Inwazja mięczaków

Inwazja pełznie powoli, ale nieubłaganie. Inwazja mięczaków. Po opanowaniu ziemi i wody ślimaki niespiesznie, ale systematycznie, zaczynają opanowywać Polskę. Ekspansywne brzuchonogi pochodzą z Afryki.

Reklama

W wielkiej fermie hodowlanej PSH (Polish Snail Holding) w Oldrzyszowicach na Opolszczyźnie dobiegają końca szkolenia przyszłych hodowców. W przedostatni weekend lutego przyjechało tu prawie 200 osób z całej Polski. Dołączą do ponad 300 hodowców ślimaków, z którymi PSH współpracuje od lat. Jesienią ta współpraca powinna przynieść około 400 ton ślimaczego mięsa. – W czasach kiedy najwyższe oprocentowanie bankowych lokat wynosi 3 procent, hodowla ślimaków jest alternatywą więcej niż atrakcyjną. Tu przebicie może wynieść 100 procent rocznie – mówi Damian Gajewski, prezes PSH.

Sukces nie przychodzi jednak sam. Aby go odnieść, trzeba spełnić kilka warunków: mieć dobre ślimaki, dobrą paszę, należycie zorganizowaną hodowlę, wiedzę, jak ślimaki traktować, no i rzetelnego kupca na wyhodowane pracowicie mięczaki. – My, jako chyba jedyni w Polsce, spełniamy wszystkie te warunki – mówi Damian Gajewski. – Nie tylko sami hodujemy ślimaki, ale też opiekujemy się hodowcami. Organizujemy dla nich bezpłatne szkolenia i stałe codzienne doradztwo w czasie sezonu. Nasz hodowca nigdy nie jest zostawiony samemu sobie. I zawsze skupujemy wyhodowane dla nas ślimaki za wcześniej ustaloną cenę – podkreśla z dumą.

– Hodowanie ślimaków to niby bardzo prosta praca – dodaje Paweł Piwowarski, z wykształcenia biolog, członek zarządu PSH, który prowadzi szkolenia i współpracuje z hodowcami. – Nie każdy jednak osiąga efekty. To tak samo jak z hodowlą domowych roślin. Niby wystarczy tylko podlewać, a jednak jednemu rosną pięknie, a u innego marnieją. Nie każdy może mieć psa lub kota, ze ślimakami jest podobnie.
 

Na ślimaku do zamożności

Beata i Bartłomiej Zimny spod Głogowa, małżeństwo z trójką dzieci, postanowili sprawdzić, czy mają rękę do ślimaków. On pracuje zawodowo, ona opiekuje się dziećmi. Mają niewielki kawałek ziemi, 10 arów, i trochę oszczędności. – Zainwestowaliśmy 20 tys. zł – mówi Beata. – Przystosowaliśmy istniejący budynek gospodarczy, szykujemy ziemię. Mamy nadzieję na 4 tony ślimaków jesienią, tak wynika z wyliczeń, a jak będzie, zobaczymy – dodaje Bartłomiej.

Są już po trzech szkoleniach, to niedzielne jest czwarte i ostatnie. Beata z uwagą słucha, jak radzić sobie ze ślimaczym umiłowaniem wolności. Bo mimo elektrycznych pastuchów zdarza się, że ślimaki uciekają, na przykład na sufit szopy. – Wtedy najlepiej jest ostukiwać sufit winylową rurką – radzi prowadzący szkolenie Paweł Piwowarski – i łapać spadających uciekinierów.


Najwięcej w ślimaki postanowiła zainwestować trójka Litwinów z Poniewieży – ojciec, syn i zięć. Dzięki nim ślimacza ekspansja sięgnie niemal łotewskiej granicy. Alvidas, ojciec i teść, do niedawna importował zapałki z Polski na Litwę. Z roku na rok biznes tracił jednak na atrakcyjności. Litwini inwestują najwięcej, na jesieni chcą dostarczyć do skupu aż 73 tony ślimaków. – Mamy trochę doświadczenia, już przed rokiem hodowaliśmy ślimaki – opowiada Alvidas. – Pojawił się jednak problem ze zbytem. W rezultacie sprzedaliśmy je, ale za marną cenę. Umowa kontraktacyjna z PSH gwarantuje nam cenę zbytu. Reszta jest w naszych rękach – dodaje.

Krzysztof, Mikołaj i Tomek są studentami. Mikołaj studiuje informatykę, Krzysztof mechatronikę, Tomek inżynierię lotniczą. Pochodzą spod Kalisza. – Pracowaliśmy ciężko w nocnej pizzerii przez cały rok – opowiada Mikołaj. – Udało nam się zarobić sporo pieniędzy. Pojawiło się pytanie: wydać to, co mamy, czy spróbować pomnożyć zebrany kapitał? – Wybraliśmy to drugie – włącza się do rozmowy Tomek. – Padło na ślimaki, bo są stosunkowo bezpieczne, wymagają tyle pracy, ile możemy włożyć, i mają wysoką rentowność.

Trzej muszkieterowie

Paweł i Damian, twórcy i właściciele PSH, ślimakami zajmują się od 12 lat. Prywatnie są przyjaciółmi od szkolnej ławki, chodzili do tej samej klasy. – Paweł pasjonował się ornitologią – wspomina Damian. – Nagminnie wygrywał olimpiady przyrodnicze. Dosłownie gromił rywali. Mnie ciągnęło do ekonomii.

Po maturze, zdanej w 1997 roku, drogi przyjaciół się rozeszły. Paweł studiował biologię, Damian poszedł na ekonomię. Spotkali się przypadkiem kilka lat po studiach. – Doszliśmy do wniosku, że może byśmy założyli wspólny biznes – opowiada Damian. – Uznaliśmy, że najszybciej wzbogacimy się na ślimakach. W 2005 roku Paweł załatwił 10 worków ślimaków z Francji. Ja wziąłem kredyt na rozruch, Paweł włożył gospodarstwo w Łozach pod Elblągiem i wiedzę o hodowli – wtedy wydawało nam się, że wystarczającą. – Pierwszy rok otworzył nam oczy – wspomina Paweł. – Uświadomiliśmy sobie, ile błędów popełniliśmy. Ale w drugim roku było już całkiem dobrze. Hodowla nabrała tempa i tak jest do dziś.

Sześć lat temu do tego tandemu dołączył Andrzej Minossora, który właśnie wrócił ze Stanów i zastanawiał się, co zrobić z ziemią po ojcu. W PSH zajmuje się logistyką.

Dzisiaj PSH to potentat na skalę europejską, przetwarzający rocznie około 400 ton ślimaków. Dział produkcyjny firmy skupowane ślimaki przerabia na luksusowe dania. Laboratorium dba o jakość produktów. Z firmą współpracuje blisko 300 hodowców z Polski i sąsiednich krajów. W tym roku PSH zacznie produkować ze ślimaków kosmetyki. W planach jest rozwinięcie działalności w Afryce, gdzie ślimaki są tradycyjnym pożywieniem.
 

Niedoceniony skarb natury

W Oldrzyszowicach trwa właśnie wybudzanie ślimaków Helix Aspersa Maxima. Obudzony helix natychmiast szuka partnera lub partnerki (ślimaki są obojnakami, dobierające się pary muszą zatem wynegocjować płeć) i w tempie, zwłaszcza jak na ślimaka, błyskawicznym, przystępuje do rozrodu. Samica składa około 150 jaj. Młode ślimaki osiągają dojrzałość w ciągu 5 miesięcy. Oznacza to, że wystarcza jeden sezon, tj. od wiosny do jesieni, aby uzyskać wielkość odpowiednią dla celów towarowo-konsumpcyjnych. Dorosły osobnik gatunku Helix Maxima waży 15-40 gramów. Jego mięso zawiera dużą ilość białka, magnezu, wapnia, miedzi, cynku i jodu.

Kiedy słucham Pawła, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jest w ślimakach wręcz zakochany. – To cudowny skarb natury – mówi o nich. – Mięso ślimaków ma dużo wysokiej jakości białka, a jednocześnie niewiele tłuszczu, przy czym 75 proc. stanowią nienasycone kwasy tłuszczowe: kwas linolowy i kwas linolenowy. Ślimaczyna (to neologizm, ale skoro jest wieprzowina i wołowina, to czemu by nie?) zawiera też sporo wapnia, potasu, magnezu, miedzi, cynku i selenu. Jednym słowem jest to idealny surowiec na wysokoproteinową i niskotłuszczową dietę. Jeszcze cenniejszy jest śluz ślimaków, zawierajacy kwas glikolowy, kolagen, witaminy, naturalne antybiotyki, elastynę, allantoinę. Ma właściwości bakteriobójcze i mógłby być doskonałym lekarstwem na choroby skórne. Od dawna stosowany jest w kosmetyce, badamy teraz, czy preparatów na bazie ślimaczego śluzu nie dałoby się zastosować w farmakologii. Wstępnym warunkiem było opracowanie metody pozyskiwania śluzu wysokiej jakości, czyli, jak to żartobliwie nazywam, „dojenia ślimaków”. Ten etap mamy za sobą, teraz uruchamiamy produkcję ślimaczych kosmetyków i prowadzimy badania laboratoryjne nad możliwością zastosowań medycznych.

Na razie ogromna większość ślimaczej produkcji wysyłana jest na eksport. Wiele wskazuje jednak na to, że w niedługim czasie ślimaki wpełzną także na polskie stoły. Są nie do powstrzymania.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Gość
    19.07.2016 03:20
    Mistrzostwa Polski w Przyrządzaniu Ślimaków http://www.snailsgarden.com/index.php/news-mobile/42-news/631-powstała-pierwsza-w-polsce-książka-kucharska-z-potrawami-ze-ślimaków.html
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama