Burza w sercu

Uczucie miłości trudno poddać naukowemu opisowi. Można jednak całkiem dokładnie zanalizować moment zakochania się w kimś.

Reklama

Połowa lutego to czas, w którym o miłości mówi się szczególnie często. Oczywiście za sprawą dnia św. Walentego, czyli popularnych walentynek. Rzadko wspomina się przy okazji, że św. Walenty jest także patronem chorych psychicznie, a szkoda. Z naukowego punktu widzenia to, co dzieje się w chwili zakochania, ma bowiem wiele wspólnego z szaleństwem. U osób zakochanych obserwuje się mocne ukrwienie tej części mózgu, która jest odpowiedzialna za zachowania obsesyjne.

Kurierzy w mózgu

To nie tak, że o zakochaniu wiemy wszystko, to nie tak, że to, co dzieje się w sercu, mózgu czy brzuchu zakochanego, potrafimy wyrazić równaniami fizycznymi czy reakcjami biochemicznymi. Sporo jest w tym wszystkim tajemnicy. Dlaczego zakochujemy się w tej, a nie w innej osobie? Dlaczego czasami zauroczenie zamienia się w trwające dziesiątki lat głębokie i szczere uczucie, a czasami mija jak śnieg wiosną? Tego nie wiemy. Pozostaje operowanie danymi statystycznymi, uśrednieniami i szacunkami. Z biochemicznego punktu widzenia za stan zakochania, który czasami porównuje się do stanu odurzenia jakimiś środkami, odpowiedzialne są przynajmniej trzy neurotransmitery (neuroprzekaźniki). To związki chemiczne, których cząsteczki działają trochę jak kurierzy w firmie, czyli przenoszą informacje z miejsca na miejsce. I tak jak w dużym wieżowcu kurierzy kursują pomiędzy biurkami, pokojami, korytarzami, piętrami czy nawet budynkami, tak w mózgu cząsteczki neuroprzekaźników mają znacznie krótszą drogę do pokonania. Ich linia startowa to dendryt, a meta to akson. Dendryty i aksony to „wypustki” komórek nerwowych. Impulsy elektryczne są przenoszone po zewnętrznej powierzchni komórki nerwowej, ale to neurotransmitery przenoszą informacje pomiędzy sąsiadującymi komórkami. W praktyce impuls elektryczny (sygnał fizyczny) na zakończeniu każdej wypustki jest „tłumaczony” na sygnał chemiczny, przenoszony przez neurotransmitery do kolejnej wypustki. Tam z powrotem chemia „zamienia się” w fizykę i w kolejnej komórce impuls elektryczny wędruje dalej. Neurotransmiterów jest bardzo dużo, ale w procesie zakochania uaktywniają się głównie trzy: dopamina, serotonina i oksytocyna. Ta pierwsza pobudza te same części mózgu, które są stymulowane przez niektóre narkotyki. Powoduje, że świat wydaje się bezproblemowy i piękny. Dopamina zmusza do aktywności, do działania. Dlatego zakochany nie jest w stanie usiedzieć na miejscu.

Potrzebuje głosu, obrazu, zapachu osoby, w której się zakochał. Ten bodziec uwalnia w mózgu nową porcję dopaminy. To dlatego zakochani zerkają na siebie ukradkiem. Podczas gdy dopamina nas pobudza, drugi neuroprzekaźnik, serotonina, nas uspokaja. W końcu jest też oksytocyna. Ona pomaga nam nawiązywać relacje z drugą osobą. Bez niej… zapominamy języka w gębie, co i tak zdarza się dość często w przypadku zakochanych. Oksytocyna pomaga nawiązywać relacje nie tylko pomiędzy zakochanymi. Jest uwalniana u matki chociażby podczas ssania piersi przez jej dziecko. Oksytocyna czyni nas bardziej uległymi, bardziej skorymi do współpracy i współodczuwania oraz ufnymi. Ale także bardziej szczodrymi (prezenty!) i zazdrosnymi.

Wieczna tajemnica?

Trzy wspomniane wyżej neuroprzekaźniki powodują, że świat wydaje się różowy, bezproblemowy, a osoba, w którą jesteśmy zapatrzeni, wydaje się nie mieć wad. Tym bardziej, że przytłumiona jest ta racjonalna część mózgu. Oczywiście nie u wszystkich działa to w ten sam sposób. Generalnie jednak to mężczyźni szybciej się zakochują i szybciej odkochują. Kobiety są bardziej zrównoważone w tym względzie. Z czego to wynika? Teorii jest kilka, ale jedna z nich (tzw. teoria inwestycji rodzicielskiej) mówi, że skoro panie ponoszą większy biologiczny ciężar wydania na świat potomstwa, to zostały one obdarzone cechami, które proces zakochania się jakoś racjonalizują. To tak, jak gdyby mieć w mózgu dodatkowe hamulce. Na koniec jeszcze garść wyników badań statystycznych. Nie jest prawdą, że w miłości przeciwieństwa się przyciągają. Prawdą za to jest, że mężczyźni znacznie większą wagę przywiązują do wyglądu kobiety niż kobiety do wyglądu mężczyzny. Z jednym wyjątkiem, zarówno płeć piękna, jak i brzydka uznają za bardziej atrakcyjne osoby z dużymi oczami. Może dlatego panie optycznie powiększają sobie oczy makijażem? A może osoby zakochane wydają się atrakcyjniejsze, bo w okresie zauroczenia mają rozszerzone źrenice? Zakochanie to biochemia, genetyka i cała masa czynników, które moglibyśmy nazwać „naukowymi”. Zakochanie w mózgu bada się najbardziej zaawansowanymi technikami, jakie zna medycyna. Dzięki rezonansowi magnetycznemu jesteśmy w stanie odróżnić zakochanie od pożądania. To kwestia dokładnej obserwacji tzw. pola brzusznego nakrywki, które wchodzi w skład tzw. układu nagrody. Rumieniące się policzki (uczucie gorąca włącza system chłodzenia), pocące się dłonie, drżący głos… ale to wciąż za mało, by zrozumieć to, co dzieje się w głowie zakochanego. Czy kiedykolwiek zrozumiemy? Mam nadzieję, że nie. Mam nadzieję, że miłość i zakochanie pozostaną przynajmniej trochę tajemnicze.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Maluczki
    14.02.2016 13:48
    Miłość, to nie jest sprawa fizyki, tylko ducha, a ducha zbadać nie można, bo duch jest poza światem materialnym.
    Każdy katolik powinien wiedzieć wszystko o miłości, bo przecież miłość, to cecha główna chrześcijaństwa.
    Kto nie ma miłości w sobie, jest "cymbałem brzmiącym", a nie chrześcijaninem.
    Są dwa rodzaje miłości:
    1. Ta ogólna, która jest aktem woli, aktem wyboru bycia dobrym, czyli sprawiedliwym i miłosiernym i realizowania tego.
    2. Miłość oblubieńcza/małżeńska, która jest darem Boga dla ludzi, którzy realizują wolę bycia dobrym.
    Ta miłość jest emanacją Miłości Stwórczej Boga i objawia się bardzo silną i nierozerwalną więzią duchową dwojga osób nią złączonych.
    Tu na tym świecie szczęśliwymi mogą być jedynie osoby złączone tą miłością. Ta miłość jest czysta, czyli pierwsza i jedyna.
    To, co w tym czasie dzieje się w ciele, jest następstwem tego co dzieje się w duchu i nie ma żadnego znaczenia w kwestii poznania miłości.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama