Arytmie serce osiągają rozmiary epidemii

Gwałtowni zwiększa się w Polsce i Europie liczba chorych z migotaniem przedsionków, najczęściej występującą arytmią serca, która wkrótce osiągnie rozmiary epidemii - powiedzieli w poniedziałek eksperci na konferencji naukowej w Warszawie.

Reklama

Spotkanie zorganizowano z okazji 25 rocznicy wykonania pierwszego w Polsce zabiegu ablacji prądem o częstotliwości radiowej w leczeniu zaburzeń rytmu serca. Wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego prof. Łukasz Szumowski przypomniał, że zabieg ten w warszawskim Instytucie Kardiologii przeprowadził nieżyjący już prof. Franciszek Walczak.

"Prof. Walczak jest nestorem polskiej elektrofizjologii, to on wprowadził i rozpropagował w kraju metodę leczenia zabiegowego arytmii serca. Od tego czasu w IK wykonywane były zabiegi ablacji pionierskie w Polsce i jedne z pierwszych na świecie" - podkreślił prof. Szumowski, kierownik Kliniki Zaburzeń Rytmu Serca Instytutu Kardiologii w Warszawie, jeden z uczniów prof. Walczaka.

Specjalista dodał, że w ostatnich 25 latach znacznie zmieniła się technika wykonywania ablacji. Poza prądem o częstotliwości radiowej od niedawna wykorzystuje się również metodę krioablacji balonowej, czyli usuwanie przyczyny arytmii w mięśniu sercowym niską temperaturą.

"W najbliższych latach ablacja będzie wykonywana coraz częściej, ponieważ zwiększa się liczba osób cierpiących na arytmie serca, w tym szczególnie na migotanie przedsionków" - powiedział prof. Szumowski. Z danych przedstawionych na konferencji wynika, że arytmia ta występuje u 3 proc. osób po 20. roku życia.

W 2010 r. na całym świecie 32 mln osób miało migotanie przedsionków, a obecnie jedynie w Unii Europejskiej cierpi z tego powodu od 14 do 17 mln osób. Zabiegów ablacji wykorzystywanych do leczenie tej arytmii serca jest jednak niewiele. W 2016 r. wykonano w naszym kraju około 3 tys. ablacji, w tym najwięcej, bo ponad 600 w Instytucie Kardiologii.

Prof. Mariusz Pytkowski z Kliniki Zaburzeń Rytmu Serca powiedział, że ablacja jest metodą ratującą życie, gdyż migotanie przedsionków nie tylko obniża jakość życia chorych, ale dwukrotnie zwiększa ryzyko udaru mózgu. Tego rodzaju arytmia serca powoduje zaleganie krwi w przedsionkach, w której mogą powstać skrzepliny. Jeśli przedostaną się one do krwiobiegu, z prądem krwi mogą dotrzeć do tętnic mózgowych, zatkać i je wywołać niedokrwienie mózgu, czyli udar.

"Podłożem wielu arytmii, w tym również migotania przedsionków, jest niejednorodne przewodzenie w mięśniu sercowym" - wyjaśniał prof. Pytkowski. Dodał, że ablacja coraz częściej wykonywana jest zarówno dla ratowania życia, jak i poprawy jego jakości. "Wielu chorych z migotaniem przedsionków odczuwa lęk, u dzieci z tą arytmią stwierdzono zaburzenie funkcji poznawczych, a u dorosłych może nasilać się demencja" - powiedział.

Dyrektor Instytutu Kardiologii w Warszawie prof. Tomasz Hryniewiecki zwrócił uwagę, że w ostatnim 25-leciu w ośrodku tym wprowadzono wiele nowatorskich rozwiązań w zakresie elektrofizjologii. Podjęte tu badania przyczyniły się m.in. do opracowania europejskich i amerykańskich standardów postępowania z chorymi z częstoskurczami nadkomorowymi (do których zaliczą się migotanie przedsionków).

Obecny na poniedziałkowym spotkaniu wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin powiedział, że wykorzystanie badań do ratowania ludzkiego życia to najpiękniejsze czemu może służyć nauka. Dodał, że przyszłości powinno być coraz więcej osiągnięć i zastosowań polskiej nauki.

Zwrócił uwagę, że trwają szerokie konsultacje społeczne nt. reformy szkolnictwa wyższego, która ma być wprowadzona jesienią 2018 r. Przypomniał przy tym najważniejsze punkty reformy. Podkreślił, że głównym celem planowanych zmian jest przekierowanie środowiska naukowego z dominującej obecnie dydaktyki na badania naukowe.

Gowin powiedział, że założenia nowej ustawy o szkolnictwie wyższym będą szczegółowo omawiane podczas Narodowego Kongresu Nauki, który we wrześniu odbędzie się w Krakowie. Jednym z głównym tematów będzie również umiędzynarodowienie polskiej nauki.

Zbigniew Wojtasiński (PAP)

«« | « | 1 | » | »»

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

  • Gość
    02.06.2017 17:18
    Może nie rośnie tak bardzo Ale lekarze zaczynają wierzyć pacjentom. Ja miałam ablację ale zanim to nastąpiło, jakiś rok chodziłam od lekarza do lekarza zanim trafiłam na takiego który zrobił mi badania. Reszta tylko wysłała mnie na badania psychiatryczne. Nikt nie wierzył że objawy mogą być aż tak poważne.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama