Wyprodukują dziecko trzech rodziców

Izba Gmin odpowiedziała się we wtorek za wprowadzeniem możliwości stosowania kontrowersyjnych technik sztucznego zapłodnienia przy wykorzystaniu DNA trzech osób - dwóch kobiet i mężczyzny. Wielka Brytania może być pierwszym krajem, który zalegalizuje tę metodę.

Reklama

Za umożliwieniem metody in vitro z wykorzystaniem DNA trzeciej osoby opowiedziało się we wtorkowym głosowaniu 382 parlamentarzystów. Przeciw było 128. Już wcześniej partie zapowiedziały, że głosowanie w tej sprawie będzie zwolnione z dyscypliny partyjnej.

Nowa metoda tzw. wspomaganego rozrodu, która polega na wykorzystaniu niewielkiego fragmentu mitochondrialnego DNA trzeciej osoby, pozwoli na posiadanie zdrowych dzieci osobom z chorobami genetycznymi. Tylko około 0,1 proc. DNA dziecka miałoby pochodzić od dawczyni.

Jeśli za rządowym projektem opowie się także Izba Lordów, czego spodziewają się komentatorzy, to nowe przepisy mogą wejść w życie jeszcze w tym roku. Wielka Brytania stałaby się wówczas pierwszym krajem na świecie dopuszczającym tę nowatorską metodę.

Projekt zakłada, że kobieta, od której pochodzić będzie mitochondrialne DNA, traktowana będzie tak samo, jak obecnie dawcy organów, a więc pozostanie anonimowa dla dziecka.

Celem nowych technik jest zapobieganie przenoszeniu chorób mitochondrialnych podczas wykonywania zabiegów in vitro. U niektórych kobiet mitochondria są wadliwe. Zakodowana jest w nich niewielka liczba 37 genów, które mogą zawierać wady genetyczne przenoszone przez matkę na potomstwo, zlokalizowane w mitochondrialnym DNA (mDNA).

Tego rodzaju mitochondrialne wady genetyczne często związane są z tkankami o wysokim zapotrzebowaniu energetycznym - mięśni szkieletowych lub układu nerwowego. Są to takie schorzenia, jak neuropatia wzrokowa Lebera, neuropatia obwodowa z ataksją i barwnikowym zwyrodnieniem siatkówki oraz padaczka miokloniczna z nieprawidłowymi czerwonymi włóknami mięśniowymi. Statystycznie choruje na nie 1 na 15 000 osób.

Jak wyjaśnia agencja Reutera, mDNA nie ma wpływu, w przeciwieństwie do DNA w jądrze komórkowym, na takie ludzkie cechy jak kolor włosów czy oczu, wygląd czy cechy osobowości. Jednak kontrowersje wywołuje fakt, że zmiana w mDNA byłby trwała i przekazywana z pokolenia na pokolenie.

"To odważna, ale zarazem świadoma i dobrze rozważona decyzja parlamentu" - mówiła podczas debaty wiceminister ds. zdrowia Jane Ellison. Jej zdaniem decyzja ta dla wielu rodzin jest "światełkiem w tunelu".

Nie brakowało jednak przeciwników zalegalizowania kontrowersyjnej metody. "Nie można przewidzieć, jakie konsekwencje będzie miała ta decyzja. Wiadomo tylko tyle, że kiedy procedury, nad którymi debatujemy, zaczną być legalne, nie będzie już drogi powrotu" - mówiła Fiona Bruce, parlamentarzystka Partii Konserwatywnej.

Wcześniej za przyjęciem projektu opowiedział się premier David Cameron. "Uważam, że konieczne są dokładne badania nad tą metodą, ale jako rodzic, który miał niepełnosprawne dziecko, wiem, przez co przechodzą rodzice w takiej sytuacji. Jeśli nauka może pomóc w tej sytuacji, a wszystkie argumenty przemawiają na korzyść, uważam, że powinniśmy dać im możliwość skorzystania z tej metody" - mówił. Poparcie dla rządowego projektu wyrazili m.in. brytyjscy naukowcy nobliści oraz 40 naukowców z 14 innych krajów.

Wśród przeciwników tej metody sztucznego zapłodnienia są przedstawiciele Kościołów anglikańskiego oraz katolickiego, którzy w zeszłym tygodniu zabrali głos w tej sprawie. Według nich metoda ta nie jest ani etyczna, ani bezpieczna, i w dodatku wiąże się z niszczeniem embrionów.

Aktywiści z organizacji Human Genetics Alert przestrzegają, że zalegalizowanie tej metody może stanowić furtkę do modyfikacji genetycznych ludzkich embrionów w przyszłości, nie tylko do celów zdrowotnych. "Jeśli już przekroczy się tę granicę wyznaczaną przez etykę, trudno będzie powstrzymać się przed kolejnymi krokami w kierunku +projektowanych dzieci+" - powiedział BBC David King z Human Genetics Alert.

Oprócz kwestii natury etycznej przeciwko przełomowej metodzie wytaczane są argumenty dotyczące bezpieczeństwa. Część naukowców twierdzi, że sama procedura zapłodnienia z udziałem genów osoby trzeciej nie jest jeszcze dostatecznie zbadana i przetestowana, a tym samym nie powinno się jej reklamować jako w pełni bezpiecznej.

Zdaniem naukowców z Uniwersytetu Newcastle, którzy opracowali tę metodę, będzie ona miała zastosowanie tylko w niewielkiej liczbie przypadków, gdy wady DNA mogą powodować poważne konsekwencje dla dziecka. Ich zdaniem mowa tu o około 10 przypadkach rocznie w całej Wielkiej Brytanii.

Od redakcji Wiara.pl

Okazuje się, że rację mieli ci, którzy ostrzegali, iż dopuszczenie procedury in vitro będzie z czasem generowało coraz bardziej makabryczne sytuacje. Dziecko trójki rodziców, nawet jeśli chodzi o drobny ułamek całej puli genów, to przecież dopiero początek. Bo naukowcy zawsze, ilekroć będzie to technicznie możliwe, będą mieli tendencję to przełamywania kolejnych barier moralnych.

Zapewne także nie do uniknięcia są sytuacje takie, jak ostatnio w Szczecinie, gdzie okazało się, że kobieta urodziła nie swoje dziecko. Iv vitro rodzi, a będzie rodziło coraz więcej moralnych koszmarów. 

Warto w tym miejscu przypomnieć mocno swojego czasu krytykowany dokument Kongregacji Nauki Wiary, Instrukcję "Dignitas personae",  dotyczącą niektórych problemów bioetycznych. Na jej podstawie łatwo przewidzieć, co w kwestii in vitro jeszcze zdarzy się w przyszłości.

Andrzej Macura

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama