Pojawia się i znika

Znika na ponad dwa lata, a potem nagle ląduje. Nie wiadomo, co robi tak długo w przestrzeni kosmicznej. Choć z zewnątrz przypomina miniaturową wersję wahadłowca, jakim Amerykanie przez wiele lat latali w Kosmos, w rzeczywistości jest jednym z najbardziej zaawansowanych technologicznie urządzeń w przestrzeni.

Reklama

Chodzi o miniwahadłowiec X-37B. Miesiąc temu wylądował po trwającym ponad 700 dni pobycie w Kosmosie. Misja oczywiście była tajna, ujawniono tylko niewielką porcję informacji. Przy okazji skrupulatnie wyliczono, że była to najdłużej trwająca tajna misja tego urządzenia. Co można robić w Kosmosie tak długo?

Tajemniczy

Robić można sporo, ale co robił X-37B, nie wiadomo. Nikt nie jest w stanie zweryfikować, czy prowadził badania naukowe, czy testował tajne technologie, czy może obserwował i nasłuchiwał. Wszystko jest możliwe, niczego nie można potwierdzić. Wahadłowiec należy do amerykańskiego ministerstwa obrony, czyli Pentagonu. To mówi wiele.

Wahadłowiec jest bezzałogowy i był budowany przez Boeinga na zlecenie (czy przy współudziale) agencji kosmicznej NASA. Miał być poligonem do badania nowych technologii cywilnych. To, co leci w Kosmos i co trafia do armii, musi być gruntownie sprawdzone i przetestowane. Stąd wiele technologii najpierw bada się „na sucho”, w urządzeniach, które nigdy nie wejdą do seryjnej produkcji, takich, których nie projektuje się po to, by kiedykolwiek powstawały kolejne ich egzemplarze. Chodzi tylko o to, by mieć platformę do testów. Co ciekawe, ta platforma na początku miała być cywilna. NASA chciała testować technologie, które miały być wdrażane w kolejnych wersjach wahadłowców. Tyle tylko, że w tym czasie wahadłowce – wszystkie – postanowiono wysłać na emeryturę. W efekcie, gdy powstał statek testowy, nie było w nim czego testować. Wtedy sprawą zainteresowało się wojsko. Był rok 2004, kiedy Pentagon i DARPA, czyli wojskowa agencja do spraw nowych technologii, przejęły X-37B. Od tej chwili wszystko pozostaje w sferze domysłów i przypuszczeń.

Wiadomo, że pojazd przez wiele miesięcy przebywa poza ziemską atmosferą i „patroluje” każdy kawałek nieba, także polską część. Wiele razy przekraczał linię Wisły. Pojazd ma własne silniki, więc może dowolnie zmieniać orbitę, na której się znajduje. Ma zatem coś, czego nie mają np. satelity szpiegowskie. Ich orbity są mniej więcej określone, a przeprogramowanie ich jest dość skomplikowane.

Autonomiczny

X-37B z wyglądu przypomina prom kosmiczny, ale jest blisko cztery razy mniejszy od niego. Ma niewielkie skrzydła i dość pokracznie duży (w stosunku do skrzydeł) kadłub z dwoma charakterystycznymi statecznikami. Ma też silniki, choć w przestrzeń wynoszony jest przez rakiety (np. z kosmodromu na przylądku Canaveral na Florydzie). Promy kosmiczne wznosiły się same, choć było to możliwe tylko dzięki doczepionym ogromnym zbiornikom paliwa (dlatego wznosiły się z pozycji pionowej). Miniwahadłowiec, podobnie jak promy, ląduje sam niczym samolot.

Jest pilotowany zdalnie, ale ma też bardzo dużą autonomię. Sam podejmuje decyzje, gdy zajdzie taka potrzeba, sam potrafi wyznaczyć sobie sposób realizacji celów zadanych przez człowieka. Sam potrafi też wylądować czy wejść w atmosferę, sam może także wybrać lotnisko, na którym usiądzie. Może latać nawet 1000 km nad naszymi głowami, czyli 10 razy wyżej, niż wynosi umowna granica pomiędzy ziemską atmosferą a przestrzenią kosmiczną, i kilka razy dalej, niż wynosi orbita Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.

Pierwszy lot miniwahadłowca odbył się w 2010 r. i trwał aż 8 miesięcy. Nigdy wcześniej takie urządzenie nie latało w Kosmosie. 8 miesięcy robiło wrażenie, ale to nie był kres jego możliwości. X-37B właśnie zakończył misję, która trwała ponad 700 dni, czyli dwa lata. Skąd urządzenie czerpie energię na tak długą misję? Do wchodzenia w atmosferę i do manewrów w atmosferze – z zainstalowanego silnika na paliwo, ale w Kosmosie wahadłowiec jest autonomiczny energetycznie, to znaczy, że do wszystkich jego funkcji wystarczy energia pozyskiwana z paneli fotowoltaicznych. Te panele X-37B może w dowolnej chwili rozwinąć i schować. Jedną z ostatnich pewnych informacji na temat wahadłowca jest ta, że ładowność jego luku bagażowego nie przekracza ładowności niewielkiej ciężarówki.

Bojowy?

Polityka Pentagonu w sprawie X-37B jest nieprzewidywalna. Raz amerykańskie ministerstwo obrony utajnia kompletnie wszystko, łącznie z datami startu i lądowania. W innym przypadku udostępnia część detali. Inną rzeczą jest to, że nie sposób sprawdzić, czy te detale mają cokolwiek wspólnego z rzeczywistością. Misja, która właśnie się zakończyła, należała do tych bardziej otwartych.

Pentagon twierdzi, że w czasie ostatnich dwóch lat ich automatyczny wahadłowiec przeprowadzał na orbicie dwa eksperymenty. Jeden polegał na testowaniu nowego silnika jonowego, nazwanego XR-5A. To ksenonowy (ksenon to gaz szlachetny) silnik wybudowany przez firmę Aerojet Rocketdyne, który w przyszłości ma służyć sondom do manewrowania na orbicie. Takie silniki mogą być także wykorzystywane do dalekich lotów w przestrzeń kosmiczną. Silniki jonowe mają niewielką moc, bardzo dużą wydajność i niewielkie rozmiary. Idealny zestaw cech jak na silnik, który ma pracować poza ziemską atmosferą. Jakie konkretnie próby były wykonywane? Jakie są ich wyniki? Na te pytania nikt oczywiście odpowiedzi nie udzieli. Drugi eksperyment miał polegać na testowaniu różnych materiałów wystawionych na długotrwałe działanie promieniowania kosmicznego. Testy próbek tych materiałów mają być kontynuowane w laboratoriach na Ziemi.

Patrząc na ujawnione dwa programy badawcze przeprowadzane w czasie ostatniej misji, można odnieść wrażenie, że X-37B to laboratorium cywilne, że naukowcy prowadzą dzięki niemu badania naukowe. Nie wiemy, ile prawdy jest w oświadczeniach Pentagonu. Nie wiemy, do jakich misji był testowany nowy napęd jonowy, nie wiemy też, jakie materiały testowano i do czego w przyszłości mogą być użyte. Poza tym aby przeprowadzić te wszystkie eksperymenty, nie trzeba osobnego pojazdu, jakim jest miniwahadłowiec. To wszystko można było zrobić na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej lub/i przy użyciu innych sond.

X-37B został wyprodukowany w przynajmniej dwóch egzemplarzach i niemal cały czas kursuje. Na ten rok zapowiedziany jest kolejny lot. Na razie nie ujawniono, na czym ma polegać następna misja ani jak długo ma trwać. Na forach internetowych można wyczytać, że X-37B może i jest platformą do testowania technologii, ale także, a może przede wszystkim, jest urządzeniem szpiegowskim. Może być też urządzeniem służącym do prowadzenia wojny w Kosmosie. Nie chodzi o wynoszenie w przestrzeń kosmiczną tradycyjnej broni (np. głowic bojowych), bo nie ma takiej potrzeby. Raczej chodzi o broń, która mogłaby być użyta do niszczenia satelitów należących do wroga. Formalnie nikt takiej broni w Kosmosie nie ma prawa mieć. Ale nie jest tajemnicą, że niektórzy (np. Chińczycy) prowadzili i pewnie wciąż prowadzą testy urządzeń, które w kluczowym momencie będą mogły staranować wrogie satelity. Może Amerykanie testują jeszcze inne sposoby na unieszkodliwianie elektroniki w Kosmosie? 

„Sonda 2”, niedziela 4 czerwca, godz. 14.30, sobota 10 czerwca, godz. 14.30.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama