Życie, życie, wszędzie życie

Kolejny księżyc Układu Słonecznego został wpisany na listę miejsc, w których prawdopodobnie istnieje życie. Wspomniana lista ciągle się wydłuża i dzisiaj liczy już przynajmniej kilka pozycji.

Reklama

Kiedyś mówiło się, że na innych globach może istnieć życie. Nie patrzono jednak w kierunku któregoś konkretnego. To się zmieniło, ale nie pod wpływem badań kosmosu, tylko dzięki eksploracji Ziemi. Nurkując coraz dalej w morskich głębinach, badając coraz bardziej ekstremalne środowiska, zaczęliśmy – tutaj, na Ziemi – odnajdywać formy życia, o których nie mieliśmy pojęcia. I nagle okazało się, że życie może funkcjonować w tak skrajnych warunkach, iż naprawdę nie trzeba planety identycznej jak nasza, żeby mogło na niej coś żyć.

Argumenty już są

Chodzi oczywiście nie o życie złożone, inteligentne, tylko o proste i pewnie jednokomórkowe. Jedna z dość dobrze uargumentowanych hipotez mówi, że elementy składowe życia, czyli aminokwasy, „spadły” na Ziemię wraz z kometami. Tyle tylko, że komety uderzały (i wciąż to robią) nie tylko w powierzchnię Ziemi. Co więcej, istnieją meteoryty, w których, jak się wydaje, są ślady prostych organizmów żywych. Z eksperymentów przeprowadzonych już w erze lotów kosmicznych wiadomo, że bakterie bez problemu przeżywają nawet długotrwałe przebywanie poza ziemską atmosferą. A teraz zbierzmy to wszystko razem.

Elementy budujące najprostsze związki potrzebne do powstania życia były rozsiewane wszędzie. Istnieją (choć nieliczne) dowody na to, że proste organizmy żywe spadały na powierzchnię Ziemi (a więc i innych globów) we wnętrzu meteorytów. Poza tym na wielu globach są warunki, które w zupełności wystarczą do powstania i utrzymania prostego życia. Gdy dodać do tego, że na niektórych księżycach i planetach (np. na Marsie) widać procesy, które na Ziemi związane są z funkcjonowaniem życia… wniosek nasuwa się jeden. Jest wielce prawdopodobne, że Ziemia nie jest jedynym żywym ciałem niebieskim w Układzie Słonecznym. Takie wnioskowanie to oczywiście za mało, by ogłosić znalezienie życia poza Błękitną Planetą. Ale to wystarczająco dużo, by myśleć o misjach kosmicznych, które na części tych globów będą poszukiwały życia.

Na listę „żywych” księżyców Amerykańska Agencja Kosmiczna dopisała ostatnio jeden z kilkudziesięciu księżyców Saturna, czyli Enceladusa. W jego kierunku od dawna swój wzrok kierowali astrobiolodzy, ale niedawno odkryto, że na tym księżycu znajduje się wodór cząsteczkowy.

Kto przyniesie dowód?

Wodór cząsteczkowy to taki, w którym dwa atomy wodoru tworzą cząsteczkę H2. Na Ziemi takim wodorem „żywią się” najprostsze bakterie, które żyją na dnie oceanów, tuż przy kominach geotermalnych. To najprostsze formy życia, jakie możemy u nas znaleźć. Na Enceladusie jest wszystko, czego potrzebują te organizmy. Jest woda, są głębokie oceany (pokryte lodem), jest źródło energii, czyli wnętrze księżyca. No i jest pożywienie – znaleziony ostatnio cząsteczkowy wodór. Pod skutą lodem wodą musi być bardzo ciepło, bo już kilka lat temu odkryto gejzery wyrzucające gorącą wodę wysoko nad powierzchnię lodu. Czy istnienie warunków bardzo zbliżonych (identycznych?) do tych, które panowały na Ziemi, gdy tworzyło się na niej życie, to dowód na istnienie żywych organizmów? Nie! Ale to argument, by zagłębić się w temat i wysłać na Enceladusa sondę, która zanurkuje pod lód.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| KOSMOS, NAUKA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Maluczki
    04.05.2017 10:59
    A co będzie z naszym życiem, gdy wypalimy węglowodorami tlen z powietrza, którym oddychamy? O ile podniesie się wtedy poziom wody w morzach? Czy jakiś "uczony" w końcu powie o tym ludziom? Czy pieniądze wszystkim skutecznie zamknęły usta?
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama