Mózg jak plastelina

Jak to możliwe, że osoby niesłyszące odczuwają rytm? Jak to możliwe, że wzrok ma wpływ na smak potraw? Jak to możliwe, że to, co słyszymy, ma wpływ na odczuwane przez nas zapachy?

Reklama

Nie, nie chodzi o synestezję. Rzeczywiście niektóre osoby odczuwają smak głosu lub kolorów albo zapach wyrazów, inne barwy liter, kształt muzyki czy kolory dźwięków… Synestezja to występowanie różnego rodzaju wrażeń zmysłowych pod wpływem bodźca, który powinien działać tylko na jeden zmysł. Opisane wyżej zdolności przejawia średnio jedna osoba na dwieście. Okazuje się jednak, że wszystkie mózgi wykazują niesamowitą plastyczność.

Co to znaczy w praktyce?

Być może to wina szkoły, że mózg postrzegamy jako zbiór niemal niezależnych elementów. Któryś jego fragment jest odpowiedzialny za słyszenie, inny za widzenie. Jest część mózgu, w której interpretowane są zapachy i smaki, jest w końcu ta jego część, w której lokują się inne jego funkcje. Tak właśnie wyobrażano sobie mózg kiedyś. Porównywano go do maszyny, która składa się z podzespołów. Ale taki obraz mózgu już dawno się przeterminował. Mózg nie jest zbiorem wielu autonomicznych elementów, tylko całością, w której choć istnieją wyspecjalizowane obszary, są one w stanie nie tylko wpływać na siebie, ale na dodatek przejąć kompetencje tych, które działają źle albo z jakichś powodów nie działają wcale.

Kilka lat temu szkocki psycholog, prof. Adrian North z Edynburga, przeprowadził bardzo ciekawy eksperyment. Na pierwszy rzut oka to, co zrobił, bardziej przypomina zabawę, ale gdyby głębiej się zastanowić… Profesor North sprawdzał, jak zmienia się smak wina, gdy pijemy je w czasie słuchania różnych rodzajów muzyki. Badani pili różnorodne rodzaje wina, a swoje wrażenia notowali w kwestionariuszach. Gdy naukowiec podsumował ankiety, okazało się, że to, co słyszymy, ma ogromny wpływ na to, jaki czujemy smak. Już wcześniej zauważano, że smak zależy od tego, jakie zapachy wpadają nam do nosa. To jest akurat dość logiczne. Smak i zapach to zmysły bardzo sobie bliskie. Wiedziano także, że smak potraw oceniamy także na podstawie tego, jak te potrawy wyglądają. Szkotowi (zresztą nie jemu pierwszemu) udało się eksperymentalnie pokazać, że smak zależy także od tego, jakimi jesteśmy otoczeni dźwiękami. Mechanizm tego fenomenu nie jest do końca poznany, ale naukowcy uważają, że różne rodzaje muzyki pobudzają inne części naszego mózgu, w tym te, które mają związek z innymi zmysłami.

Ale to nie wszystko!

Nakładanie się na siebie zmysłów jest bardzo ciekawą i nie do końca zrozumiałą cechą ludzkiego mózgu. W ekstremalnych warunkach może nam bardzo ułatwić życie. Gdy jeden ze zmysłów przestaje działać (np. w wyniku choroby albo wypadku), pozostałe bardziej się uaktywniają i przejmują część jego kompetencji. Gdyby mózg rzeczywiście był zbiorem autonomicznych obszarów, do czegoś takiego nigdy by nie doszło. Od wielu lat znane są przypadki osób, które np. straciły wzrok, ale zaczęły znacznie lepiej słyszeć i odczuwać dotykiem. Okazuje się, że to tylko maleńka próbka możliwości adaptacyjnych mózgu. Uczeni z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego badali plastyczność kory słuchowej i odkryli mechanizm odczuwania rytmów przez osoby niesłyszące. Wykazali oni, że ta część kory słuchowej, która u słyszących odpowiada za „słyszenie rytmów”, u głuchoniemych zaczyna rejestrować – niezależnie od ośrodka wzroku – błyski świetlne. Co więcej, robi to tak bezbłędnie, że wiele osób niesłyszących ma doskonałe poczucie rytmu, o ile mogą ten rytm „zobaczyć”, np. poprzez migające światła. Fenomen tego odkrycia polega jednak na tym, że zrozumiano, że za to poczucie rytmu wcale nie odpowiada ośrodek wzroku, tylko ośrodek słuchu, który zaczął „widzieć”. Badacze już wcześniej wiedzieli, że kora słuchowa u osób niesłyszących nie przestaje funkcjonować. Nie wiedzieli jednak, na czym polega jej aktywność. Pewne było, że nie przetwarza dźwięków, w końcu mówimy o osobie niesłyszącej. Wykonany w Krakowie eksperyment polegał na badaniu rezonansem magnetycznym osób słyszących i niesłyszących. W czasie badania osoby słyszące słyszały pulsujące dźwięki, a osoby niesłyszące pulsujące w takich samych sekwencjach obrazy (światła). Analiza wykazała, że mózgi osób z obydwu grup uaktywniały się w tym samym miejscu. W korze słuchowej. U osób słyszących kora słuchowa słyszy rytmy, a u osób niesłyszących widzi je. W obydwu przypadkach zamienia je na wrażenia, które można nazwać wyczuwaniem rytmu. – Mamy tu więc przestawienie zajmującej się rytmem części mózgu z jednego zmysłu na drugi: ze słuchu na wzrok. Przy czym zadanie – wyczuwanie rytmu – pozostaje to samo. Ta część kory słuchowej u głuchych zajmuje się więc tym samym co u słyszących: poczuciem rytmu, ale informacje czerpie z innego zmysłu – ze wzroku – tłumaczył w rozmowie z PAP dr hab. Marcin Szwed z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama