Spór wisi w powietrzu

Który śmigłowiec jest dla polskiej armii lepszy – francuski caracal czy amerykański black hawk?

Reklama

Zdaniem specjalistów polska armia potrzebuje śmigłowców. Co do tego nie ma wątpliwości. Jakie zatem powinniśmy kupić? Wbrew temu, co dość często pojawia się w mediach, francuskie i amerykańskie maszyny wcale nie są do siebie podobne. To nie jest sytuacja, w której zastanawiamy się, czy kupić rodzinny samochód produkcji japońskiej czy francuskiej, lodówkę dwudrzwiową produkcji brytyjskiej czy niemieckiej. To nie jest też sytuacja, gdy porównujemy samochód wyścigowy z rodzinnym. Zestawiamy lodówkę dla całej rodziny z taką, która jest mniejsza, ale za to zużywa mniej prądu i zajmuje mniej miejsca.

Zanim przejdziemy do konkretnych porównań śmigłowców, trzeba uczciwie wspomnieć o jeszcze jednej kwestii. O zdolności, a przez to przydatności śmigłowców na polu walki nie decyduje tylko ich masa czy zasięg, ale także wiele innych elementów, które dla nas są nieznane. Nie wiemy, o jakie wyposażenie pytała strona polska francuskiego producenta. Nie mamy pojęcia, z jakim wyposażeniem polska armia kupi amerykańskie maszyny. Jakie sensory mają zostać zamontowane? Jakie ma być opancerzenie helikopterów? Jakie systemy obrony? Jakie uzbrojenie? Porównywanie cen obydwu maszyn jest mało wiarygodne. Myślę, że to jest dość oczywiste dla każdego, kto np. interesuje się samochodami. Ceny podawane w salonach sprzedaży mogą zasadniczo różnić się od tych, które ostatecznie pojawią się na rachunku. Cena sprzedaży to jedno, a cena eksploatacji to jeszcze co innego. Nie można tych cen porównać bez dokładnych informacji o specyfice zamówionych maszyn. Możliwa jest bowiem sytuacja, że co prawda za helikoptery trzeba będzie zapłacić więcej, ale ich używanie będzie tańsze.

No dobrze, w takim razie przyjrzyjmy się temu, czemu przyjrzeć się możemy, czyli danym producenta. Mając oczywiście w pamięci, że mogą one – w zależności od zamówionej wersji oraz uzbrojenia – nawet znacząco odbiegać od deklaracji fabrycznej.

 

Caracal i Black Hawk – czym się różnią

Nowy kontra starszy

W teorii (wersja katalogowa) francuskie śmigłowce są większe i cięższe. Mają lepszy zasięg i zabierają więcej żołnierzy albo sprzętu. Ale caracale latają niżej i nieco wolniej. Są też mniej manewrowe. Te ostatnie cechy są silną stroną amerykańskich black hawków. Nie da się odpowiedzieć na pytanie, które śmigłowce są lepsze, nie wiedząc, gdzie nowy sprzęt ma trafić i jakie wyzwania będą przed nim postawione. Ostatnio mówi się, że śmigłowce mają służyć w wojskach specjalnych. Ale to za mało, by dokładnie sprecyzować, co będą tam robić. Taka wiedza nie powinna jednak trafiać ani do dziennikarzy, ani do opinii publicznej.

Różnice w masie i ładowności pomiędzy tymi maszynami są bardzo duże. Francuz zabiera na pokład do 28 żołnierzy z pełnym wyposażeniem, a Amerykanin 11 (z lekkim uzbrojeniem; uszczuplona wersja helikoptera może zabrać 20 żołnierzy). Większa ładowność caracala wymaga potężniejszych rozmiarów i większej masy startowej. Ta w porównaniu z black hawkiem jest o pół tony większa, ale tylko w przypadku pustego śmigłowca. Gdy zostanie załadowany sprzętem i ludźmi, francuski śmigłowiec jest cięższy o grubo ponad tonę. Amerykanin prawie dwukrotnie szybciej wznosi się w powietrze (maksymalna prędkość wznoszenia) i może latać o ponad 2 tys. metrów wyżej od maszyny francuskiej. Z kolei caracal ma o 300 km większy zasięg i – jak już wspomniałem – zabiera na pokład więcej sprzętu i ludzi. W przypadku zasięgu komentowanych maszyn trzeba być jednak bardzo ostrożnym, bo ten zależy od zamówionego wyposażenia. Na przykład w black hawkach, w wersji z zasobnikami nakierowywanych pocisków rakietowych, automatycznie zmniejsza się pojemność zbiorników paliwa.

Nie sposób sprawdzić, czy rację mają ci, którzy twierdzą, że francuska firma spełniała najwięcej stawianych przez poprzednią ekipę MON warunków, bo te z oczywistych względów nie zostały ujawnione. Wiadomo jednak, że obydwie konstrukcje spełniały główny warunek, a mianowicie zostały sprawdzone na polu walki. Amerykańskie black hawki to legenda. Latają w 25 armiach świata od ponad 40 lat. To konstrukcja sprawdzona i wielokrotnie modernizowana. Caracale nie mogą się pochwalić tak dużym doświadczeniem, ale Francuzi nie są w tej branży nowicjuszami. Maszyny, które chciała kupić polska armia, zostały wypuszczone na rynek kilkanaście lat temu. Latały i dobrze sprawdzały się w czasie konfliktów zbrojnych w Afganistanie czy w Afryce, w których interweniowała francuska armia.

Jak go wybrać?

W dyskusjach na temat wyboru maszyny dla armii często pojawiał się argument, że black hawki, choć amerykańskie, są montowane w Polsce, w Mielcu. To ważna przesłanka, bo to znaczy, że na miejscu będzie serwis i dostęp do części zamiennych. Poza tym sama produkcja śmigłowców i moment ich dostarczenia będą dużo szybsze, ale Zawsze jest jakieś „ale”. W Mielcu produkowane są śmigłowce w najuboższej wersji, która jest dalece niewystarczająca dla polskiej armii. W praktyce oznacza to, że większość z zaawansowanych systemów bojowych i tak będzie trzeba kupować w USA, a na wiele z nich zgodę będzie musiał wydać Senat albo administracja USA. A to może trwać długo.

Caracale nie są produkowane w Polsce, ale docelowo miały być. Francuski producent miał zainwestować kwotę równoważną wartości kontraktu (kilkanaście miliardów euro) w budowę montowni helikopterów w Łodzi. Powstało tam nawet biuro konstrukcyjne tych maszyn, a na Politechnice Łódzkiej utworzono specjalny kierunek studiów. Decyzję o tym, żeby zerwać dalsze negocjacje, podjęto, gdy studenci (teraz II roku) byli akurat we Francji na praktykach. Powodem były (tak twierdzi MON) rozbieżności w negocjacjach offsetowych.

Wróćmy jednak do meritum. W Mielcu produkcja black hawków trwa, w Łodzi najpierw trzeba wybudować odpowiednie zaplecze. Ale w Łodzi od razu powstawałyby maszyny gotowe i pełnowartościowe. Tymczasem w Mielcu są tworzone maszyny w bardzo ubogiej wersji, a na modele właściwe dla naszej armii będzie trzeba sporo poczekać. Jak długo? Tego nikt dzisiaj nie wie. Wiadomo natomiast, że pierwsze black hawki trafią do polskiej armii jeszcze w tym roku, a to znaczy, że będą to najsłąbsze typy, które mogą oczywiście służyć do szkolenia pilotów, ale na pewno nie do prowadzenia działań wojennych. Wiadomo, że śmigłowce trafią do Eskadry Działań Specjalnych, czyli do wojsk, które na miejsce akcji muszą dolecieć szybko i sprawnie. To mogłoby znaczyć, że maszyny amerykańskie są lepszym wyborem. Ale wojska specjalne używają znacznie więcej sprzętu niż oddziały regularne. W armii USA black hawki rzeczywiście transportują komandosów, ale razem z nimi latają większe śmigłowce transportujące dodatkowy sprzęt. Podobnie jest w armiach wielu innych krajów. Polskich sił powietrznych nie stać na zakup nowych śmigłowców dwóch różnych klas. Małych i szybkich oraz większych i wolniejszych. To zasadniczo zwiększa koszty eksploatacji i zakupu maszyn. Trzeba więc iść na kompromis. Jak go wybrać? Tego w artykule prasowym nie sposób rozstrzygnąć. Wszystko bowiem zależy od konkretnych oczekiwań, jakie mają wojskowi, a te są i muszą pozostać tajne. •

„Sonda 2”, niedziela 23 października, godz. 14.35, sobota 29 października, godz. 14.35.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama