Historia bomby

Chyba żadna broń nie budziła tak powszechnego i globalnego strachu jak broń jądrowa. Właśnie mija 70 lat od zrzucenia bomby atomowej na Hiroszimę.

Reklama

Obiektywnie patrząc na trzy rodzaje niekonwencjonalnej broni, czyli na broń jądrową, chemiczną i biologiczną, strach przed atomem może wydawać się irracjonalny. Śmiercionośne bakterie czy gazy bojowe w przypadku zmasowanego ataku wroga poczyniłyby dużo większe szkody niż bomba atomowa. To prawda, że nigdy nie przeprowadzono ataku chemicznego czy biologicznego na duże, gęsto zaludnione miasto, tymczasem bomby atomowe spadły i zabijały. Ale z drugiej strony te dwa ataki wcale nie były najkrwawsze w historii. W Hiroszimie zginęło około 70 tys. osób, a w Nagasaki około 50 tys., tymczasem w Tokio, w czasie nalotów dywanowych, zginęło 120 tys. ludzi. Więcej cywilów niż w Nagasaki i Hiroszimie zginęło w czasie nalotów na Drezno. Tam, gdzie obecne są tak silne emocje, fakty schodzą jednak na drugi plan.

Niemcy mogli być pierwsi

Trudno powiedzieć, kiedy dokładnie wszystko się zaczęło. Program jądrowy USA przez długi czas był eksperymentem naukowym. Nie można byłoby go jednak przeprowadzić bez prac nowozelandzkiego fizyka Ernesta Rutherforda, który na przełomie XIX i XX w. badał promieniotwórczość i strukturę atomu. W 1938 r. jako pierwsi jądro atomowe rozszczepili niemieccy naukowcy Otto Hahn i Fritz Strassmann. Nie ma żadnych wątpliwości, że ci dwaj uczeni, gdy policzyli bilans energetyczny, od razu zrozumieli militarny potencjał swoich badań. To Niemcy, jeszcze przed II wojną światową, mieli w ręku patent na broń o niesłychanej energii. Tyle tylko, że z tego patentu nie skorzystali. Co prawda badania nad rozszczepieniem trwały, ale wybuch wojny oraz w późniejszej fazie naloty i działania aliantów powodowały, że badania nie posuwały się szybko do przodu. Trudno jest kreślić alternatywne wersje historii, ale patrząc na daty, to III Rzesza miała największe szanse na budowę arsenału jądrowego. Całe szczęście, że do zakończenia wojny nie stworzyła go. Co ciekawe, drugim mocarstwem, które mogło mieć bombę, był Związek Radziecki. Już w 1940 r. w jednym z instytutów naukowych w Charkowie powstała pierwsza koncepcja budowy nowego rodzaju broni opartej na zjawisku rozszczepienia jądrowego. Wniosek patentowy został jednak odrzucony.

W USA prace nad bombą ruszyły dopiero po 1943 r., gdy powstał ośrodek naukowo-wojskowy w Los Alamos. Tylko kilka miesięcy wcześniej w Chicago uruchomiono pierwszy w USA reaktor atomowy. Do Los Alamos ściągnęli najwybitniejsi uczeni z wielu krajów świata, także pochodzenia żydowskiego z ogarniętych wojną Niemiec. Zresztą ta międzynarodowa obsada zasadniczo ułatwiła pracę radzieckim szpiegom. Skala programu Manhattan była ogromna. W sumie pracowało w nim około 130 tys. osób. Żaden program naukowy, technologiczny czy militarny w historii nie miał tak licznej obsady.

Japonia na kolanach

Infiltracja programu Manhattan przez radzieckie służby specjalne była tak duża, że Stalin w zasadzie na bieżąco miał pełną informację o postępach prac. Już na początku lutego 1943 roku powołał zespół, który mając dostęp do amerykańskich dokumentów i radzieckich uczonych, miał skonstruować radziecką bombę atomową. Tym zespołem kierował prof. Igor Kurczatow. W tym czasie Niemcy uruchomili program mający na celu stworzenie rakiety albo samolotu zdolnego unieść ważącą wiele ton bombę. Swojej jeszcze nie mieli, ale prace nad jej konstrukcją posuwały się do przodu. Za stworzenie odpowiedniego środka transportu, zdolnego do przeniesienia bomby, odpowiedzialny był Wernher von Braun, konstruktor niemieckich rakiet, a po II wojnie światowej... ulubieniec Amerykanów. Dzięki jego wiedzy Amerykanie stworzyli program rakietowy i dolecieli na Księżyc. Z czystym sumieniem można go nazwać jednym z ojców założycieli NASA. A wracając do bomby. W 1944 r. żadne z trzech państw (Niemcy, Rosja, USA) nie miało jeszcze bomby, tylko USA posiadały samolot zdolny do jej przenoszenia. W Niemczech nad modyfikacją rakiety pracował Wernher von Braun, w Rosji zadanie skopiowania amerykańskiego bombowca strategicznego B-29 otrzymał inżynier lotniczy Andriej Tupolew. Bombowiec Tu-4 powstał w połowie 1947 r., ale wtedy świat był już zupełnie inny. II wojna światowa zakończyła się, glob podzielił się z grubsza na dwa wrogie obozy, a Amerykanie od dwóch lat mieli bombę.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama