Chiny w kosmosie

Kilka dni temu z bazy Xichang w Syczuanie w kosmos poleciała pierwsza chińska sonda, która osiądzie na powierzchni Księżyca. Jeżeli jej się to uda, rywalizacja o podbój przestrzeni kosmicznej wejdzie w zupełnie nową fazę.

Reklama

Od redakcji:

Udało się, 14 grudnia sonda wylądowała, ale warto mimo to przeczytać artykuł ;)

Po co Chińczykom Księżyc? Oni tam chcą lodować z zupełnie innych powodów niż Amerykanie przed kilkudziesięciu laty. Ci ostatni misjami Apollo musieli przykryć upokorzenie, jakiego doznali, gdy to Rosjanie pierwsi wysłali satelitę na orbitę i to Rosjanom pierwszym udało się tam umieścić człowieka. Tych sukcesów Związku Radzieckiego w podboju kosmosu było zresztą znacznie więcej. Amerykanom nie pozostawało nic innego, jak albo zrobić coś naprawdę dużego, i tym przyćmić sukcesy naukowców i inżynierów (a także wojskowych) z wrogiego obozu, albo pogodzić się z rolą nie pierwszego, tylko drugiego zdobywcy kosmosu. Chińczykom nie chodzi o zaszczyty. Im chodzi o pieniądze i technologie. Lecą na Księżyc, bo chcą się nauczyć budowania lądowników. A to potrzebne jest im po to, by w przyszłości wydobywać z innych globów minerały.

Nauka lądowania

To oczywiste, że kopalnie na księżycach czy planetach nie powstaną w ciągu najbliższych lat, ale już w ciągu najbliższych dziesięcioleci – jak najbardziej. Na Księżycu znajdują się na przykład izotopy (odmiany pierwiastków), które na Ziemi nie występują. Gdyby je tutaj przywieźć, byłyby potężnym źródłem energii. Już dzisiaj testuje się na dnie oceanów zdalnie sterowane systemy koparkowe, które same poruszają się, pobierają ziemię, przesiewają ją w poszukiwaniu konkretnych minerałów, a te pakują i wysyłają na powierzchnię. Tak czy inaczej najpierw trzeba się nauczyć lądować. A to nie jest proste. Nawet jeżeli tym razem Chińczykom się nie uda, za kilka tygodni w przestrzeń poleci kolejna sonda. Wcześniej czy później (raczej wcześniej) wyląduje na Srebrnym Globie. Ta, która teraz leci w kierunku Księżyca, ma na pokładzie pojazd wyposażony w sześć kół. Może on automatycznie poruszać się i badać powierzchnię satelity Ziemi. Chiny prą w kierunku kosmosu z niesamowitą determinacją. Co prawda chiński program kosmiczny rozpoczął się już w połowie lat 50. XX w., ale przez kolejne dziesięciolecia niewiele się w nim działo. Prawdziwe przyspieszenie nastąpiło w latach 90. XX w. W 2003 r. odbył się pierwszy lot załogowy na orbitę. W zasadzie trudno powiedzieć, komu Chińczycy bardziej zawdzięczają powstanie swojego programu kosmicznego. Jego początki wiążą się bowiem z postacią niezwykle zdolnego inżyniera Qian Xuesena, który w 1956 r. został – jako element podejrzany (komunistyczny) – wydalony z USA. Qian Xuesen był specjalistą od balistyki. Zajmował się rakietami. W czasie II wojny światowej ściśle współpracował z wywiadem USA, był autorem raportów na temat niemieckich rakiet V2.

Był jednak Chińczykiem i na fali maccartyzmu został z Ameryki wydalony. Pekin przyjął go z otwartymi rękami. Od razu został szefem chińskiego programu kosmicznego.

Amerykanie czy Rosjanie?

Qian Xuesen miał bogatą wiedzę zdobytą w USA, ale na samym początku to Rosjanie wspomagali chiński program myślą techniczną. Jednak niezbyt długo. Zaledwie po 3 latach Chiny i Rosja politycznie rozeszły się. Od 1960 r. Chiny swój program kosmiczny tworzyły same. To czas może powolnego, ale konsekwentnego postępu. Najpierw rakiety balistyczne, potem rakiety nośne i w końcu (w 1970 r.) pierwszy satelita. Program lotów załogowych został uruchomiony dopiero w 1992 r. Po kolejnych 11 latach w kosmos leci Chińczyk Yang Liwei – jest rok 2003. Siedem lat później pełną parą trwają już przygotowania do budowy Chińskiej Stacji Orbitalnej.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama