Nie mogło
 się udać

Gdy dokładnie analizuje się historię nauki, nietrudno dojść do wniosku, że większość z tych odkryć, które zrewolucjonizowały nasze życie,
nie miała prawa się udać. Przynajmniej zdaniem autorytetów.


Reklama

Podobno najłatwiej dokonywać odkryć samoukom, bo ci, pozbawieni formalnej edukacji, jeszcze nie wiedzą, co jest możliwe, a co nie. Nowoczesna edukacja zamiast opowiadać o świecie, prowadzi przez niego za rękę. Przypomina wycieczkę po starym, pełnym tajemnic zamku. Niczego nie można dotknąć, nigdzie nie można zaglądnąć. Najciekawsze są oczywiście pozamykane na klucz drzwi. Na pytanie, dlaczego są zamknięte, przewodnik odpowiada: „bo tam nie ma niczego ciekawego”. Nie trzeba zresztą zamku, wystarczy szkolna klasa. Zwykle ze zbyt dużą liczbą uczniów. Nauczyciel nie jest w stanie odpowiadać na pytania wszystkich. Problem nie dotyczy zresztą tylko edukacji na poziomie podstawowym. Od dawna wiadomo, że najlepiej sprawdza się system, w którym student pracuje ze swoim mistrzem – profesorem. Ten drugi ma dla niego czas i w tempie dostosowanym do indywidualnych potrzeb wprowadza go w nieznany świat. Taki system działa na najlepszych światowych uniwersytetach. Ale na nich studiuje promil wszystkich studentów.

Na resztę czekają przepełnione sale wykładowe i – z powodu oszczędności – eksperymenty myślowe, zamiast tych rzeczywistych. 
Tak czy inaczej nie dziwi to, że nawet bardzo zdolny człowiek po przejściu całej ścieżki formalnej edukacji ma dość małe szanse na wynalezienie czegoś, co zrewolucjonizuje życie. I paradoksalnie może się okazać, że największe szanse na odkrycie mają ci, którzy już na wczesnym etapie edukacji zostali uznani za mało zdolnych. Ci, od których system edukacji postanowił się odwrócić. 


Gwiazda 


Jednym z najlepszych ilustracji tego fenomenu jest fizyk Albert Einstein. Nie skończył szkoły średniej i nie dostał się za pierwszym razem na uniwersytet. Pracując w biurze patentowym, prowadził obliczenia, które nikogo nie interesowały. Gdy Einstein publikował swoje prace, te nie były na początku zauważane przez środowisko naukowe. Publikując najpierw Szczególną, a później Ogólną Teorię Względności był znany, ale chyba nie dlatego, że ktokolwiek w jego rachunki wierzył. Po prostu były one tak rewolucyjne, że na teoretyka, którego niewielu rozumiało, patrzono jak na ekscentryka. Wszystko zmieniło się w 1919 r., gdy do Afryki wyruszyła brytyjska ekspedycja astronomiczna po to, by obserwować całkowite zaćmienie Słońca. To tam zmierzono, że światło gwiazd ugina się pod wpływem grawitacji naszej dziennej gwiazdy (Słońca) dokładnie tak, jak przewidywał to Einstein. W gmachu fizyki wybuchła bomba. I pomyśleć, że krótko przed tym wydarzeniem Einstein na uniwersytecie w Bernie miał stanowisko tzw. privatdozenta, czyli nie otrzymywał wynagrodzenia z uczelni, a jedynie drobne datki od studentów. Zresztą o to stanowisko musiał się starać dwa razy, bo za pierwszym nawet tego nie chciano mu zaproponować. 
Tak czy inaczej dwa lata po eksperymentalnym potwierdzeniu jego prac (których środowisko dalej w większości nie rozumiało), Einstein został laureatem Nagrody Nobla (choć nie za teorię względności, tylko za prace nad wyjaśnieniem efektu fotoelektrycznego). Od tego czasu do śmierci był gwiazdą nie tylko zresztą naukową, ale także w pewnym sensie gwiazdą popkultury.


«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • maruda67
    27.03.2014 18:20
    W artykule Autor powiela błędny pogląd, że A. Einstein był słabym uczniem, nie ukończył szkoły średniej i miał problemy z dostaniem się na uniwersytet. Pogląd ten - popularny wśród leniwych uczniów - jest całkowicie błędny. A. Einstein rzeczywiście nie ukończył szkoły średniej, którą rozpoczął w Niemczech, bo po wyjeździe rodziców do Włoch miał problemy nerwicowe. Wypisał się ze szkoły i pojechał do rodziców. W 1895 roku zdawał egzamin wstępny na politechnikę (a nie uniwersytet) w Zurychu, ale nie dostał się powodu słabych wyników z przedmiotów humanistycznych (kto dziś uwzględnia przedmioty humanistyczne przy rekrutacji na politechnikę ?!). W celu lepszego przygotowania się do egzaminów zapisał się do szkoły średniej w Aarau w Szwajcarii, którą ukończył z całkiem dobrym wynikiem (średnia ocen 5.0).
    Warto czasem coś sprawdzić w materiałach źródłowych, zanim powieli się plotki.
  • Darek
    11.04.2014 10:21
    maruda67 miał zapewne to na myśli, że ponieważ mówi się, że Einstein miał pewne problemy w szkołach to automatycznie wyciągany jest wniosek o jego przeciętności intelektualnej. I być może niektórzy poczują się w ten sposób usprawiedliwieni od wysiłku szkolnego.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama