Odkrycia młodych

Urządzenie, które sprawdza poziom promieniowania, można kupić tylko w specjalistycznych sklepach. Ale dwóch uczniów skonstruowało takie z aparatu w telefonie komórkowym. Uczeń z Wrocławia odkrył nowy gatunek motyla, a chłopak z Wałbrzycha w prosty sposób rozwiązał starą zagadkę, jak daleko od ula odlatują pszczoły.

Reklama

Wyłoniono osoby, które będą reprezentować Polskę na Konkursie Prac Młodych Naukowców UE. Właśnie zakończył się Festiwal Młodych Badaczy. Odkrycia, organizowany przez Krajowy Fundusz na rzecz Dzieci i Centrum Nauki Kopernik. Wśród 20 prezentowanych na nim prac wybrano trzy. Ich autorzy we wrześniu pojadą do Pragi. Z tymi pszczołami był rzeczywiście problem. Pszczoły są małe i wszystkie (wybaczcie pszczelarze) wyglądają tak samo. Na dodatek jest ich dużo. Jak obserwować ich ruch? Jak zmierzyć, czy pszczoły są w stanie na kwiatową łąkę dolatywać z odległości kilkuset metrów czy kilku kilometrów? To wszystko jest bardzo ważne. W zależności od okresu kwitnienia roślin różnych gatunków, pszczelarze przenoszą ule. Gdzie je ustawić, żeby pszczoły z jednej strony nie traciły czasu i energii na pokonywanie dużych odległości, a z drugiej miały dostęp do jak największej ilości kwiatów? Co zrobić, by w miodzie lipowym była lipa, a nie np. gryka? Jest jeszcze coś. Pszczół na świecie szybko ubywa. Nie wiadomo, co jest tego przyczyną. Badanie tego zjawiska bez informacji o tym, gdzie pszczoły latają, w jakim środowisku przebywają, jest w zasadzie niemożliwe. Amerykanie próbowali kiedyś przyczepiać pszczołom niewielkie nadajniki. Dzięki temu udawało się je śledzić. Tyle tylko, że nawet zminiaturyzowane urządzenia były dla owadów ciężarem. Za ich pomocą określono, że pszczoły nie odlatują od ula dalej niż na jeden kilometr. Ale skąd pewność, że obciążone elektroniką owady nie męczyły się szybciej i w związku z tym nie skracały swoich wędrówek?

Gdzie leci pszczoła?

– Odkąd pamiętam, rodzice wpajali mi zainteresowanie przyrodą – opowiada Arkadiusz Jankiewicz, jeden z laureatów konkursu. – Kiedyś czytałem książkę o ekologii pszczół i zauważyłem, że są bardzo duże rozbieżności, jeżeli chodzi o zasięg ich lotu – dodaje. Będąc w II klasie liceum. Arek wpadł na pomysł, jak tę zagadkę rozwiązać. – To stało się przypadkiem, tak po prostu, czy postawiłeś sobie problem i intensywnie myślałeś nad jego rozwiązaniem? – pytam Arka. – To były rozważania o prostocie. Nie chciałem w to angażować ani ludzi, ani pieniędzy. Miałem być ja i mikroskop. Taki mój mały świat – powiedział Arkadiusz Jankiewicz. No i w tym małym świecie powstała nagrodzona przed kilkoma dniami praca. Arkadiusz stwierdził, że najłatwiej ocenić odległość lotu pszczoły, gdy sprawdzi się, na jakich kwiatach siadała. Znalazł więc takie miejsce, gdzie w znanych odległościach rosły bardzo rzadkie rośliny, a następnie badał, ile pyłku tych roślin znajduje się na odnóżach wracających do ula pszczół. Po to, by oszacować to ostatnie, Arek skonstruował specjalną siatkę. Pszczoła chcąc wejść do ula, musiała się przez nią przecisnąć. Przy okazji strzepywała pyłek z odnóży. Raz w tygodniu, przez kilka miesięcy, Arek zbierał strzepnięty pyłek, robił z niego preparaty i analizował je pod mikroskopem. Oceniając ilość pyłku rzadkich roślin, wiedział, że pszczoły mogą odlecieć nawet na odległość 2,7 km od swojej pasieki. Dzisiaj Arkadiusz Jankiewicz jest studentem pierwszego roku medycyny. – Pszczoły pozostają moją pasją – mówi. – Chciałbym sprawdzić, czy moją metodę da się zastosować do badania innych gatunków owadów – mówi.

Dziwne, białe kropki

Nie każdy zastanawia się nad tym, jak daleko latają pszczoły. Nie każdy zastanawia się, dlaczego niektóre zdjęcia są wyraźne, a inne mają jakieś defekty. Ale dla Michała Gumieli z Andrychowa i Rafała Kozika z Bielska-Białej kropki na znalezionym w internecie zdjęciu wydały się podejrzane. Chodziło o fotografię uszkodzonego przez falę tsunami reaktora w elektrowni atomowej w Fukushimie. Dwa lata temu licealiści (dziś Rafał jest już studentem) postanowili problem rozwiązać. Założyli, że te defekty są wynikiem wyższego promieniowania. Tylko czy to możliwe? – A dlaczego nie? – zastanawia się Michał. – W końcu zarówno światło, jak i promieniowanie gamma to fale elektromagnetyczne – dodaje. Dzięki pomocy Krajowego Funduszu na rzecz Dzieci udało się zorganizować kilkutygodniowy pobyt w Instytucie Fizyki Jądrowej PAN w Krakowie. W nim, w czasie wakacji, uczniowie mogli sprawdzić, czy za pomocą takiej matrycy, jaka jest w cyfrowym aparacie fotograficznym czy w telefonie komórkowym, da się odczytywać poziom promieniowania. Okazało się, że jak najbardziej. – Zanim znaleźliśmy się w Krakowie, sprawdzaliśmy nasze przypuszczenie na słabych źródłach, które są obecne w otoczeniu. Przykładaliśmy je do matrycy i rzeczywiście pojawiały się kropki – opowiada Michał. Liczniki promieniowania można kupić w sklepach specjalistycznych. Te, które podają wynik w czasie rzeczywistym, bywają duże i ciężkie, a na pewno są drogie. Mniejsze, wielkości długopisu, pokazują dawkę pochłoniętą. Najmniejsze są klisze w specjalnych kasetkach, ale te trzeba wywoływać. Michał i Rafał stworzyli miernik, który w zasadzie prawie każdy z nas nosi przy sobie. – Kiedy będę mógł ściągnąć na swój telefon oprogramowanie, które pozwoli zrobić z niego licznik? – Pracujemy nad tym i myślę, że w najbliższym czasie uda się taki program upublicznić – powiedział Rafał Kozik. Praca Rafała i Michała będzie reprezentowała Polskę na Konkursie Prac Młodych Naukowców UE w Pradze.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama