Patent (nie)chciany

Genów nie można patentować – stwierdzili sędziowie amerykańskiego Sądu Najwyższego. Hurrrraaa! Mówią naukowcy. Sprawa ma jednak drugie dno.

Czy można wyobrazić sobie coś bardziej osobistego niż DNA? Coś, co dostajemy w połowie od mamy, a w połowie od taty, coś, co przekażemy swoim dzieciom?

Do kogo należy wiedza?

W genach zapisana jest nie tylko informacja o kolorze oczu czy włosów, o wzroście i wielkości stopy, karnacji, strukturze włosa, a nawet grubości kości. Tam jest zapisana informacja o podatności na różnego typu choroby. Im bardziej rozumiemy nasze geny, tym częściej na podstawie odpowiednich badań jesteśmy w stanie określić ryzyko zachorowania na daną przypadłość. Pracę genetyków i mikrobiologów można porównać do pracy detektywa. O zwiększonej podatności na cukrzycę, otyłość czy jakiś typ nowotworu świadczy bowiem nie jeden gen, tylko czasami kilkanaście albo kilkadziesiąt. Niektóre geny zwiększają podatność, inne zmniejszają, jeszcze inne włączają albo wyłączają jakieś mechanizmy na poziomie komórkowym. W efekcie, zanim genetyczne śledztwo dobiegnie końca, potrzeba lat pracy całych zespołów ludzi. Potrzeba drogich odczynników, aparatury analitycznej i materiału badawczego. A to wszystko bardzo dużo kosztuje. Skoro są poniesione koszty, gdzie jest zysk? Jeśli takie badania prowadzą instytuty naukowe czy uniwersytety, można powiedzieć, że ich zyskiem jest wiedza, informacja. W końcu nikt nie oczekuje natychmiastowego dochodu z badania własności np. protonów czy neutronów. Ale na badania genetyczne chętnie wydają pieniądze także instytucje prywatne. Na czym one zarabiają? Po czasami kilku latach badań w końcu uda się wyśledzić wszystkie ważniejsze geny związane z jakąś chorobą. I wtedy powstaje test, czyli przepis dla diagnostów, który geny sprawdzić, by stwierdzić ryzyko zachorowania na jakąś chorobę.

Do kogo należy ten test? Cała sytuacja przypomina nieco szukanie mapy np. Krakowa w bibliotece, w której na półkach stoją książki napisane w nieznanym języku. Co prawda mapa należy do biblioteki, ale informacja, jak ją znaleźć, raczej do tego, który poniósł trud i koszty jej znalezienia. Do niedawna można było geny patentować. To znaczy naukowcy mogli bez ograniczeń prowadzić swoje badania, ale firma, która wykładała ogromne pieniądze na opracowanie testu, mogła mieć pewność, że nikt nie użyje wypracowanych wyników badań do swoich celów. Patentowanie ograniczało się więc tylko do genów związanych z chorobami pod kątem diagnostyki albo wykorzystania genu do terapii. Jeszcze łatwiej zrozumieć ten problem na konkretnym przykładzie. Kilka tygodni temu, dzięki aktorce Angelinie Jolie, głośno mówiono o teście, który wykrywa gen wiązany z rakiem piersi i jajników. Test wykrywający ten gen miał być zastrzeżony przez firmę Myriad Genetics, która go stworzyła. Ostatnio amerykański Sąd Najwyższy zabronił takiego postępowania.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja