Mercedes z neolitu

Pod łopaty koparek na budowie polderu Racibórz Dolny patrzy codziennie Paweł Wiktorowicz. Sprawuje nadzór archeologiczny.

Reklama

Dzisiaj na całej długości przyszłych wałów zbiornika przeciwpowodziowego, których wstęga ma się ciągnąć przez 27 km, uwija się już ciężki sprzęt. Powstaje utwardzona droga, która umożliwi dowóz materiałów na budowę. A w niektórych miejscach koparki i walce już przygotowują podstawę wału.

Skarb ze śmietnika
Paweł Wiktorowicz pracuje w Instytucie Archeologii i Etnologii PAN w Poznaniu. Ostatnio znalazł na budowie zbiornika kawałki średniowiecznych garnków i fragment krzemiennego noża z jeszcze wcześniejszego okresu. W miejscach, gdzie leżały, budowlańcy muszą na kilka tygodni wstrzymać się z dalszymi pracami, aż przyjedzie ekipa archeologów i dokładnie „podejrzane” miejsce tych znalezisk przebada.

Nad Odrą archeologicznych skarbów jest mnóstwo. A to dlatego, że tutaj jest Brama Morawska. Właśnie tym obniżeniem między Karpatami i Sudetami przez tysiące lat na teren dzisiejszej Polski wlewały się kolejne ludy. Ewentualnie odchodziły tędy na południe. Archeologiczne skarby mogą jednak rozczarować zbieraczy cennych przedmiotów. Zwłaszcza potłuczone i oblepione błotem skorupy naczyń wyglądają niepozornie. A jednak są bezcenne, bo grzebiąc w śmietnikach żyjących w przeszłości ludzi, możemy się o nich wiele dowiedzieć.

Na zachodnim brzegu Odry, w raciborskiej dzielnicy Sudół, archeolodzy znaleźli np. ponad 80 tys. fragmentów ceramiki, 40 tys. fragmentów polepy do uszczelniania domostw, około 80 siekierek kamiennych oraz 280 przęślików, czyli ciężarków tkackich. Wszystko sprzed około 6 tysięcy lat, wykonane przez społeczność pierwszych rolników z tzw. kultury lendzielskiej.

– Wtedy już ubrania robiło się np. z lnu – komentuje P. Wiktorowicz. – Najciekawsze, że większość znalezionych tu rzeczy, np. duża część siekierek, jest w bardzo dobrym stanie, wcale nie są uszkodzone. Być może ta osada została opuszczona w pośpiechu, w czasie powodzi, jakich tu jest do dzisiaj wiele? A kiedy woda się cofnęła, mieszkańcom było już trudno te przedmioty w tym błocie, w tej glinie, odszukać? To na razie wstępna teoria, która może jeszcze zostać zmieniona w czasie opracowywania tych znalezisk – tłumaczy archeolog. On sam znalazł w tym miejscu prehistoryczną... lodówkę.

Na dnie jamy, głębokiej aż na 2,5 metra, leżało sobie 11 całych, nieuszkodzonych naczyń. To wielka rzadkość, bo zwykle archeolodzy znajdują garnki rozbite na wiele kawałków. Podobnie, jak to się dzieje dziś, ludzie wyrzucali je przecież dopiero, kiedy się potłukły. Dlaczego tutaj aż 11 naczyń było w całości?

– Było tam wilgotno i trochę chłodniej, więc mogła to być lodówka. Naczynia pewnie stały tam sobie na półkach, aż może przyszła powódź i wszystko zalała... My też w czasie prac byliśmy świadkami, jak przyszła ulewa i naniosła nam do wykopów 1,5 metra szarego błota – mówi odkrywca. Co mogło być w tych 11 naczyniach? Może piwo, a może ugotowane potrawy, pozostawione do zjedzenia na następny dzień?

«« | « | 1 | 2 | » | »»
  • Oburzona
    31.03.2014 19:35
    Nóż się w kieszeni otwiera, jak czyta się takie głupoty. Wyraźnie widać jak bardzo doinformowany (a może pijany?) jest autor tego artykułu. Po pierwsze- przęślik to nie ciężarek tkacki, pierwszymi rolnikami na dzisiejszych ziemiach polskich była kultura ceramiki wstęgowej rytej, a nie lendziel! w neolicie nie robili piwa! Wystarczyłoby nawet wikipedie odpalić. Autorze! poczytaj najpierw trochę o tematyce, o której chcesz pisać!
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama