Galileo ruszył!

Komisja Europejska właśnie zainaugurowała działanie systemu nawigacji satelitarnej Galileo. To system unijny, w przeciwieństwie do amerykańskiego GPS-a.

Reklama

Swoje systemy nawigacji mają jeszcze Rosjanie i Chińczycy. Te, choć zostały stworzone dla potrzeb armii, mogą być używane także przez cywilów. Systemy o zastosowaniu typowo wojskowym ma też kilka innych państw. Galileo jako jedyny nie został jednak wybudowany z myślą o wojsku, tylko z myślą o gospodarce.

Naj, naj, naj

Eksperci twierdzą, że europejski Galileo jest systemem najbardziej precyzyjnym ze wszystkich działających. A to dzięki dokładniejszym zegarom atomowym umieszczonym na okołoziemskiej orbicie. Ogólnodostępna wersja systemu ma mierzyć położenie odbiornika z dokładnością do jednego metra. Wersja płatna, komercyjna, z dokładnością do jednego centymetra. Pełną dyspozycyjność system osiągnie w 2020 r., kiedy na orbicie będzie się znajdowało 30 satelitów. 24 z nich będą miały moc operacyjną, pozostałe 6 to satelity zapasowe. Obecnie Galileo składa się z 18 satelitów.

Zaletą systemu ma być także silniejszy sygnał niż ten, który do dyspozycji mają inne systemy satelitarne. W efekcie lokalizacja będzie działała tam, gdzie dotychczas nawalała, np. w górach albo w budynkach.

Gotowe do działania są nie tylko satelity, ale także infrastruktura naziemna. Z punktu widzenia odbiorcy systemy GPS i Galileo są kompatybilne. To oznacza, że gdy sygnał jednego zostanie przerwany lub wyłączony (europejski system w fazie rozruchu będzie włączany tylko na część dnia), telefon czy tablet automatycznie przełączy się do drugiego.

To się zwróci!

Po co Europie własny system lokalizacyjny? Wiele wskazuje na to, że przyszłość będzie bogata w urządzenia, które będą działały automatycznie. Na przykład samojezdne samochody czy dostarczające przesyłki drony. Bez sprawnego systemu lokalizacji będzie to jednak niemożliwe. System GPS jest systemem wojskowym, a jego ogólnodostępna wersja jest niewystarczająco dokładna. To zmusiło polityków europejskich do zainwestowania we własny system. Miał być tańszy i miał działać już wiele lat temu, ale – porzucając złośliwości – czy tak duży wydatek się zwróci? Tak! I to z nawiązką. Dzisiaj europejski rynek technologii satelitarnych wart jest około 200 mld euro. Dzięki pracom nad systemem Galileo wartość tego sektora od wielu lat systematycznie rosła. A mówimy o samych technologiach satelitarnych. Do tego trzeba dodać jeszcze ogromny skok w rozwoju technologii komunikacyjnych. Nie tylko tych w kosmosie, ale także na powierzchni Ziemi czy w powietrzu. Dzisiaj systemy lokalizacji satelitarnej wykorzystuje transport naziemny i lotniczy, a także logistyka, energetyka, rolnictwo czy ratownictwo. Rozwój tych dziedzin będzie szybszy, gdy firmy komercyjne będą mogły korzystać ze sprawnego systemu lokalizacji. Ocenia się, że 8, może nawet 9 proc. europejskiego PKB zależy od zastosowań nawigacji satelitarnej. Ten procent od lat się zwiększa.

No ale może warto jeszcze raz zadać pytanie o system amerykański? Ten jest dokładny, ale tylko dla armii. Dla celów komercyjnych sygnał jest zakłócany tak, by dokładność lokalizacji nie była większa niż 4 metry. To stanowczo zbyt dużo dla wielu nowoczesnych technologii. Poza tym – i to w każdej chwili – Amerykanie mogą sygnał wyłączyć albo zacząć zakłócać go jeszcze bardziej. Nie mówiąc już o tym, że mogą kontrolować i śledzić przesyłki i ruch. A tutaj wchodzimy w zakres szpiegostwa przemysłowego. Komisja Europejska nieraz zajmowała się inwigilowaniem europejskich firm przez amerykański wywiad, w tym system satelitarnego nasłuchu Echelon.

Jak to działa?

Instytucją, która czuwa nad projektem od strony merytorycznej, jest Europejska Agencja Kosmiczna ESA. Ale samym systemem będzie zarządzała Europejska Agencja Nawigacji Satelitarnej GSA z siedzibą w Pradze.

Działające dzisiaj na świecie systemy lokalizacji satelitarnej różnią się od siebie od strony technicznej (liczba satelitów, orbita, dokładność, dostępność), ale działanie wszystkich opiera się na tym, że fala elektromagnetyczna (światło, fala radiowa czy mikrofala) ma skończoną prędkość. Porusza się bardzo szybko, ale nie nieskończenie szybko.

Położenie odbiornika (samochodu, statku czy piechura w górach) określane jest przez porównanie czasu dotarcia do niego sygnału radiowego wysyłanego z pokładu kilku satelitów (dokładnie trzech satelitów, sygnały z kolejnych służą do potwierdzenia obliczeń trzech pierwszych). Prędkość fali radiowej jest znana, a więc czas, jaki mija od wysłania jej z pokładu satelity do odbioru przez urządzenie znajdujące się na Ziemi, można z łatwością przeliczyć na odległość. Tymi obliczeniami zajmuje się mikroprocesor w odbiorniku, a więc w urządzeniu, które mamy my, korzystający z systemu. Znając dokładne położenia kilku satelitów oraz odległości pomiędzy nimi i odbiornikiem, można określić swoją pozycję. Za dokładny pomiar czasu, który jest tutaj sprawą kluczową, odpowiedzialne są zegary atomowe umieszczone na znajdujących się na orbicie satelitach. Ich dokładność jest nieosiągalna dla jakichkolwiek innych zegarów, z których korzystamy, bo wynosi sekundę na ponad milion lat. 

„Sonda 2”, sobota 7 stycznia 2017 r., godz. 14.35.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama