Ksiądz fizyk z Cambridge

Wybitny profesor fizyki u szczytu naukowej kariery został księdzem. Ukończył teologię, został anglikańskim duchownym. John Polkinghorne od lat broni tezy, że naukę i religię więcej łączy, niż dzieli. Łączy szukanie prawdy o świecie.

Nasuwa się porównanie z ks. Michałem Hellerem. Obaj są duchownymi i naukowcami. Obaj budują mosty między wiedzą o świecie, której dostarcza współczesna nauka, a wiarą. Tej tematyce poświęcili mnóstwo prac. Za te wysiłki obaj zostali uhonorowani Nagrodą Templetona (Polkinghorne 2002, Heller 2008). Heller najpierw stał się księdzem, teologiem, filozofem, a później zainteresował się naukowym obrazem świata. John Polkinghorne wykonał ruch w stronę przeciwną. Był najpierw profesorem fizyki ze sporymi osiągnięciami, a potem postanowił zostać duchownym i studiować teologię. Jego sylwetka i prace są w Polsce słabo znane.

O wiele więcej osób słyszało zapewne o prof. Richardzie Dawkinsie, zoologu z Oksfordu, który także poświęcił kilka książek religii. Od strony merytorycznej jego prace są pisane na poziomie zbuntowanego nastolatka, mogą więc posłużyć ewentualnie jako przyczynek do studium fanatyzmu i niekompetencji, ale nie wnoszą niczego istotnego do rozmowy o relacji nauka–religia. Antychrześcijańska fobia dominująca w medialnym świecie przyczyniła się do wypromowania tego ignoranta z tytułem profesora na „naukowy” autorytet w dziedzinie krytyki religii.

Wspominam o tym, ponieważ celebrycka sława Dawkinsa w jakimś sensie przesłania osiągnięcia ludzi tej klasy co prof. John Polkinghorne. W angielskojęzycznym środowisku naukowym nie jest on wyjątkiem. Twórczy dialog nauki i religii podejmuje wielu wybitnych uczonych, jak np. Alister Mac Grath (teolog i biofizyk), Arthur Robert Peacocke (teolog i biochemik) czy John D. Barrow – (fizyk, współtwórca tzw. teorii antropicznej). Skądinąd ciekawe jest to, że przekonanie o istnieniu Boga podziela o wiele więcej fizyków niż biologów. Polkinghorne był jednym z założycieli Międzynarodowego Towarzystwa Nauki i Religii (International Society for Science and Religion).

Chrześcijaństwo – centrum mojego życia

lkinghorne tak tłumaczył swoją decyzję: „Zasadniczym powodem podjęcia tego kroku był po prostu fakt, że chrześcijaństwo zawsze było w centrum mojego życia. Zostać szafarzem słowa Bożego i sakramentów było dla mnie zaszczytnym powołaniem, które dało mi możliwość ogromnej satysfakcji”. Jako duchowny pozostał związany głównie z Cambridge. Oprócz pracy duszpasterskiej pisze książki, w których promuje wiarę i naukę otwarte wzajemnie na siebie. Ma w dorobku 5 książek poświęconych fizyce i 26 o relacjach nauki i religii, przetłumaczonych na 18 języków. Kilka z nich także na polski.

Karierę naukową rozpoczął od studiów matematyki na Cambridge, tam też uzyskał doktorat z fizyki w 1955 roku. Dwa lata wykładał w Edynburgu, a od 1958 powrócił do Cambridge, gdzie w 1968 objął katedrę matematyki fizycznej. Zajmował się przede wszystkim teorią cząstek elementarnych, odegrał ważną rolę w odkryciu kwarków i glouonów, uznawanych dziś za najmniejsze „składniki” materii. Wykładał gościnnie w Princeton, Berkeley, Stanford. Pracował także w instytucie badawczym CERN pod Genewą. Otrzymał sporo doktoratów honorowych oraz przeróżnych nagród. Królowa przyznał mu tytuł szlachecki, choć jako duchowny nie posługuje się honorowym „sir”.

Polkinghorne studiował teologię jako fizyk. Jego umysłowość była „sformatowana” przez metodę naukową. Przez takie okulary czytał teologię. Jak sam podkreśla, dało mu to oryginalną „podwójną” perspektywę. Z angielskim humorem dodaje, że bywa podejrzewany o to, że zachowuje się jak „rzeźnik, który stał się wegetarianinem” albo przypomina centaura – pół człowieka, pół konia. Ponoć o wielkim fizyku XIX stulecia Michaelu Faradayu, który był wierzącym chrześcijaninem, mówiono, że gdy wchodził do laboratorium, zapominał o swojej religii, a kiedy z niego wychodził, zapominał o nauce. Polkinghorne polemizuje z tego typu stereotypem. Przekonanie o niepokonalnej rozbieżności pomiędzy nauką a teologią jest konsekwencją Oświecenia. Mit ten do dziś pokutuje w wielu miejscach, także niestety w szkołach, ale współcześni naukowcy już dawno odeszli od pozytywistycznego przekonania, że nauka objaśni kiedyś wszystko i ma monopol na racjonalną wiedzę o świecie. Fizyk Polkinghorne zwraca uwagę, że w samej metodzie naukowej sporą rolę odgrywają elementy subiektywne, np. osobisty osąd naukowca, weryfikacja wspólnoty naukowej, pewna tradycja. Twierdzenie Gödla nakłada ograniczenie nawet na matematykę. Z grubsza mówi ono o tym, że w każdym systemie są pewne twierdzenia, których nie da się udowodnić ani obalić. A więc nawet matematyk musi przyjąć pewne rzeczy na wiarę! Nauka stała się dziś bardziej skromna, nie pretenduje do jedynej „prawdziwej” wiedzy o świecie. Zauważyła i uznała swoje ograniczenia. Ta „skromność” nauki, większy szacunek dla tajemnicy rzeczywistości, otwiera przestrzeń do rozmowy z innymi dziedzinami ludzkiej wiedzy, wnoszącymi do ludzkiego poznania te elementy, które z definicji wymykają się „szkiełku i oku” przyrodnika.

Nauka i teologia – jak dwie siostry

„Gdy przygotowując się do święceń, studiowałem podstawy teologii, spostrzegłem, że najbliżsi sposobowi myślenia fizyków byli ludzie pokroju teologów Nowego Testamentu”, pisze Polkinghorne. Istnieją pewne zaskakujące podobieństwa między teologią a współczesną fizyką. Polkinghorne uważa, że nauki ścisłe i teologię łączy postawa, którą nazywa realizmem krytycznym. Realizm – ponieważ zarówno naukowiec, jak i teolog odkrywają określoną rzeczywistość, a nie zajmują się tworami ludzkiego umysłu. Jest to realizm krytyczny, ponieważ mamy do czynienia ze złożonymi metodami badawczymi, subtelnie łączącymi doświadczenie z interpretacją. Rzecz jasna teologia pod wieloma względami różni się od nauki, na co zwraca uwagę ks. Polkinghorne. Pisze: „Osobowego Boga nie możemy poddać próbie doświadczenia w ten sposób, w jaki nieosobowy świat fizyczny poddajemy badaniom eksperymentalnym. Jednakże naukę i teologię łączy to, że każda z tych dyscyplin może i powinna bronić swojego statusu wiedzy, która bada rzeczywistość i poszukuje coraz to bliższego prawdzie jej zrozumienia”.

„Żyjemy w jednym świecie, a nauka i teologia badają różne jego aspekty” –podkreśla Polkinghorne. I tłumaczy rzecz bardzo obrazowo: „Rzeczywistość stanowi wielopoziomową jedność.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • żalek
    20.09.2014 09:50
    Jaki ksiądz? Co za sensacja?
    Należałoby powiedieć: "ANGLIKAŃSKI DUCHOWNY".
    Tak samo jak KOŚCIÓŁ jest jeden!
    Nie ma żadnych kościołów córek etc.
    Wielebny Jaklewicz, pisz treściwiej
  • logik
    20.09.2014 22:25
    Twierdzenie Gödla jak zazwyczaj niedokładnie podane - nie w każdym systemie formalnym, ale w zawierającym arytmetykę liczb naturalnych, których jest nieskończenie wiele. W przypadku mniejszych systemów, np. klasycznego rachunku zdań, gdzie występują tylko dwie wartości logiczne (prawda i fałsz) każdą prawdę można udowodnić.
  • Traper
    17.10.2014 14:25
    Prof. Polkinghorne wpisuje się pięknie w brytyjską tradycję inteligentnego godzenia zagadnień nauki i wiary, jaką można zauważyć od kontrowersji nad dziełem Darwina. Na Wyspach nigdy nie doszło do takiej eskalacji sporu ewolucjoniści-antyewolucjoniści, jak miało to miejsce (i niekiedy ma nadal) w Europie i USA.
    Natomiast co do Dawkinsa, to fakt, iż jego dywagacje na temat religii wskazują na poziom i emocje "zbuntowanego nastolatka", to należy mu przyznać, że w dziedzinie biologii jest naukowcem wybitnym. Szkoda tylko, że korzystając ze swej naukowej sławy bierze się do tematów, o których ma nikłe pojęcie. O ile walczy z wypaczoną wizją religijności i religii, trudno odmówić mu racji; popełnia zaś błąd, gdy utożsamia każdego religijnego człowieka z religijnym ekstremistą.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja