Na progu rewolucji

Warto zapamiętać nazwisko Malinkiewicz. Być może kiedyś dzieci na lekcjach fizyki albo przyrody będą się o nim uczyły.

Reklama

Fakt, że nie potrafimy czerpać energii ze Słońca, może być irytujący. Wszystko, co żyje na tej planecie, funkcjonuje dzięki naszej dziennej gwieździe. Rośliny, a przez nie zwierzęta, czerpią energię ze Słońca. A my jakoś nie potrafimy. Robimy to co prawda drogą okrężną, czyli przez spalanie paliw kopalnych (które kiedyś były albo roślinami, albo zwierzętami), ale przy tym wyrzucamy do atmosfery ogromne ilości szkodliwych substancji (z których dwutlenek węgla jest chyba najmniej kłopotliwy). Gdzie leży problem? Potrafimy budować ogniwa fotowoltaiczne, ale są one drogie i mają niską sprawność. Te najdroższe potrafią na energię elektryczną przerobić niewiele ponad 25 proc. energii słonecznej. Ogniwa standardowe mają sprawność około 13–14 proc.

Prace nad ogniwami zbudowanymi z krzemu trwają od lat, ale postęp jest dość wolny. I tutaj na scenę wkracza Olga Malinkiewicz. Młoda osoba studiująca i pracująca w Hiszpanii, która wywróciła wszystko do góry nogami. Kilkanaście miesięcy temu znalazła bowiem sposób na to, by ogniwa słoneczne robić w całkowicie inny sposób. Bez krzemu, za to z udziałem tzw. perowskitów. Właśnie odebrała najważniejszą nagrodę Komisji Europejskiej w dziedzinie innowacji w energetyce.

Ogniwa wszędzie

Perowskity to grupa nieorganicznych związków chemicznych z rodziny soli. Choć zostały odkryte już prawie 200 lat temu (w górach Ural), dopiero teraz mogą zyskać rozgłos. W kontekście energetyki, a konkretnie budowy ogniw fotowoltaicznych interesowano się nimi od dawna, ale do maja 2012 roku postęp prac nad ich wykorzystaniem nie był zadowalający. Problemem – jak w przypadku krzemu – była bardzo wysoka cena gotowego ogniwa. To się zmieniło w momencie, gdy nad nowym-starym materiałem zaczęła pracować pochodząca z Polski Olga Malinkiewicz. Znalazła sposób na nieporównywalnie tańszą metodę budowy ogniw perowskitowych. Ogniwa, które powstają według metody Malinkiewicz, są lekkie, tanie, wydajne i... elastyczne. I podczas gdy najcieńsza warstwa krzemu w tradycyjnym ogniwie słonecznym nie może być mniejsza niż 180 mikrometrów, warstwa perowskitów absorbująca tę samą ilość energii może mieć grubość poniżej jednego mikrometra. Poza tym (w przeciwieństwie do ogniw krzemowych) technologia nie wymaga wysokiej temperatury, a to oznacza, że warstwę perowskitową można np. napylać na tkaniny czy elementy giętkie. Tego absolutnie nie dało się robić ze sztywnymi i delikatnymi (łamliwymi) ogniwami krzemowymi. Napylane na ubrania, tworzące cienkie przezroczyste warstwy np. na szybach wieżowców... perowskitowe ogniwa mogłyby być wszędzie. Nie ma technicznych przeciwwskazań, by nie mogła powstać np. drukarka, która zamiast „malować” obrazy tuszem, drukowałaby ogniwa słoneczne na poczekaniu, w domu. Może w końcu udałoby się pozyskać tanią energię ze Słońca? Źródła, na którym możemy bezwzględnie polegać jeszcze przynajmniej przez kilka miliardów lat. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama