Talenty, jakich mało

Jak w większości przypadków matką i tego wynalazku była potrzeba chwili.

Reklama

Ponad rok temu w Ośrodku Pomocy Społecznej w Pacanowie zaginęła osoba we wczesnym stadium choroby Alzhaimera. Najpierw szukano jej na terenie ośrodka, a potem cały sztab służb mundurowych i wolontariuszy ruszył w teren. Po wielu godzinach poszukiwań, tuż przed zapadnięciem zmroku mieszkaniec sąsiedniej wsi zauważył poszukiwaną osobę zabłąkaną z dala od ośrodka.

Cud z odzysku
– Brałem udział w tych poszukiwaniach. Przez dobrych kilka godzin przeczesywaliśmy teren. Na szczęście akcja zakończyła się sukcesem. Wtedy pomyślałem, że przecież to wszystko można by uprościć lub nawet temu zapobiec. Kiedy jeszcze odczuwałem ból mięśni nóg, nadwyrężonych podczas poszukiwań, pojawił się pomysł projektu urządzenia ułatwiającego lokalizację osób zaginionych – opowiada Mariusz Bielaszka.

Początkowo młody wynalazca pracował sam nad prototypem. – Nie chwaliłem się nikomu, bo nie wiedziałem, czy coś z tego wyjdzie. Do skonstruowania urządzenia użyłem części z demontażu starego i zużytego sprzętu elektronicznego. I tak wyświetlacz to element starego telefonu komórkowego, który świetnie zdaje egzamin. Paski pochodziły najpierw ze starych szelek, jednak ostatnio zmieniłem je na inne, takie ze starego zegarka. Reszta elementów elektronicznych: diody, sterowniki i bateria to także części z odzysku – wyjaśnia młody konstruktor.

Głównym założeniem urządzenia były funkcjonalność, niezawodność, niewielkie wymiary oraz niski pobór prądu. – Chyba się udało, bo gdy tylko wraz z nauczycielem, panem Mariuszem Zyngierem, zaprezentowaliśmy to urządzenie na pierwszych konkursach i pokazach, wzbudzało zainteresowanie i okazywało się strzałem w dziesiątkę pod względem innowacyjności i użyteczności – dodaje.

Jak to działa?
Niewątpliwie fenomenem „Wanted Clock”, bo taką nazwę otrzymał lokalizator osób zaginionych, jest prostota jego działania. Zegarek wykorzystuje znane i szeroko stosowane funkcje lokalizujące, informujące i naprowadzające.

– Główną jego funkcją jest pomoc w zlokalizowaniu osoby, która ma np. kłopoty z pamięcią i odnalezieniem drogi do domu. Taka osoba otrzymuje zegarek, który nosi na ręce. W urządzeniu zostaje zaprogramowany obszar bezpieczeństwa, po którym ta osoba może się poruszać. Gdy znajdzie się poza nim, urządzenie rozpoczyna „śledzenie”. Uruchomiony zostaje moduł GSM, który przesyła dane dotyczące lokalizacji poszukiwanej osoby. Dane te zostają wysłane do opiekuna poprzez SMS – wyjaśnia wynalazca.

Jeśli opiekun chce otrzymać informację o lokalizacji osoby zaginionej, puszcza krótki sygnał telefoniczny pod numer karty sim zainstalowanej w module zegarka i po krótkim czasie otrzymuje wiadomość zwrotną ze współrzędnymi geograficznymi oraz bezpośrednim linkiem do mapy. Tę funkcję wykonuje moduł GPS.

– Jeżeli posiadamy telefon z dostępem do internetu, wystarczy tylko kliknąć w link. W przypadku braku dostępu telefonu do internetu wystarczy wykorzystać otrzymane współrzędne w innym urządzeniu GPS i już wiemy, gdzie dokładnie poszukiwać tej osoby – dodaje M. Bielaszka.

Kolejną innowacją jest to, że sam zaginiony jest powiadamiany o poszukiwaniach poprzez informację, która zostaje wyświetlona na wyświetlaczu zegarka oraz dzięki drganiom jego opaski.

– U zegarku zamontowałem także elementy ułatwiające poszukiwanie w nocy. Zaprogramowana jest komenda „Flash”, czyli „Świeć”. Gdy opiekun wyśle ją poprzez SMS, zegarek podopiecznego zaczyna błyskać intensywnie dzięki zamontowanej diodzie – wyjaśnia wynalazca.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama