Nagła sprawa

Lepiej biegać niż próbować ją zatrzymać – twierdzą amerykańscy naukowcy badający na myszach biegunkę podróżnych.

Reklama

Mój dwulatek niedawno wybrał się na wielką wyprawę eksploracyjną do ogrodu. Znalazłszy krzak pokryty zielonymi pomidorami, dwa z nich zerwał, „umył” w wodzie ze zbiornika do podlewania i zjadł.

Leczyć czy nie?

Dowiedziałam się o tym jakieś 12 godzin później, gdy pojawiła się trudna do opanowania biegunka. My, dorośli, też wybieramy się czasami – jak mój dwulatek – w świat, choć wystarczy wybrać się tylko w dalszą podróż, a związany z tym stres plus spożycie posiłku w nie najbardziej higienicznych warunkach kończą się desperackim i częstym szukaniem toalety, bólem brzucha, czasem gorączką, osłabieniem i odwodnieniem. Jednak oprócz biegunki podróżnych istnieją rozliczne poważne, a nawet śmiertelne schorzenia związane z tym wyczerpującym organizm i bardzo dokuczliwym objawem, a wywoływane przez czynniki zakaźne. Wystarczy wymienić tak groźnego dla małych dzieci rotawirusa czy przecinkowca cholery albo salmonellę.

Już Hipokrates opisał biegunkę jako schorzenie i powiązał ją ze złym przechowywaniem żywności, pasożytami, żółtaczką, dyzenterią i cholerą. Hipokrates i jego naśladowcy kazali się pacjentowi z biegunką dużo nawadniać. Rozumieli też, że na ogół sama przejdzie. Zwłaszcza jeśli samoczynnie pojawią się wymioty. Paracelsus 1800 lat później uważał jednak, że biegunkę trzeba leczyć. Rozważał stosowanie w tych przypadkach magnetytu lub opioidów w postaci laudanum. I ten spór z różnym nasileniem trwa do dziś. Kręci się wokół prostego w zasadzie pytania: po co nam biegunka? Czy jest jak katar lub kaszel, które pomagają nam pozbyć się nadmiaru chorobotwórczego czynnika oraz zniszczonych zapaleniem tkanek? Wtedy bowiem zatrzymywanie jej byłoby szaleństwem. Czy może jednak utrata wody i elektrolitów, do której dochodzi podczas biegunki, to tak wielkie zagrożenie dla życia, że trzeba za wszelką cenę zatrzymać samą biegunkę?

(Nie)powiązane białka

Naukowcy z Brigham and Women’s Hospital postanowili zmierzyć się z tym pradawnym dla medycyny, a podstawowym przecież pytaniem. Jak woda z organizmu dostaje się do jelita przez jego nieźle kontrolowane na ogół ścianki? Po odpowiedź udali się do szczurów laboratoryjnych zakażonych niegroźną dla ludzi bakterią Citrobacter rodentium. Jest to model biegunki podróżnych. U ludzi to schorzenie najczęściej wywołują szczepy pałeczki okrężnicy Escherichia coli, wytwarzające enterotoksynę (tzw. ETEC). Wyniki badań opublikowano w prestiżowym piśmie „Cell Host & Microbe” w czerwcu.

Czytamy tam, że u zakażonych szczurów laboratoryjnych niemal natychmiast pojawiały się w okolicy jelita komórki układu odporności, które produkowały białko immunologiczne o nazwie interleukina 22. Ta zaś wiązała się z nabłonkiem wyściełającym szczurze jelito i powodowała tam powstawanie innego białka, zwanego claudin-2. To właśnie białko potrafi wpływać na komórki nabłonka jelit tak, że rozluźniają się ich ścisłe jak dotąd połączenia i w ciągu dwóch dni od zakażenia znacznie więcej wody z organizmu może się dostać tą nowo otwartą drogą do światła jelit. Wszystko to dzieje się, zanim stan zapalny sprawi, że pojawi się ból, wyczerpanie czy gorączka.

Trzeba przeczekać

Oba wspomniane białka są znane w ludzkim organizmie, nigdy jednak dotąd nie stwierdzono ich powiązań. Nie wiadomo, czy odkryty szczurzy mechanizm odpowiedzi na zakażenie bakteryjne wywołujące biegunkę jest u ludzi identyczny. Ciekawe jest jednak, że myszy, które genetycznie zmieniono tak, by produkowały nadmiar białka claudin-2, miały biegunkę cały czas, nawet bez zakażenia – ale od tego nie umierały. Te zaś, które pozbawiono genetycznie zdolności produkcji claudin-2, zupełnie nie radziły sobie z zakażeniem bakterią. Były bardzo chore, choć wcale nie miały biegunki. Ich układ odporności zupełnie nie umiał zwalczyć Citrobacter rodentium. Zamiast zatem biegać wesoło po klatce już w 11–12 dniu od zakażenia, walczyły z nim o 10 dni dłużej. Wniosek z tego taki, że biegunka jest raczej efektem ubocznym działania mechanizmów, które pomagają nam walczyć z tym, co jest wrogiem naszego organizmu. Jeżeli na siłę będziemy starali się kłopotliwe konsekwencje biegunki zatrzymać, w pewnym sensie ograniczamy zdolności obronne naszego ciała i w efekcie… dłużej będziemy chorować. Wniosek: choć czujemy się koszmarnie, biegunka może być wielką łaską. 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Lekarz
    06.09.2017 08:30
    Mam gorącą prośbę do redakcji GN. Nie publikujcie takich rewelacji pseudomedycznych, podlanych sosem wiary, bo komuś może to zaszkodzić. Artykuły medyczne na tematy szczegółowe są dla profesjonalistów i laik nie wyciągnie prawidłowych wniosków, bo nie zna całości zagadnienia. To nie jest lektura popularnonaukowa, gdzie wszystko jest wytłumaczone "od pieca". Na świecie główną przyczyną śmierci dzieci do lat trzech są skutki odwodnienia i zaburzeń elektrolitowych w przebiegu biegunki. Zatem żadna to "wielka łaska" taka biegunka. PS.Więcej p.Tomasza Rożka. Ten człowiek pisze zawsze z sensem, mądrze i ciekawie.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama