W chmurach i na fali

Zawodowo związany z uprawą ziemi, marzył, by oderwać się od niej i… pofrunąć. Wzniósł się w powietrze, lecz powódź „popchnęła” go ku wodzie. Co wyszło ze spotkania ziemi, powietrza i wody? Poduszkowiec.

Reklama

Potem doszły kolejne konstrukcje, które Józef Adamowicz i współpracujący z nim ludzie nieustannie tworzą. Gdy pasji towarzyszy talent techniczny i upór, dzieją się rzeczy niezwykłe. Znany dziś konstruktor, z wykształcenia rolnik, zaczynał spełniać swoje marzenia w Miłoszycach, w stodółce. Obecnie jest prezesem firmy Hovertech i twórcą Jelczańskiego Parku Technologicznego, a jego konstrukcje budzą zainteresowanie na całym świecie – m.in. w Chinach czy Australii. Jego firma, wielokrotnie nagradzana, otrzymała m.in. złoty medal na Targach Innowacji i Wynalazków Eureka 2003 w Brukseli – za nowatorski projekt poduszkowca z napędem hybrydowym. Na koncie ma udział w niezliczonej ilości akcji ratunkowych.

W obłokach z silnikiem trabanta

Pan Józef od dzieciństwa interesował się lotnictwem, aerodynamiką. Dłubał też w każdym urządzeniu, jakie napotkał na swej drodze. – Pierwszy pojazd latający zacząłem budować jako trzynastolatek – wspomina. Prób było jeszcze kilka. Marzenia o wzniesieniu się w powietrze zrealizował mając dwadzieścia kilka lat. – Wraz z grupą podobnych zapaleńców sami zbudowaliśmy motolotnię, nauczyliśmy się latać. Pierwszy raz w sposób kontrolowany uniosłem się nad ziemię w swoje imieniny 30 lat temu: 19 marca 1986 r. – wspomina. – Motolotnia zbudowana była na silniku trabanta, z wykorzystaniem materiału żaglowego, jakichś rur z PCV…

Czasy były trudne, ale, jak mówi J. Adamowicz, w ludziach było więcej pasji. – Trenowaliśmy na tzw. torze prób, przeznaczonym do testowania aut z Jelczańskich Zakładów Samochodowych. Gdy myślę, co wtedy robiliśmy, latając na przykład między latarniami, włos mi się jeży na głowie. Kiedy pewnego razu wiatr uniósł mnie 10 metrów w górę i grzmotnął o ziemię, doświadczyłem na własnej skórze, że lepiej nie latać, gdy zbliża się front burzowy. To były „szaleństwa młodości”. Uważam jednak, że do takich rzeczy trzeba się zabierać, mając nie więcej niż 25 lat. Potem człowiek staje się ostrożny, unika ryzyka. Postęp w technice dokonuje się, gdy znajdzie się ktoś, kto nie wie, że nie da się czegoś zrobić. Tak było ze mną.

Motolotnia na długo przykuła uwagę pasjonatów. – Po drodze było kilka nowych urządzeń, jakieś ulepszenia. Wykonywaliśmy loty po 200–300 km – wspomina pan Józef, dziś już instruktor lotniarstwa. W którymś momencie pojawił się on: poduszkowiec. Oczywiście własnej konstrukcji. Najpierw taki malutki, nic poważnego – do czasu, gdy w 1997 r. Jelcz i okolice dotknęła powódź.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama