Hierarchia iskania

Nic tak nie wspomaga układu odporności jak wysoka hierarchia w stadzie. Kiepska wiadomość dla korposzczurów bez nadziei na awans. Stres bycia podległym osłabia działanie komórek krwi walczących z mikrobami. Tak jest przynajmniej u małp.

Reklama

Jak donosi prestiżowy magazyn „Science”, zespół antropologów, neurobiologów i immunologów z kilku ośrodków naukowych w USA (Durham, Atlanta, Detroit) i Kanadzie (Montreal) poddał obserwacji stado makaków, małp zwanych też rezusami. Była to nie tyle czysta obserwacja, ile raczej eksperyment społeczny. Makaki z natury funkcjonują w grupach hierarchicznych: te na górze dbają o siebie nawzajem, te na dole zaś są obiektami wszelkiej możliwej agresji. Badacze postanowili zatem najpierw odświeżyć zastaną strukturę stada przez wprowadzenie do niego bardzo atrakcyjnych, ale nieznanych wcześniej samic. Małpy iskają się nawzajem w poszukiwaniu insektów. Te należące do wyższej hierarchii w stadzie są pielęgnowane w pierwszej kolejności. Przybycie nowych samic ustalało automatycznie nową „hierarchię iskania”. Wszystkie samice były zdrowe, atrakcyjne, w tym samym wieku i równie niespokrewnione ze stadem, więc ich kolejność wchodzenia do klatki determinowała ich pozycję w stadzie.

Naturalni zabójcy bakterii

Oznakowane chipami zwierzęta nie tylko filmowano, ale i badano. Po trzech miesiącach poddano analizie komórki immunologiczne ich krwi. Wyizolowano pięć głównych typów białych ciałek walczących w ich organizmach z infekcjami. Okazało się, że już na poziomie liczebności tych komórek daje się obserwować różnice pomiędzy makakami w zależności od pozycji w stadzie. Następnie poddano analizie aktywność wszystkich genów wybranych klas komórek. Okazało się, że aż 1600 różnych genów poważnie różniło się aktywnością pomiędzy małpami ze szczytu i z dna drabiny społecznej w przypadku tzw. komórek NK (natural killers) – czyli naturalnych zabójców. W naszym organizmie komórki te są odpowiedzialne za walkę z zakażeniami wirusowymi oraz komórkami, które zbuntowały się i stały się nowotworowe. W dalszej części eksperymentu komórki immunologiczne makaków poddano próbnej infekcji – w warunkach laboratoryjnych musiały sobie poradzić z atakiem mikrobów. Okazało się ponownie, że komórki „rezusów alfa” były znacznie skuteczniejsze w walce z wirusami.

To jednak nie koniec. Należało pokazać, że efekt jest odwracalny, czyli że układ immunologiczny jest plastyczny i adaptuje się do nowej sytuacji społecznej. W tym celu ponownie zaburzono strukturę stada i owe samice wprowadzono do nowych grup, ale w odwrotnej kolejności niż poprzednio. To było istotnie szokujące: wystarczyły trzy miesiące nowej struktury społecznej, by układ immunologiczny uległ przemianie i dostosował się do nowej kolejności iskania. Awans społeczny mógłby zatem uleczyć wiele chorób, podobnie jak degradacja społeczna mogłaby leżeć u ich podłoża!

Gdyby przetłumaczyć te wyniki, choć jest to może działanie idące zbyt daleko, na świat ludzi, mogłoby się okazać, że musimy zmienić sposoby, jakimi posługuje się pomoc społeczna. Nie od dzisiaj bowiem wiadomo, że np. ludzie bezdomni cierpią na wiele chorób zakaźnych. Pytanie jednak brzmiało: czy dlatego popadli w bezdomność, że ich zdrowie szwankowało, w związku z czym nie mogli pracować i osłabły ich więzi społeczne, czy odwrotnie – choroby są rezultatem ich sytuacji społecznej, tego, że stali się „pariasami” społeczeństwa. Badania na rezusach zdają się wskazywać na drugą możliwość jako bardziej prawdopodobną, aczkolwiek zawsze pozostaje w mocy zastrzeżenie, że samo znalezienie związku między zjawiskami nie oznacza jeszcze wykazania, że jedno wynika z drugiego.

Nie wystarczy cieplej ubrać

Jeśli jednak przyjmiemy wnioski z eksperymentu na makakach, oznaczałoby to, że nie wystarczy bezdomnych czy innych wykluczonych społecznie cieplej ubrać, lepiej nakarmić i dostarczyć im leki. Konieczne byłoby podniesienie tych ludzi ze społecznego dna. To marzenie utopistów, społeczeństwo ludzkie bowiem, tak jak i grupa makaków, z natury jest hierarchiczne. Społeczeństwo ludzkie jest jednak nieco bardziej skomplikowane. Ludzka kolejność iskania nie zależy wprost od tego, kto pierwszy zostanie wpuszczony do klatki. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Rinus Ricinus
    03.02.2017 21:45
    http://gosc.pl/doc/3599376.Hierarchia-iskania: "Kiepska wiadomość dla korposzczurów bez nadziei na awans. Stres bycia podległym osłabia działanie komórek krwi walczących z mikrobami." - Takie piękne zdanie znalazło się na KATOLICKIM portalu Gościa Niedzielnego. Ten uczony pogląd wyraziła pani Magdalena Kawalec-Segond. Biolog molekularny, blogerka z portalu pitu-pitu.pl . Gratulacje.

    Nie każdy może pracować w swoim wymarzonym zawodzie. Nie każdy może być redaktorem Gościa Niedzielnego. Moja córka, znacznie lepiej wykształcona od większości redaktorów Gościa Niedzielnego, a nawet od pani blogerki z pitu-pitu, nie znalazła takiej pracy. Zatrudniła się w korporacji. Mieszka 300km od nas, od domu rodzinnego. Została "korposzczurem". To piękne określenie na moją córkę pojawiło się na katolickim portalu. Może również zagości w wydaniu papierowym. Brawo.

    Nie dziwię się blogerce z pitu-pitu, że po darwinowsku traktuje innych ludzi. Natomiast mam prawo oczekiwać od redakcji Gościa Niedzielnego innych standardów.

    Moja córka nie jest ani szczurem, ani korposzczurem, ani lemingiem, ani żadnym zdehumanizowanym stworem. Bardzo ciężko pracuje na swój chleb i nie żebrze o niego pod kościołem czy "mopsem". I nie tylko ona. Również jej koledzy i koleżanki. I wcale nie są głupsi od redaktorów Gościa Niedzielnego, ani mniej moralni, ani mniej cnotliwi, ani bardziej grzeszni.

    Co to za mania, że tymi ludźmi tak bardzo pogardza się w mediach katolickich i prawicowych? Sam jestem człowiekiem głęboko wierzącym o bardzo konserwatywnych poglądach i wiem co mówię. Zadziwia mnie to zjawisko. Czyje kompleksy leczy pogardzanie ludźmi pracującymi w korporacjach? Może lepiej pomyśleć i wyjść do tych ludzi z jakąś ofertą - programem? Może warto zobaczyć w nich ludzi, a nie szczury lub potencjalnych uczestników czarnych marszów? Może warto nad tym się zastanowić? W korporacji, w której pracuje moja córka w 2015r większość jej współpracowników zagłosowała za PiSem. Więc może jest jakaś nadzieja? Może już dość klaskania w rączki i zachwycania się ŚDM oraz nieustannym mieleniem tej samej słomy?

    Może "korposzczury" nie są tak radosne "jako ci ptacy na niebie, co nie sieją, ani przędą"? Wiem natomiast, że ciężko pracują, chcą zakładać rodziny, budować domy, mieć dzieci oraz dbać o nie i wychowywać je.
    Może warto zwrócić na nich uwagę?
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama