Noble dla śmiechu

Ciekawe, co o Anty-Noblach, czyli nagrodach za najbardziej idiotyczne odkrycia naukowe, powiedziałby Alfred Nobel. We wrześniu, kilka tygodni przed tymi właściwymi, poważnymi Noblami, przyznawane są nagrody za najśmieszniejsze badania naukowe. Może i jest wesoło ale na pewno nie głupio.

Jak rozpoznać, które badania naukowe są poważne, a które nie? Które wpłyną na nasze życie, a o których za chwilę zapomnimy? Sposób jest tylko jeden. Trzeba poczekać. Czas weryfikuje, co jest wartościowe, a co nic niewarte. Całkiem powszechne jest mniemanie, że naukowcy w zasadzie nie robią niczego ważnego. Wydają publiczne pieniądze, czasami dzielą włos na czworo, ale żeby był z nich jakiś pożytek ?

Stare i nowe drzwi

Otóż z naukowców jest bardzo duży pożytek. Jeżeli ktoś nie widzi wpływu rozwoju cywilizacyjnego na życie, jest ślepcem, któremu na próżno opowiadać o kolorach. Tak, uprawianie nauki to świetna zabawa. I podobnie jak dzieci, które zapamiętale się bawią, szybciej poznają świat, tak naukowcy, którzy z pasją i oddaniem robią to, co ich ciekawi, pasjonuje i bawi, łatwiej odkrywają tajemnice natury. A te nie leżą po prostu na chodniku. Trzeba ich poszukać, a czasami mocno się (intelektualnie) nagimnastykować, żeby je odkryć. Cały ten proces przypomina nieco chodzenie po starym, opuszczonym zamku. Owszem, są w nim drzwi, ba, nawet wrota, za którymi nie znajduje się nic ciekawego. Bywają jednak małe drzwiczki, niepozorne, czasami ukryte za wypłowiałym arrasem, których otwarcie ujawnia zupełnie nowy, dotąd nieznany świat. Można do niego wejść albo tylko stanąć na progu. Wejście gwarantuje przygodę, ale także niebezpieczeństwo. Bo bywa tak, że choć z zewnątrz coś wyglądało obiecująco, w środku spotkał nas zawód. Całkiem często zdarza się też, że w komnacie, do której weszliśmy przez odkryte przed chwilą drzwi, jest pusto, ale na każdej z czterech ścian widać kolejne drzwi. Wchodzić? Otwierać? A może zrobić kilka kroków wstecz i zrezygnować?

Z nauką jest podobnie. Są ogromne projekty, które pochłaniają miliony. Duże grupy badaczy i wielkie oczekiwania. Zdarza się jednak, że nic albo niewiele z tych oczekiwań pozostaje. Rzadko zdarza się, że mając w ręku jakieś odkrycie, jesteśmy w stanie ocenić jego wartość. Lepiej niczego nie oceniać, tylko robić to, co na solidnych podstawach wiedzy podpowiadają intuicja i pasja.

Nauka to nie wyścig

Zarówno w tych „poważnych” Noblach, jak i w tych śmiesznych, czyli Anty-Noblach, zdarzają się odkrycia, które nie zmienią naszego życia. Są i takie, które pozwolą nam coś zrozumieć. A przecież o to chodzi w nauce. Można oczywiście dyskutować, które z tych nagród są bardziej naukowe, ale czy to ma sens? Nauka to nie wyścig do mety. To czasami skokowe, a czasami żmudne przesuwanie granicy tego, co jest znane, na teren, który jest nieznany. A to wychodzi równie dobrze noblistom, którzy we frakach odbierają dyplomy z rąk króla Szwecji, jak i tym, którzy na Uniwersytecie Harvarda w Bostonie w jeansach i flanelowych koszulach bawią się na ceremonii wręczenia Anty-Nobli. Zresztą „niepoważne Noble” wręczają prawdziwi nobliści. W tym roku był to chemik Dudley Herschbach, ekonomista Eric Maskin, biochemik Rich Roberts i fizyk Roy Glauber.

Prawdziwe, poważne Noble honorują najlepszych naukowców na świecie, ale także promują naukę jako taką. Przecież przez kilka dni w roku wszystkie media mówią o nagrodzie nobla z fizyki, fizjologii czy chemii. Ale Anty-Noble też są świetną promocją nauki. Może nawet lepszą, bo trafiającą do ludzi młodych, czyli do tych, którzy stoją dopiero przed wyborem swojej życiowej drogi.

Anty-Noble przyznawane są od 1991 roku. W niektórych latach nawet w kilkunastu kategoriach. O sporej części nagrodzonych prac świat nauki nigdy już nie usłyszy. Ale to nie szkodzi. Ważne, że stworzono pozytywny pretekst do tego, by mówić i pokazywać, że nauka nie musi być nudna i poważna. Że może być świetną zabawą. •

Koncern samochodowy Volkswagen

Został nagrodzony Anty-Noblem z chemii – za „rozwiązanie problemu nadmiernej emisji spalin”. Na wręczeniu nagrody nie było niestety przedstawiciela koncernu.

Fredrik Sjöberg

Bbiolog zajmujący się owadami, zdobył nagrodę z dziedziny… literatury – za trzytomowe dzieło opisujące wrażenia naukowca kolekcjonującego bzygowate, czyli owady z rzędu muchówek. Książka, a właściwie jej pierwszy tom, sprzedaje się świetnie, ale tylko we Szwecji, skąd pochodzi badacz. Myślę, że raczej nie zrewolucjonizuje ani rynku księgarskiego, ani nauki.

Ahmad Szafik

Profesor medycyny, urolog z Uniwersytetu Kairskiego, który badał, jaki wpływ na dzietność i reprodukcję szczurów ma zakładanie przez nie spodni. Wiem, wiem, szczury raczej nie noszą spodni. Naukowiec zakładał gryzoniom coś w rodzaju opaski, która udawała dolną część męskiej garderoby. Po co to robił? Od dawna wiadomo, że mężczyźni, którzy noszą zbyt ciasną bieliznę albo spodnie, mają mniejsze szanse na zostanie ojcami. Prawdopodobnie jest to związane ze zbyt wysoką temperaturą jąder, które, by dobrze funkcjonować, powinny mieć niższą temperaturę niż reszta ciała. Gdy znajdują się za blisko ciała (a tak jest właśnie wtedy, gdy spodnie są zbyt ciasne), pojawiają się kłopoty. Tego zjawiska nie można eksperymentalnie badać na ludziach, ale dlaczego nie spróbować na szczurach? No to znalazł się ktoś, kto spróbował. I co się okazało? Nie tylko „ciasność” spodni ma wpływ na liczbę potomstwa u szczurów, ale także materiał, z jakiego są zrobione. I tak spodnie wykonane z poliestru lub jego mieszanki zmniejszają aktywność seksualną. Dlaczego? Na razie nie wiadomo. Może chodzi o ładunki elektryczne, które na takich materiałach się odkładają? Ciekawe, prawda?

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja