Trzy pokolenia ofiar agent orange

Chemikalia, którymi Amerykanie opryskiwali wietnamską dżunglę w czasie zakończonej 40 lat temu wojny, w tym osławiony agent orange, wciąż trują ludzi - twierdzą działacze zaangażowani w pomoc ofiarom.

Reklama

USA utrzymują, że nie ma naukowych dowodów na związki tych substancji z chorobami Wietnamczyków.

W latach 1962-1971 w ramach operacji Ranch Hand amerykańskie wojsko zrzuciło na wietnamskie lasy i pola uprawne 72 mln litrów herbicydów, by pozbawić komunistycznych partyzantów Wietkongu schronienia i żywności. Najszerzej stosowana była mieszanka nazywana agent orange (czynnik pomarańczowy) od koloru oznaczeń na beczkach, w których ją przechowywano. Była ona skażona dioksyną TCDD - substancją określaną jako jedna z najpotężniejszych trucizn znanych nauce.

TCDD powoduje raka i szereg innych chorób oraz wady wrodzone u potomstwa. Odkłada się w tłuszczu zwierząt i wędruje w górę łańcucha pokarmowego. Okres połowicznego zaniku dioksyny w ciele człowieka wynosi ok. 10-15 lat, natomiast w wodach gruntowych wydłuża się nawet do ponad 100 lat.

Herbicydami opryskano prawie jedną czwartą Wietnamu Południowego, obszar, na którym znajdowały się 3 tys. wsi i mieszkało 4,5 mln osób. Władze Wietnamu szacują, że od tamtego czasu w wyniku działania dioksyny zmarło 400 tys. ludzi, a pół miliona dzieci urodziło się z wadami. Według szacunków Wietnamskiego Stowarzyszenia Ofiar Agent Orange (VAVA) w kraju żyje obecnie ok. 3 mln osób z dolegliwościami wywołanymi przez tę substancję.

"Najstraszniejsze jest to, że trucizna wpływa na geny. Powoduje deformacje u dzieci i wnuków osób, które miały z nią bezpośrednią styczność. Obecnie mamy w Wietnamie trzy pokolenia ofiar agent orange" - mówi wicedyrektor VAVA w Danangu Phan Thanh Tien, pokazując dziesiątki zdjęć upośledzonych i zdeformowanych dzieci, podopiecznych organizacji.

Wystawieni na działanie tych substancji amerykańscy weterani otrzymują od rządu renty, jeśli cierpią na jedną z "domniemanych chorób" z listy publikowanej przez władze USA. Są na niej m.in. białaczka, rak prostaty, cukrzyca typu 2 i choroba Parkinsona.

VAVA pomaga wietnamskim ofiarom z pieniędzy zebranych od międzynarodowych darczyńców. Część funduszy pochodzi od USA, które jednak nigdy nie mówią wprost o ofiarach agent orange, lecz o pomocy "niepełnosprawnym Wietnamczykom niezależnie od przyczyny" - zaznacza Phan.

W Danangu, trzecim co do wielkości mieście Wietnamu, znajdowało się w czasie wojny amerykańskie lotnisko, na którym składowano herbicydy. Duże ilości tych substancji wyciekły tam do ziemi, wód gruntowych i trzech pobliskich jezior. Dlatego lotnisko w Danangu uznawane jest za jeden z punktów najbardziej skażonych dioksyną.

W 2012 roku, ponad 40 lat od zakończenia oprysków, rząd USA przeznaczył 43 mln dolarów na czteroletni projekt odkażania terenu bazy w Danangu. "Sprzątamy ten bałagan" - ogłosił ówczesny amerykański ambasador w Hanoi David B. Shear podczas inauguracji programu i nazwał go "kamieniem milowym w stosunkach dwustronnych". Według obserwatorów poprawa relacji z Wietnamem jest elementem strategii "zwrotu ku Azji" prezydenta Baracka Obamy, mającej na celu izolację Chin.

Tymczasem według wielu Wietnamczyków działanie to jest niewystarczające i zdecydowanie spóźnione. "To duży krok, ale w oczach tych, którzy ucierpieli, to nie wystarczy" - ocenił cytowany przez "New York Timesa" były ambasador Wietnamu przy ONZ Ngo Quang Xuan. Jak wynika z niezależnych badań, baza w Danangu to tylko jedno z miejsc w Wietnamie, gdzie dioksyną skażone są wciąż gleby, wody gruntowe, zwierzęta hodowlane i ryby, a w efekcie również ludzie.

"Na wsiach, które były opryskiwane, ludzie wciąż uprawiają warzywa i hodują zwierzęta" - mówi Phan z VAVA Danang, dodając, że "rząd Wietnamu też robi w tej sprawie za mało".

W 1984 roku amerykańscy weterani wojny w Wietnamie pozwali do sądu kilkadziesiąt firm chemicznych zaangażowanych w produkcję agent orange, w tym korporacje Monsanto i Dow Chemical. Do procesu nie doszło, gdyż prawnicy obu stron zawarli ugodę opiewającą na 180 mln dolarów, które firmy chemiczne wspólnie wypłaciły chorującym weteranom i krewnym zmarłych.

Od 2004 roku pozwy przeciwko tym firmom składali również Wietnamczycy, ale amerykańskie sądy konsekwentnie je odrzucały. Według Phana uznanie przez Stany Zjednoczone roszczeń Wietnamczyków oznaczałoby przyznanie się do używania w czasie wojny broni chemicznej oraz do popełnienia zbrodni wojennych, a na to rząd Stanów Zjednoczonych nigdy się nie zgodzi, gdyż "chce, aby wszyscy uważali je za najlepszy kraj na świecie".

Choć zdaniem wielu ekspertów użycie toksycznych substancji podczas wojny w Indochinach gwałciło prawo międzynarodowe i stanowiło zbrodnię przeciwko ludzkości, nikt nie został za to pociągnięty do odpowiedzialności.

Wojna, znana w Wietnamie jako wojna amerykańska, trwała od 1955 do 1975 roku i kosztowała życie 3 mln osób. Amerykanie wycofali swoje wojska w 1973 roku, a dwa lata później Sajgon, stolica Wietnamu Południowego, padł pod natarciem wojsk Północy.

Z Danangu Andrzej Borowiak

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama