody, filtr oraz przejściowy dom dla autystycznej rybki. Tam też pracuje serce całego systemu, czyli odpieniacz białek, usuwający z wody większość zanieczyszczeń i szkodliwych związków.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| NAUKA, PRZYRODA

Zobacz

  • ekoplaneta
    22.10.2012 15:54
    A czy te kupowane koralowce i ryby koralowe mają atest CITES. Okazuje się, że niektórym gatunkom z raf koralowych np. rybie zwanej mandaryn grozi wyginięcie, gdyż ich populacje są przeławiane żeby tylko sprzedać je hobbystom zza dalekich granic. Podobnie ma się sprawa z konikami morskimi.
    Czy warto w tym przypadku miewać w domu kawałki np. Indonezji kosztem środowiska naturalnego? W akwarium ryby koralowe rozmnażają się bardzo trudno albo w ogóle, dlatego trzeba je przywozić z zagranicy :-( Pytanie, ile takich rybek ginie po drodze, wskutek nieprawidłowego transportu?
    Szkoda, że o tych sprawach nic nie napisano w artykule :-(

    CITES - konwencja waszyngtońska, zajmujaca się handlem gatunkami chronionymi i zabrożonymi wyginieciem

    http://pl.wikipedia.org/wiki/CITES
  • Paker
    22.10.2012 21:20
    Ja preferuję akwarystykę słodkowodną, np styl holenderski, polecam www.roślinywkwariowe.pl super strona dla zapalonych akwarystów:)))))
  • jaroglider
    23.01.2013 08:57
    wszystkie zwierzęta dopuszczone do handlu w Polsce posiadają CITES inaczej nie ma możliwości ich sprowadzenia,co do uszczuplania zasobów mórz i oceanów to większe szkody czyni przemysł niż odławianie zwierząt,co do rozmnażania są gatunki bez problemu rozmnażające się w niewoli.Co do transportu szanujący importer nie pozwoli sobie na transport z nie pewnego żródła gdyż za zmówione zwierzęta płaci z góry,sprowadzając chore egzemplarze szybko zostanie zweryfikowany przez rynek i straci wąskie grono odbiorców.Na koniec powiem tyle że dobrze dobrana obsada potrafi cieszyc oko przez kilka lat bez strat.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama