Ekodżemy nie dla wszystkich

(Nie)legalna żywność lokalna. Aronia to ulubiony owoc Natalii i Henryka Bienkiewiczów. Pod koniec lata w swoim ogrodzie mają jej nawet kilka ton. Niestety, część zbiorów musi się zmarnować.

Reklama

Państwo Bienkiewiczowie w Stroniu (gmina Stryszów) pojawili się ponad 20 lat temu. Postanowili wrócić do źródeł (oboje pochodzą z rolniczych, kresowych rodzin) i zająć się uprawą owoców i warzyw, zapewniając sobie aktywną emeryturę.

Zakazane przetwory
W ich ekologicznym, agroturystycznym gospodarstwie na 4 hektarach ziemi rosną m.in. maliny, wiśnie, jabłka, porzeczki i aronie. Soki, dżemy i konfitury, które robią według sprawdzonych, tradycyjnych receptur, zachwycają podniebienia wszystkich gości – kwaśny smak aronii można bowiem złagodzić dodatkiem malin, winogron lub wiśni. Także dla diabetyków mają coś dobrego – pyszny dżem z jabłek i dyni, bez dodatku cukru.

Problem w tym, że przetwory mogą robić tylko na użytek własny oraz gości przyjeżdżających do gospodarstwa na wypoczynek. Legalnie sprzedawać ich nie mogą. W efekcie część owoców musi zostać na krzakach i drzewach i czekać, aż zjedzą je ptaki. Powód jest prosty i skomplikowany zarazem.

Pani Natalia i pan Henryk działalności gospodarczej nie prowadzą – w przypadku tzw. małych producentów jej założenie i utrzymanie pochłonęłoby wszystkie (sezonowe) dochody. W związku z tym na sprzedaż dżemów polskie przepisy prawne im nie pozwalają.

Justyna i Arkadiusz Bugajowie ekologiczne gospodarstwo prowadzą od 10 lat. Kiedyś mieszkali i pracowali w Krakowie, ale problemy ze zdrowiem ich dzieci, które często chorowały i cierpiały na alergie, spowodowały, że rodzice zaczęli szukać dla nich zdrowej żywności. Wtedy nie było to takie proste. W Chełmie (gmina Wolbrom), skąd pochodzi rodzina pana Arkadiusza, postanowili więc założyć warzywnik – na własne potrzeby. Z czasem owoców i warzyw zaczęli mieć coraz więcej... Dziś w gospodarstwie BioBugaj rosną pyszne ziemniaki, marchewki, cebula, ogórki, jest też ponad 70-letni sad pełen śliwek węgierek i starych odmian jabłek (renety, malinówki). Owoce i warzywa od państwa Bugajów można kupić w sklepach z ekologiczną żywnością w Krakowie i na Śląsku. Legalnie kupić nie można jednak wspaniałych przetworów, z których wśród znajomych słynie pani Justyna (hitem są ogórki kiszone niepasteryzowane).

– Polskie przepisy dotyczące produkcji i sprzedaży przetworów w małych gospodarstwach są takie same jak w przypadku dużych zakładów z wysokim kapitałem, które produkują tysiące słoików z dżemami czy ogórkami. Dla rolników to duże utrudnienie – mówi J. Bugaj.

Chodzi o nasze zdrowie
W wielu krajach Unii Europejskiej, m.in. we Francji, Włoszech, na Węgrzech czy Słowacji, w tzw. sprzedaży bezpośredniej (czyli prosto od producenta) można kupić zarówno owoce, warzywa, oliwki, mleko, jaja, świeże mięso, jak i produkty przetworzone: sery (i inne wyroby mleczne), dżemy, oliwę, wino, wędliny, wypieki. Polskie przepisy są tak skonstruowane, że sprzedaż przetworzonej żywności wyprodukowanej w małych gospodarstwach (w Małopolsce mamy ich ponad 200 tys.) jest nielegalna (wyjątkiem są kiszonki i susze).

– Zgodnie z prawem, bezpośrednio od rolnika kupić możemy jedynie płody, czyli m.in. zboża, warzywa, owoce, mleko, miód, jaja oraz tuszki. Świeżego mięsa (poza tuszkami drobiowymi i króliczymi) „z pierwszej ręki” kupić nam już nie wolno. Podobnie jak przetworów owocowych, warzywnych, chleba, kaszy, nalewek... A przecież dobra żywność, która nie jest przewożona setki, a nawet tysiące kilometrów, pochodzi ze znanego źródła i w której nie ma dodatku szkodliwych konserwantów, powinna być ogólnodostępna – podkreśla Rafał Serafin, prezes Fundacji „Partnerstwo dla Środowiska” i dodaje, że nie każdy rolnik czuje się przedsiębiorcą, więc mierzenie wszystkich jedną miarą, która zmusza do zakładania firmy, jest nieporozumieniem.

– Tu chodzi o nasze zdrowie, dlatego chcemy dotrzeć z naszymi owocami do całego społeczeństwa, by wszyscy mogli korzystać z dobrodziejstw natury, z tego, co stworzył Bóg – wtóruje mu Janina Kurek i zaprasza do ekologicznej gminy Radziechowice.

Kiedyś rodzinnym sadem (w którym rosną m.in. jabłonie, grusze, śliwy, wiśnie, brzoskwinie i morele oraz krzaki pełne malin, porzeczek, winogron czy agrestu) zajmowali się jej rodzice, później ona wraz z mężem, gdy wrócili do źródeł, czyli malowniczo położnego Gruszowa (leżącego na styku Gdowa i Łapanowa), a teraz pałeczkę powoli przejmuje ich syn Janusz. – Nasze jabłonie (w sadzie rosną m.in. odmiany rubinka, ariwa, topaz) mają certyfikaty (wydawane m.in. przez Bio Cert) potwierdzające, że nie stosujemy żadnych szkodliwych oprysków, drzewa nawozimy tylko obornikiem z własnego gospodarstwa – zachwala pani Janina i częstuje owocami. Przetwarzać ich, rzecz jasna, nie może.

Szukamy rozwiązań
W zmianie nieprzyjaznego prawa pomóc może kampania „Legalna żywność lokalna”, prowadzona przez krakowską Fundację „Partnerstwo dla Środowiska” oraz Małopolską Izbę Rolniczą we współpracy z Małopolskim Urzędem Marszałkowskim, samorządami oraz organizacjami społecznymi promującymi produkty lokalne. – Kampania, wzorem Stanów Zjednoczonych Ameryki, Szwajcarii i innych państw UE, ma zwiększyć dostęp (na skalę całego kraju) do żywności pochodzącej od małych wytwórców i z małych gospodarstw. Zalegalizowanie sprzedaży z pierwszej ręki nie tylko ułatwi życie rolników, ale także poprawi sytuację ekonomiczną takich gospodarstw i pozwoli im wyjść z tzw. szarej strefy. To wszystko wpłynie też na rozwój gospodarczy polskiej wsi – przekonuje R. Serafin.

W ramach kampanii przygotowane zostały petycja na rzecz ułatwień dla sprzedaży z pierwszej ręki (można ją podpisywać m.in. za pośrednictwem strony: www.fpds.pl) oraz konkretne propozycje zmian prawnych, które umożliwią sprzedaż niewielkiej ilości żywności lokalnej (m.in. przetworów, oleju, serów, mięsa, np. jagnięciny, czy chleba). Zwolnienie z konieczności zakładania działalności gospodarczej dotyczyłoby tylko rolników, którzy wytwarzają żywność, bazując na własnych plonach. W sprawę zaangażowali się politycy, a szczególnie posłanka PO Dorota Niedziela, z wykształcenia lekarz weterynarii.

– W pracy zawodowej specjalizuję się w leczeniu zwierząt małych, domowych, jednak początkowo uczestniczyłam także w operacjach zwierząt dużych, hodowlanych. Miałam więc kontakt z rolnikami, znam ich problemy. Dodatkowo, jako członek sejmowej komisji ds. rolnictwa, spotykałam się z pytaniami, dlaczego rolnik, który produkuje sery (w małych ilościach), musi je sprzedawać poza prawem? Dlaczego nie da się tego uregulować? – mówi D. Niedziela.

Po nawiązaniu kontaktu z Fundacją „Partnerstwo dla Środowiska” zaczęła jeszcze bardziej zgłębiać problem. Okazało się, że tym, co najbardziej utrudnia życie rolnikom, są niespójne przepisy dotyczące tzw. sprzedaży bezpośredniej. – Po roku w komisji ds. rolnictwa została powołana podkomisja, a ja zostałam jej przewodniczącą. Zaczęliśmy pracować nad dokumentami, w których podjęliśmy próbę zdefiniowania tej sprzedaży, a także pojęć żywności lokalnej i tradycyjnej. Wystąpiłam też do Biura Analiz Sejmowych z prośbą o stworzenie zestawienia danych pokazujących, jak ta kwestia jest rozwiązywana w innych krajach UE, a zwłaszcza we Francji i Włoszech. Jak współpracują w tej sprawie Ministerstwa Zdrowia i Rolnictwa i co można zrobić w Polsce, żeby zbliżyć się do tego modelu – opowiada posłanka PO i dodaje, że jednym z ważniejszych problemów są różnice w opodatkowaniu rolników i dużych przedsiębiorstw.

– Zastanawiamy się także, jak zmienić przepisy, by nie zmuszać małych gospodarstw do zakładania działalności gospodarczej. Uważam, że warto dać szansę komuś, kto np. hoduje truskawki i robi z nich smaczny dżem. Gdyby ilość tego dżemu zwiększała się, wtedy trzeba ustalić odpowiednie limity. Jesteśmy na etapie szukania najlepszych rozwiązań – zapewnia D. Niedziela.

Smakołyki na targu
By kampania nabrała jeszcze większego rozgłosu, fundacja zajęła się też tworzeniem miejsc, w których rolnicy mogą legalnie sprzedawać swoje produkty. Najpierw na Rynku Podgórskim w Krakowie powstał Targ Pietruszkowy, potem stoisko Produkt Lokalny Małopolska w Eko Delikatesach w Solvay Parku, a ostatnio przy CH „Tandeta” – Targ Produktów Lokalnych, zwany Targiem Jesiennym. Zainteresowanie tym ostatnim było ogromne -  zaczęło nawet brakować miejsc dla sprzedających.

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama