Zdrowie zależy od prawidłowej flory bakteryjnej jelit

Nawracające infekcje, alergie, skłonność do otyłości, a nawet samopoczucie mogą być związane z nieprawidłową florą bakteryjną jelit i całego organizmu - ocenili eksperci w poniedziałek na śniadaniu prasowym w Warszawie.

"Coraz więcej wiemy o florze bakteryjnej jelit, której prawidłowa nazwa, wprowadzona już w 2001 r., to mikrobiota (lub mikrobiom - przyp. PAP), określana również mianem zapomnianego organizmu" - wyjaśniała dr Mirosława Gałęcka z Instytutu Mikroekologii w Poznaniu. Drobnoustroje przewodu pokarmowego syntetyzują witaminy z grupy B i K, decydują, ile kalorii z pożywienia zostanie zmagazynowanych, wpływają również na działanie układu odpornościowego.

Dyrektor medyczny laboratorium Synevo dr Andrzej Marszałek powiedział, że firmy prześcigają się w produkcji preparatów probiotycznych odbudowujących zaburzoną mikroflorę bakteryjną. Często się to zdarza po zażyciu antybiotyków lub leczeniu innymi lekami, np. u chorych na nowotwory. Antybiotyki mogą zakłócić florę bakteryjną na kilka miesięcy, a czasami nawet na kilka lat.

Mikrobiotę może zaburzyć stres lub nieprawidłowa dieta, szczególnie ta obfitująca w produkty wysoko przetworzone, a uboga w błonnik. "Pożywienie jest ważne zarówno dla funkcjonowania organizmu, jak mikrobioty. Prawidłowym bakteriom najbardziej sprzyjają warzywa i w ograniczonym zakresie owoce, takie jak fasola, zimny ryż, średnio dojrzałe banany, kapusta kiszona i ogórki kiszone, a także płatki owsiane oraz makaron" - podkreśliła dr Gałęcka.

Specjalistka zwróciła uwagę, że w jelitach poza prawidłowymi bakteriami ważna jest odpowiednia błona śluzowa, w której znajduje się 80 proc. wszystkich komórek odpornościowych. "Razem tworzą one barierę jelitową odpowiedzialną za filtrowanie substancji przedostających się do krwiobiegu. "Zakłócenie tej bariery sprzyja przenikaniu do organizmu toksyn, większych białek pokarmowych oraz patogenów. Skutkiem tego mogą być nadwrażliwość pokarmowa oraz choroby autoimmunologiczne" - dodała.

Zdaniem dr Marszałka ogólna zasada jest taka, żeby utrzymać w organizmie jak najwięcej prawidłowych bakterii. "Kiedy jest ich zbyt mało albo za mała jest ich różnorodność, wtedy jest większe ryzyko pojawienia się nieprawidłowych mikroorganizmów, zarówno bakterii, jak i grzybów pleśniowych" - wyjaśniał.

Na funkcjonowanie organizmu wpływa nawet flora bakteryjna kału w jelicie grubym. Jej zubożenie - pod wpływem antybiotyków lub chemioterapii - może sprawić, że zostanie ona zdominowana przez zaledwie trzy, dwa lub nawet jeden gatunek bakterii. Powstaje wtedy miejsce dla patologicznych mikrobów, np. beztlenowych gronkowców kałowych, które z kolei mogą przeniknąć przez ścianę jelit do krwi, grożąc sepsą (ciężkim ogólnoustrojowym zakażeniem organizmu często kończącym się zgonem).

Dr Gałęcka powiedziała PAP, że przeszczepienie stolca od innej osoby poprawia stan flory bakteryjnej. Podejmuje się pierwsze próby leczenia chorych tego rodzaju transferem prawidłowej flory bakteryjnej, np. u cierpiących na niektóre nowotwory, żeby uniknąć powikłań w postaci opornych na antybiotyki infekcji. "Takie próby prowadzone są już w Wejherowie, Gdańsku i Warszawie, ale to wciąż przyszłość" - dodała.

Dr Marszałek wyjaśnił, że można zbadać skład kału na obecność niektórych bakterii i składników. Służy temu tzw. ilościowy posiew kału. Z badań na zwierzętach wynika, że transfer flory bakteryjnej może zmniejszyć lub zwiększyć skłonność do otyłości. Pokazuje to, jak duży ma ona wpływ na trawienie. U ludzi próbka stolca w kapsułce może być podawana sondą wprost do dwunastnicy.

"W naszym organizmie 2 kg masy ciała stanowią bakterie flory jelitowej. Należy o nią zadbać jeszcze przed narodzinami, ponieważ mikroflora matki wpływa na skład mikroorganizmów jej dziecka" - podkreśliła dr Gałęcka. Dodała, że do zakłócenia mikroflory dochodzi podczas cesarskiego cięcia, co u dzieci w ten sposób urodzonych zwiększa ryzyko infekcji, astmy i alergii pokarmowej.

"Spowodowane jest to tym, że mikroflora matki w niedostatecznym stopniu jest przenoszona na skórę dziecka w porównaniu do porodu naturalnego, kiedy dziecko ma kontakt z korzystnymi bakteriami, przechodząc przez drogi rodne matki. Można temu zaradzić, podając kobietom sterylny opatrunek użyty wcześniej jak tampon, po zabiegu wcierany w ciało dziecka" - wyjaśniała dr Gałecka. Dodała, że w USA i Polsce prowadzone są badania, które mają to potwierdzić naukowo, żeby takie praktyki można było wprowadzić do klinik położniczych.

Zbigniew Wojtasiński (PAP)

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| MEDYCYNA, NAUKA, PAP

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg