Co tam się dzieje?

Ponad 45 lat temu astronauci znajdujący się na orbicie Księżyca usłyszeli dziwne dźwięki. Amerykańska Agencja Kosmiczna przez wiele lat tej informacji nie komentowała. Do dzisiaj nie ma pewności, co to było.

Reklama

W wielu książkach i filmach fantastycznych pojawia się motyw zwidów czy omamów, które przytrafiają się ludziom znajdującym się w tajemniczych miejscach. A to wydaje im się, że w ciemnym lesie słychać jakieś głosy, a to z kolei bohater innej opowieści przysięga, że widział dziwne postaci we wnętrzu kopalni. Piloci samolotów osiągających wysokie pułapy od czasu do czasu meldowali, że zdarza im się widzieć jakieś błyski, a nurkowie, szczególnie ci, którzy znajdują się głęboko pod wodą, relacjonują, że ogarniają ich bliżej niesprecyzowane lęki.
 

Błysk w oku

Trudno powiedzieć, jak duża część tych opowieści to wynik halucynacji, zmęczenia czy stresu. Wiadomo jednak, że przynajmniej niektóre „wizje” da się wytłumaczyć. Tak jest np. z błyskami, o których mówili kosmonauci znajdujący się na orbicie ziemskiej. Nie były one wynikiem odbicia światła np. od powierzchni statku kosmicznego czy jakiegokolwiek innego urządzenia znajdującego się w kosmosie. Ludzie widzieli je po zamknięciu oczu. Przez jakiś czas zastanawiano się, czy człowiek w przestrzeni kosmicznej rzeczywiście coś widzi, czy tylko mu się tak wydaje. Okazuje się, że naprawdę widzi.

O tym fenomenie wiadomo było w zasadzie od pierwszych lotów człowieka w kosmos. Dopiero po latach znaleziono przyczynę. Jest nią tzw. promieniowanie Czerenkowa. Powstaje ono, gdy jakaś cząstka przemieszcza się szybciej niż prędkość światła. Światło (i każda inna fala elektromagnetyczna) w próżni porusza się z kosmiczną prędkością 300 000 km na sekundę. Ale jest to prędkość światła w próżni. W ośrodku – nieważne, czy jest nim powietrze, woda czy np. szkło – światło porusza się znacznie wolniej. Ta zwolniona prędkość światła może zostać przekroczona np. przez szybko poruszającą się cząstkę promieniowania kosmicznego. To, co nie może zostać przekroczone, to prędkość światła w próżni.

Gdy cząstka porusza się, np. płynie szybciej, niż porusza się w niej światło, jest źródłem błękitnego promieniowania (nazwanego od odkrywcy promieniowaniem Czerenkowa). Ludzie przebywający na orbicie narażeni są na wyższe promieniowanie. Od czasu do czasu zdarza się, że cząstka takiego promieniowania przeleci przez wypełnioną płynem gałkę oczną. Wtedy powstaje błysk promieniowania. Gdy oko jest otwarte, ten błysk „zlewa” się ze światłem, które do oka trafia, i człowiek nie jest w stanie go zarejestrować. Ale gdy kosmonauta przebywa w ciemności albo ma zamknięte oczy, nawet subtelny błysk jest rejestrowany.

Na Ziemi taka sytuacja zdarza się niezmiernie rzadko. Tak szybko poruszające się cząstki promieniowania kosmicznego nie dochodzą bezpośrednio do powierzchni planety. Zatrzymuje je ziemska atmosfera. Co innego jednak w kosmosie – tam atmosfery nie ma. I dlatego właśnie ludzie w kosmosie, nawet gdy mają zamknięte oczy, od czasu do czasu widzą niewielkie błyski światła.
 

Muzyka z kosmosu

Tajemnicę błysków w oku udało się dość szybko rozwiązać. Drugą tajemnicę badacze próbują wyjaśnić od ponad 45 lat. W 1969 roku uczestniczący w misji Apollo 10 astronauci usłyszeli dziwne dźwięki. Pochodziły one z przestrzeni kosmicznej. Usłyszeli je wszyscy w tym samym momencie. Od razu więc można odrzucić hipotezę halucynacji jednego z członków załogi. To, że dźwięki w uszach pojawiły się wtedy, gdy statek był po zakrytej przed nami stronie Księżyca, powodowało, że cała sytuacja była jeszcze bardziej tajemnicza. Na wszelki wypadek nagrania nie komentowano. Sprawa wyszła tera, bo Amerykanie upublicznili stare nagrania w Internecie.

Załoga Apollo 10 (ta misja była próbą generalną przed lądowaniem człowieka na Srebrnym Globie) słyszała dźwięki określane jako gwizdy czy świsty. Co więcej, słyszała je przez całą godzinę. Co to mogło być? Do dzisiaj nie ma co do tego pewności. Być może teraz, gdy nagrania zostały upublicznione, więcej osób będzie próbowało rozwiązać zagadkę kosmicznej muzyki – jak niewytłumaczalne odgłosy określali astronauci.

Zjawisko jest rzeczywiście tajemnicze, bo przecież w przestrzeni kosmicznej panuje próżnia, a to oznacza, że fale dźwiękowe nie mogą być w niej przenoszone. Nawet największy huk nie zostanie tam usłyszany. A skoro tak, to jak dźwięki zostały wyprodukowane, jak się przenosiły i jak trafiły do uszu astronautów? Wcześniej rejestrowano kosmiczne dźwięki, ale były to fale elektromagnetyczne (te mogą przenosić się w próżni), które następnie „przerobiono” na dźwięki. Ucho czy mózg człowieka nie potrafi jednak dokonać takiej zamiany.

– Było wiele takich przypadków, kiedy ludzie w przestrzeni kosmicznej widzieli lub słyszeli rzeczy, które trudno jest rozpoznać – powiedział Al Worden, astronauta Apollo 15. – Mam bardzo otwarty umysł na to, co mogło się wydarzyć. I właśnie przez to, że te wrażenia są trudne do zidentyfikowania, wierzę, że w kosmosie jest wiele rzeczy, których jeszcze nie rozumiemy – dodał.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Adam
    31.03.2016 19:55
    Cytat z artykułu - "Powstaje ono, gdy jakaś cząstka przemieszcza się szybciej niż prędkość światła."
    Zawsze myślałem, że prędkość światła jest prędkością graniczną (nieprzekraczalną)
  • bzik
    01.04.2016 10:54
    Gwoli wyjaśnienia: w wodzie cząstka światła porusza się wolniej niż opisywana cząstka.
  • czytelnik_wierny
    01.04.2016 11:50
    Panie Doktorze!

    Doprawdy trudno pojąć jak może Pan tak bałamucić swych czytelników: „Gdy cząstka porusza się, np. płynie szybciej, niż porusza się w niej światło, jest źródłem błękitnego promieniowania (nazwanego od odkrywcy promieniowaniem Czerenkowa).” Przecież każdy katolik wie, że aby wytworzyć promieniowanie Czerenkowa, światło nie porusza się w cząstce, lecz w jakimś ośrodku, i to z prędkością fazową mniejszą od prędkości cząstki. Cząstkami wysyłającymi promieniowanie Czerenkowa bywają m.in. leptony pozbawione wewnętrznej struktury (wierzą w to nawet niektórzy ateiści), więc jak ma się „poruszać w nich światło”?

    O ile jestem w stanie zrozumieć (choć nie pochwalam) podsycanie przez Pańskich redakcyjnych kolegów „homolobby” drogą kłamstw na temat zjawiska homoseksualizmu – wzbudzanie nienawiści do tych nieszczęśliwych ludzi ma skłonić nieuświadomionych odbiorców do popierania interesów politycznych GN – o tyle Pana notoryczny sabotaż prawdy (zob. http://gosc.pl/doc/2973997.Po-co-komu-fale, http://gosc.pl/doc/2978794.Swiat-sie-pomarszczyl ) wydaje się czystą perwersją. Jakby Panu zależało na oswojeniu katolika, że musi być zawsze okłamywany. Jest to jawny atak na Kościół i obraza uczuć religijnych wiernych.
  • dorsz
    02.04.2016 16:16
    to były pierwsze niemowlęce dźwięki wydawane przez nowoczesna i KOD
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama