Dron cię widzi

Bezzałogowe samoloty do niedawna były tylko w filmach science fiction. Wszystkowiedzące, wszystkowidzące, wszystkosłyszące, pilotowane z odległości kilku tysięcy kilometrów, więcej, pilotujące się same. Dzisiaj trudno znaleźć dziedzinę życia, w której by ich nie było.

Reklama

Kilkanaście dni temu ONZ opublikowała raport, z którego wynika, że w samym Pakistanie w wyniku prowadzonych działań wojennych drony, czyli bezzałogowe samoloty, zabiły 2200 ludzi. Niewielkie, ciche i piekielnie precyzyjne. Nadlatują jak cienie, atakują i znikają. Zabijają terrorystów (albo tych, którzy o terroryzm są podejrzewani, przecież dron nie sprawdza dowodów winy), prowadzą akcje odwetowe, niszczą cele (zabijając przy okazji cywilów) i przygotowują pole przed wejściem żołnierzy. W ciągu ostatnich kilku lat w Pakistanie zarejestrowano kilkaset ataków samolotów bez pilotów. Te liczby mogą być zaniżone.

Kolejne generacje

Automatyczne samoloty to dla wojskowych marzenie. Są dużo tańsze niż załogowe, są mniejsze, mają nieporównywalnie większy zasięg i mogą pracować wiele dni bez przerwy. Nie muszą być oznaczone, a nawet gdy ulegną awarii czy zostaną zestrzelone, nie ma skandalu dyplomatycznego. Niełatwo zidentyfikować właściciela tej kupy złomu. Małe rozmiary i możliwość bardzo długiego czasu pracy dronów powodują, że można ich używać w warunkach, w których samolot załogowy jest bezużyteczny. Dronami można latać wyżej niż samolotami. Załogowe myśliwce umożliwiające loty stratosferyczne to już niemal statki kosmiczne. Dron zwiadowczy w stratosferze to żadna rewelacja. Myśliwcem czy bombowcem nie da się patrolować ulic czy zaułków miasta zajętego przez rebeliantów. Dronem można to zrobić. Niektóre modele dronów nie potrzebują praktycznie w ogóle infrastruktury naziemnej, mogą startować jak modele samolotów „z ręki”. Są ciche, nie zostawiają za sobą śladu cieplnego (który może być śledzony w podczerwieni), mogą być zupełnie niewidoczne dla radarów.

Pierwsze drony patrolowały. Programowano trasę przelotu i cel. Tam robiły zdjęcia i wracały. Kolejna generacja była już bardziej inteligentna. Programowano tylko cel, ale już niekoniecznie drogę dotarcia do niego. Były wsparciem dla tradycyjnych metod walki. Gdy jednak okazało się, że na dronach można polegać, zaczęto je wyposażać w broń. Prowadzi się eksperymenty bombowców i myśliwców, które będą sterowane z bezpiecznych baz, często oddalonych o tysiące kilometrów od pola bitwy. Jednym z takich eksperymentalnych projektów jest tajemniczy X-37B. To samolot, który lata także nad Polską. Co o nim wiadomo? Że należy do Armii Stanów Zjednoczonych i lata nad Wisłą kilka razy w miesiącu. Cel misji zawsze jest tajny.

Samolot? Prom? Satelita?

X-37B przez kilka lat był budowany przez NASA jako poligon do badania nowych technologii. Amerykańska Agencja Kosmiczna chciała na nim testować nowe technologie, które później miały być wykorzystane w wahadłowcach kosmicznych. Projekt był więc cywilny i dlatego niektóre plany pojazdu można znaleźć w sieci. W 2004 r. projekt przejęła jednak należąca do armii USA Agencja Zaawansowanych Obronnych Projektów Badawczych, czyli DARPA. Od tego momentu w zasadzie nie wiadomo, do czego X-37B jest używany. Urządzenie trudno nazwać samolotem. Przypomina rakietę z dwoma niewielkimi skrzydłami i dwoma skośnymi statecznikami. Nie ma pilota i jest sterowane zdalnie. Nawet gdy zostanie pozostawione bez nadzoru, potrafi samo wykonać powierzone mu zadania.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama