Pan mój i Bóg mój

O wizerunku Boga „nie ludzką ręką uczynionym” z Paulem Badde rozmawia Jacek Dziedzina.

Reklama

Jacek Dziedzina: „Paul Badde wszedł do Grobu Pańskiego w Jerozolimie głębiej niż jakakolwiek inna istota ludzka”, powiedział po lekturze Pana nowej książki Klaus Berger, znany niemiecki teolog i przyjaciel Benedykta XVI.

Paul Badde: Cóż, przy całej pokorze, z jaką przyjmuję tę opinię, co innego mogę zrobić, jak tylko zgodzić się z nią? (śmiech) Faktem jest, że miałem to szczęście i przywilej spędzić tam więcej czasu niż ktokolwiek inny. Parę lat temu, w czasie silnych niepokojów w Ziemi Świętej przyjeżdżało mniej pielgrzymów i często zdarzało się, że grób miałem prawie na wyłączność. Mógłbym go właściwie opisać z zamkniętymi oczami: niskie wejście, za nim wąskie pomieszczenie, po lewej stronie mały korytarz, a po prawej kamienna ława, na której złożono ciało Chrystusa.

Czego zagraniczny korespondent niemieckiego dziennika „Die Welt” szuka w grobowcu Jezusa z Nazaretu?

– Grób Chrystusa przyciąga chrześcijan jak magnes. Nic dziwnego, skoro pusty grób jest „samym sercem Kościoła”, jak powiedział papież Benedykt XVI. Widocznie on też poczuł ukłucie w sercu po wizycie w tym miejscu. Tam przecież zmieniła się historia ludzkości.

Ale wydawało się, że najświętsze dla chrześcijan miejsce zostało już przebadane na wszelkie możliwe sposoby. Tymczasem Pan bierze do grobu Jezusa Ewangelię wg św. Jana i z kilku wersów wyciąga wnioski, które rzucają nowe światło na wydarzenia sprzed dwóch tysiącleci.

– W Wielkanoc słuchamy pięknego opisu zmartwychwstania u św. Jana. Większość chrześcijan przyzwyczaiła się do tego fragmentu tak bardzo, że nie dostrzega szczególnej uwagi, z jaką ewangelista opisuje położenie tkanin pogrzebowych w grobie. A to kluczowy moment w tym fragmencie!

„Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu”, czytamy. A Pan przekonuje, że mowa tu m.in. o znanym nam dzisiaj Całunie Turyńskim oraz o Chuście z Manoppello.

Tak, całun i chusta odnoszą się do tego samego płótna i chusty, o których pisze św. Jan. W ciągu wieków pojawiało się wiele innych nazw, ponieważ nikt nie potrafił wyjaśnić pochodzenia tych tkanin, choć zadawano sobie jednocześnie sprawę, że musiały powstać w niewytłumaczalny po ludzku sposób. W związku z tym na przykład chusta znajdująca się dzisiaj w Manoppello miała nazwy: acheiropoietos (obraz nie ludzką ręką uczyniony), Mandylion czy też Chusta św. Weroniki. W rzeczywistości wszystkie te nazwy oznaczały tę samą tkaninę. A prof. Antonio Paolucci, dyrektor Muzeum Watykańskiego, uznaje, że tkanina ta była przechowywana w bazylice Świętego Piotra od 706 do 1527 roku, kiedy to znikła w czasie złupienia Rzymu. Do tego dnia chusta była najcenniejszym skarbem papieży. Relacja między jedną a drugą tkaniną – całunem i chustą – jest bardzo dobrze opisana przez św. Jana. Całun wykorzystano do owinięcia martwego ciała Jezusa, a chusta została położona na twarzy, chociaż nie wiadomo przez kogo. Czy była to Maryja? Maria Magdalena? Józef z Arymatei? Czy może nawet żona Poncjusza Piłata? My tego nie wiemy. Wiemy tylko, że tkanina była bardzo delikatna, szlachetna i droga – podobnie jak maści, które kobiety przyniosły do grobu – tak jakby pochowano króla.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • katolik
    30.04.2013 09:52
    Namnożyło się fałszywych nauczycieli, oj namnożyło. Takie mamy czasy posoborowie.
    Straszne czasy dla katolików wiernych Bogu.
  • M.R.
    30.04.2013 11:23
    Dobrze, że są jeszcze tacy Dziennikarze! Nawet jeśli to są pojedyncze sztuki w świecie, gdzie słowo dziennikarz jest mniej warte od słowa prostytutka. Ratują honor tego zawodu, którego istota polega dzisiaj na tym, by nie mieć honoru, nie mieć kręgosłupa.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama