Niebezpieczny oberek

Czy taniec jest szkodliwy? – Tak – odpowiada zdecydowanie Marcin Kędziora, od tego roku emerytowany tancerz Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk”. Przetańczył zawodowo 20 lat i 10 lat w szkole baletowej.

Trudno w to uwierzyć, widząc na scenie fruwajace jak na skrzydłach tancerki i unoszących je w górę, bez cienia zmęczenia na twarzach, tancerzy. Kiedy widzowie siedzący w pierwszych rzędach widzą pot cieknący spod nałożonych na czoła artystek kwiecistych wianków, myślą, że to tylko oznaka zwykłego zmęczenia wysiłkiem. – Taniec działa destrukcyjnie na mięśnie, stawy, kościec tancerza zawodowego – wylicza Marcin Kędziora, dziś specjalista bhp w zespole „Śląsk” i od roku członek zarządu Sekcji Tańca i Baletu Związku Artystów Scen Polskich. – W jednej sekwencji oberka musimy wykonać 12 przeskoków przez ciupagę.

Okazuje się, że wtedy podłoże, po którym skaczemy, z ogromną niszczącą siłą oddziałuje na nasze ciało. – Jednorazowe obciążenia uderzeniowe, które mają miejsce po lądowaniu po skoku baletowym, dochodzą do 10-krotnej wartości ciężaru ciała tancerza wykonującego ten element techniczny – mówi dr Joanna Gorwa z Katedry Biomechaniki Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu, fizyk medyczny, instruktorka tańca sportowego oraz specjalistka bhp. – Można sobie wyobrazić, co się wtedy dzieje z naszymi stawami skokowymi, kolanowymi i biodrami – dodaje Marcin Kędziora. Doktor Joanna Gorwa od ponad 12 lat zajmuje się badaniem przeciążeń układu ruchu tancerzy zawodowych w Polsce, dążąc do tego, żeby tańczyli bezpieczniej. Od początku tego roku kierowała badaniami, określającymi obciążenia uderzeniowe, jakim są poddawani podczas wykonywania swojej pracy. W Instytucie Biomechaniki i Biomechatroniki Politechniki Śląskiej w Zabrzu, pod nadzorem dr. Roberta Michnika, wzięło w nich udział sześciu tancerzy z Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk”.

Z czujnikiem i w kombinezonie

– W czasie doświadczeń, jakim byliśmy poddawani, okazało się, że oberek, taniec chustkowy, tańce góralskie są poważnym zagrożeniem dla zdrowia tancerzy – mówi Marcin Kędziora. Szkodliwe są też partie solowe z baletu „Carmen” czy „Jeziora łabędziego”. Wszystko zależy od częstotliwości i intensywności tańczenia, dlatego dotyczy tancerzy zawodowych. Tancerze w trakcie doświadczenia przeprowadzanego w Zabrzu przypominali trochę kosmonautów. Byli ubrani w specjalne kombinezony wyposażone w czujniki inercyjne, rozmieszczone na poszczególnych częściach ciała. Poruszali się między innymi na wbudowanej w podłogę platformie dynamometrycznej. Badania potwierdziły, że codzienny ruch tańczących zawodowo bardzo mocno obciąża ich układy kostny, mięśniowy i stawowy. – Tancerz, zanim opanuje prawidłowe wykonanie techniczne jakiegoś elementu, musi go powtórzyć co najmniej 200 razy – wyjaśnia dr Gorwa. – To wpływa na powstawanie kontuzji zmęczeniowych albo po prostu powoduje tzw. zmęczenie materiału, co w rezultacie może doprowadzić do złamania kości, zerwania mięśni lub ścięgien. Wszystkie te uszkodzenia powstają w wyniku powtarzanych przez wiele lat układów ruchowych i powtarzalnych impulsów uderzeniowych.

Dobrze, że boli

Marcin Kędziora wspomina wyczerpującą, trwającą półtora miesiąca, trasę Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk” w 2005 roku. – W sumie to było 50 koncertów, które odbywały się codziennie. Minimum kilkanaście razy w jednym tańcu trzeba było przeskoczyć przez ciupagę, wielokrotnie podnosić w górę partnerkę. Jeśli takie ruchy powtarza się przez 25 lat kariery, organizm nie wytrzymuje i wszystko coraz bardziej boli. Mówimy: „jak boli, to dobrze” – zdradza tajniki życia tancerza M. Kędziora. – Zaciskamy zęby, uśmiechamy się, wychodząc na scenę, i tańczymy dalej. Tancerze zatrudnieni na etatach w teatrach i zespołach przychodzą do pracy rano na ćwiczenia i rozgrzewkę i z przerwą na obiad trenują aż do wieczornego spektaklu.

Ich życie zawodowe trwa zwykle od wtorku do niedzieli z przerwą jedynie w poniedziałek. – Widzowie na koncercie oglądają efekt finalny naszej codziennej, morderczej pracy – podkreśla pan Marcin. – Tancerze są fenomenalnym „materiałem badawczym” z wielu względów: mają nieprzeciętną kondycję, są specyficznie ukształtowani anatomicznie przez trening, który w świecie tańca zawodowego zaczyna się już od około 10. roku życia, dysponują wyjątkowymi zakresami ruchów w stawach – opowiada dr Gorwa. – To wszystko zawdzięczają ciężkiej pracy i wyrzeczeniom. Ich praca to przede wszystkim godziny treningów, podczas których w bardzo specyficzny sposób obciążany jest ich aparat ruchu.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • evita
    26.05.2015 10:30
    Staż taneczny pana Marcina Kędziory jest imponujący.Walczy jak pisze od 10 lat o uznanie tego zawodu i skrócenie wieku emerytalnego dla tancerzy. Zdrowie tancerza zależy w dużym stopniu od choreografa czy instruktora, bo to jego polecenia prawidłowego wykonania figury czy ewolucji tanecznej decydują o póżniejszych skutkach na zdrowiu .Dlatego też to instruktorzy, choreografowie powinni być szkoleni pod względem bezpieczeństwa wykonywania zawodu tancerza.W artykule zwrócono uwagę, na wzajemne zaufanie partnera i partnerki na przykładzie podnoszenia ( podrzutu) czasami przeniesienia ponad głową i "lądowania".Sekundy zawachania partnera ( bez tego "postawienia na ziemię" mogą być dla partnerki fatalne, kończące się urazem kolana, biodra, śródstopia - operacją i końcem kariery . Choreografami powinni być ZAWODOWI TANCERZE po zakończeniu kariery tanecznej ! Przypadkowi , którzy " coś tam liznęli" w tańcu, mogą tylko robić krzywdę podopiecznym, a takich JEST WIELU. "Papierek" instruktora łatwo zdobyć po jakimś tam Kursie. Markować na scenie można, lecz jest to oszustwo. Kto kocha to co robi, nie będzie markował, tylko dawał wszystko z siebie i to jest KOSZT póżniejszych schorzeń i często kalectwa ( nie wspomnę już o wszechobecnych haluksach i deformacjach stóp u tancerzy baletu klasycznego.Przerwy w tańcu np. na urodzenie dziecka, są też grożne dla tancerek.Słynna Tancerka okresu miedzywojennego p. Ziuta Buczyńska , mawiała tak :- " kilka lat przerwy to dla Tancerza " śmierć zawodowa". Sama również zrezygnowała z kariery po urodzeniu upragnionego syna, kilkakrotnie doznała poronień, gdyż wysiłek sceniczny nie pozwalał na donoszenie nawet wczesnej ciąży. A więc czy rezygnacja z macierzyństwa nie jest " ofiarą" za uprawianie tego TRUDNEGO ZAWODU ?
  • evita
    26.05.2015 14:54
    Tyle spraw ciśnie się żeby je opisać, lecz w krótkim komentarzu nie jest to możliwe.Uważam , że wielką szkodę dzieciom i młodzieży robią " niedouczeni instruktorzy różnych formacji tanecznych. Coś tam liznęli z tańca i uczą dzieci nie zwracając zupełnie uwagi na zagrożenia jakie wynikają z nieprawidłowego przygotowania sylwetki lub wykonywania figury tanecznej.Kiedy dziecko raz nabierze złych nawyków, to trudno potem je " ponaprawiać".Rozchwiane piruety,nie wykończone i nie wytrzymanie frazy, koszmarne szpagaty, udawanie baletnic bez podstaw klasyki, to wszystko razi na scenie.I nie można tego kwitować, że dziecku się wybacza, no ale w grupie formacji wszystko ujdzie.Powstało setki Klubów tanecznych w Polsce,dzieci i młodzież garną się , bo socjotechnika działa. Każda mama dumna,że pociecha jest "tancerką" a dziecko zazdrości koleżance i też chce tańczyć.Przyjmuje się w każdym wieku,a liczy się tak naprawdę KASA, gdyż wszystkie zajęcia są płatne. Poza tym machina taneczna w Polsce tak się rozrosła, że organizuje różnego rodzaju Mistrzostwa : Polski, Europy ,Świata itp. w różnych formacjach i stylach. Wymagane są zrzeszenia w Federacjach Tańca i przynależność do IDO.Osobiście buntuję się przeciw takim formom "kombinatów" tanecznych. Zawsze znajdą się jednak zwolennicy i obrońcy takiego sposobu propagowania tańca, gdyż uważają( może słusznie),że jest to sport potrzebny młodym ludziom. Uważam jednak że owszem ,lecz pod warunkiem, że będą zajmować się kształtowaniem sylwetki, nauką wykonywania trudnych technicznie elementów tanecznych PROFESJONALIŚCI, znający anatomię i zagrożenia jakie mogą płynąć z nieprawidłowego nauczania. Przywołam jeszcze raz na koniec doskonałego pedagoga i choreografa panią śp. Ziutę Buczyńską, która dzięki swojej wytrwałości i pracy osiągnęła tytuł 6-tej Tancerki Świata i zdobyła I-miejsce na Międzynarodowym Konkursie Tańca w Wiedniu w 1934 roku. Tego Sukcesu do dnia dzisiejszego NIE powtórzył NIKT z polskich Tancerzy. Realia tamtych czasów były inne, lecz praca nad własnym ciałem taka sama.Po zakończeniu swojej Kariery scenicznej ( której rozkwit przerwała wojna), przekazywała skrupulatnie wychowankom swoje umiejętności, zwracając szczególną uwagę na perfekcjonizm ruchu ciała i zagrożenia płynące z uprawiania tego wspaniałego Zawodu.Jej mottem życiowym było :- " Ja żyję tylko w tańcu i tylko tańczę w życiu "
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja