Mięso z laboratorium

Dwóch znanych i bogatych wizjonerów zainwestowało pieniądze w firmę, która bada możliwości hodowli mięsa w laboratorium. Mięsa, które – choć prawdziwe – nigdy nie było… częścią zwierzęcia.

Reklama

Przyznaję, że dość trudno opisywać temat hodowli sztucznego mięsa. W naszym języku chyba brakuje na to słów. Mięso jest „częścią” zwierząt. Zwierzęta hoduje się, żeby mieć mięso. Z punktu widzenia biologa mięsem są mięśnie szkieletowe i to, co do nich przylega. Gdyby chcieć zaglądać głębiej, można by powiedzieć, że jest to zbiór komórek. Z punktu widzenia chemika to łańcuchy różnie ułożonych, wzbogaconych innymi pierwiastkami, atomów węgla i wodoru. Być może jesteśmy u progu przedefiniowania czegoś, co jest oczywistą oczywistością.

Sztuczne czy nie?

Już kilka lat temu serwisy prasowe na całym świecie informowały, że dzięki biotechnologii w laboratoriach Uniwersytetu w Maastricht powstał mięsień, który co prawda składa się z żywych komórek, ale ich podziały nie zachodziły we wnętrzu organizmu zwierzęcego, lecz na laboratoryjnej szalce. Innymi słowy, w tym mięśniu tylko niewielka część komórek była „częścią” zwierzęcia, a reszta pochodziła z podziałów wywołanych sztucznie. Samo w sobie nie jest to wielkie osiągnięcie. Procesu namnażania komórek w odpowiednich warunkach dokonuje się od wielu lat. Dotychczas celem takich zabiegów była na przykład transplantologia. Jednak być może technologia ta będzie stosowana także przez przemysł żywnościowy. Na wspomnianym już Uniwersytecie w Maastricht profesorowi Markowi Postowi udało się w ten sposób namnożyć na tyle dużo komórek mięśniowych, że mógł z nich… usmażyć hamburgera.

Czy mięso, którego użył, było hodowane? Tak, ale nie na pastwisku, tylko na laboratoryjnym stole. Czy było ono „sztuczne”? Cóż, naturalne w tym sensie, że nie było zamiennikiem, jakąś papką, która ma tylko smak i zapach mięsa. Składało się z żywych komórek. Sztuczne dlatego, że komórki te nigdy nie były częścią zwierzęcia. Jak smakował kotlet wyhodowany na szkle? Podobno był bez smaku. Choć można by powiedzieć, że smakował słono. Bo jego koszt wyniósł około miliona dolarów. – Rzeczywiście barierą jest cena. Ale ona nie może nas powstrzymać przed próbami – powiedział wtedy prof. Mark Post. – Niewątpliwie trzeba usprawnić technologię produkcji, tak by stała się wydajniejsza – dodawał. To było kilka lat temu. Do dzisiaj zostało to poprawione.

Warto się zastanowić, dlaczego kotlet z probówki był bez smaku. Bo mięso to nie tylko włókna mięśniowe. W naturze pomiędzy nimi znajduje się np. krew czy tłuszcz wraz z rozpuszczonymi w nich związkami chemicznymi – także takimi, które nadają smak i zapach. Same mięśnie smaku nie mają. A tymczasem w laboratorium namnażano same mięśnie. Zrobiony z nich kotlet jest więc nie czerwony czy różowy, tylko szaro-przezroczysty. Oczywiście jest to tylko niewielka przeszkoda na drodze ku mięsu z probówki. Do wszystkiego można dodać polepszacze smaku i zapachu. Jest jeszcze jedna różnica pomiędzy mięśniami sztucznymi i naturalnymi. Te drugie, pracując, zmieniają z czasem swoją strukturę. Są twardsze albo elastyczniejsze. Mięśnie namnażane w laboratorium rozmnażają się pod wpływem bodźców chemicznych, a nie fizycznych. Są więc wiotkie. Ich konsystencja przypomina galaretkę. Choć także ten problem można rozwiązać, dodając jakiś środek żelujący.

Smacznego!

Wspomniane wyżej różnice najpewniej są albo już rozwiązane, albo zostaną rozwiązane wkrótce. Skąd ta pewność? Dwóch znanych i bogatych wizjonerów, Bill Gates i Richard Branson, postanowiło zainwestować w firmę, która chce produkować „sztuczne” mięso na skalę komercyjną. Bill Gates jest amerykańskim przedsiębiorcą, założycielem korporacji Microsoft, potęgi na rynku informatycznym. Z kolei Richard Branson jest Brytyjczykiem, miliarderem, właścicielem obejmującej ponad 400 firm Virgin Group. Jego przedsiębiorstwa zajmują się bodaj wszystkim. Od telefonii komórkowej, przez turystykę, po loty w kosmos. Swoje pieniądze podarowali także inni bogacze. W sumie uzbierały się 22 miliony dolarów. Kilka lat temu za tę kwotę można byłoby wyhodować 22 kotlety. Dzisiaj dzięki takiej dotacji można znacznie więcej. Memphis Meats – bo to ta firma dostała wsparcie – pokazała, że potrafi wyprodukować mięso drobiowe (kurcząt i kaczek) oraz wołowe bez udziału zwierząt.

Dziś ponad 70 proc. powierzchni gruntów rolnych poświęcona jest na hodowlę zwierząt. W przyszłości te potrzeby będą jeszcze większe. Gdzie w takim razie hodować zboża czy inne rośliny jadalne? Tym bardziej że tych też trzeba coraz więcej, bo liczba ludności wzrasta. Wydaje się, że wyjścia są dwa. No, może trzy. Pierwsze: budowanie fabryk, w których mięso będzie hodowane sztucznie, a następnie wzbogacane o smak i zapach. Drugie to ograniczenie spożycie mięsa na rzecz spożycia roślin. Trzecie to przyzwyczajenie się do jedzenia białka pochodzącego z owadów. Smacznego.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Bolek
    30.09.2017 15:54
    Papka dla proletariatu - mięso "identyczne z naturalnym". Polepszacze, utwardzacze i inna "chemia spożywcza". Czy oni mają ludzi za aż takich głupków? Odpowiedź: TAK! Sami będą wcinać prawdziwe mięso od prawdziwych zwierząt a dla mas: papka mięsopodobna.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama