Wszystkie skarby Antarktydy

Polska Stacja Antarktyczna w każdej chwili może zostać pochłonięta przez ocean. Postawienie budynku w bezpiecznym miejscu to koszt 90 mln zł. Ale to małe pieniądze w porównaniu z tym, co Polska może stracić.

Reklama

W Wyspę Króla Jerzego, gdzie zlokalizowana jest Polska Stacja Antarktyczna im. H. Arctowskiego, wściekle uderza sztorm. Burza nie ma litości – ogromne fale biją jak szalone w brzeg, wdzierając się 20 metrów w głąb lądu, a wiatr przerzuca ważące kilkadziesiąt kilogramów przedmioty. Jest czwartek, 21 maja 2015 r. Niszczycielska siła na zawsze zabiera część nabrzeża. Uszkodzony zostaje jeden z mniejszych drewnianych obiektów, zabrany ląd tuż przy budynku głównym – jedynym przystosowanym do przetrwania zimy. Od tego dnia główny budynek, nazywany ze względu na kształt samolotem, znajduje się tylko metr od brzegu. Dla porównania, przed 30 laty była to odległość 30 metrów.

Dla polskich naukowców oznacza to jedno – albo powstanie nowy budynek w nieco innej lokalizacji, albo stacji grozi przerwanie prestiżowych całorocznych badań. Ale utrata Arctowskiego to nie tylko cios dla polskiej nauki. Utrzymanie całorocznych badań to ważna karta przetargowa na światowej arenie gospodarczej. Dlaczego?

Światowy prestiż za małe pieniądze

W Antarktyce (czyli na Antarktydzie i otaczających kontynent wyspach na południe od 60 równoleżnika) działa około 80 stacji badawczych (w tym 40 całorocznych), które należą do 29 państw. Najwięcej placówek posiadają kraje znajdujące się najbliżej Białego Kontynentu – Argentyna i Chile. Kilka dużych stacji mają też np. Amerykanie – wśród nich ośrodek zlokalizowany na biegunie południowym. Polska stacja im. Arctowskiego jest stosunkowo niewielka. Składa się z kilkunastu budynków rozmieszczonych na dość dużym obszarze i widać, że czas odcisnął na niej swoje piętno. Ostatni poważny remont był tutaj przeprowadzony 20 lat temu. W ubiegłych latach konserwacja Arctowskiego polegała głównie na wbijaniu po raz kolejny gwoździ w te same dziury. Ale pomimo tego ośrodek prowadzi nieprzerwanie liczne badania naukowe z zakresu wielu dyscyplin. Wśród nich tak prestiżowe projekty jak badanie klimatu, lodowców czy tzw. gatunków wskaźnikowych (np. pingwinów, których liczebność i jej zmiany pozwalają na oszacowanie bezpiecznej dla środowiska wielkości połowów kryla – cenionego skorupiaka występującego w rejonie Półwyspu Antarktycznego).

Każdego roku w kierunku stacji im. Arctowskiego wyrusza całoroczna polska wyprawa antarktyczna – w tym roku była to już 42. ekspedycja. W skład zespołu wchodzą nie tylko osoby odpowiedzialne za kontynuację projektów badawczych, ale również specjaliści w takich dziedzinach jak energetyka, mechanika, informatyka czy medycyna. Jest tu również kucharz. To kilkunastoosobowa drużyna, dzięki której na Arctowskim można przetrwać surową antarktyczną zimę. Morze zamarza tutaj już w czerwcu, a żeglowanie staje się ponownie możliwe dopiero we wrześniu. I chociaż temperatury nie spadają tak bardzo jak w kontynentalnej części Antarktydy, to i tak średnia roczna wynosi –2 st. C.

Nieustanna obecność polskich naukowców w Antarktyce ma z międzynarodowego punktu widzenia ogromne znaczenie. Zasady współistnienia państw w tej części świata reguluje Układ Antarktyczny, podpisany pod koniec lat 50. XX wieku. Zgodnie z nim oraz dokumentami uzupełniającymi zawieszono wszystkie roszczenia terytorialne dotyczące Białego Kontynentu. Stał się on strefą zdemilitaryzowaną, wprowadzono zakaz wydobycia surowców naturalnych oraz bardzo restrykcyjne normy ochrony przyrody. W praktyce w sposób ciągły na najzimniejszym lądzie świata obecni są jedynie naukowcy. I to oni pełnią też nieformalną funkcję strażników Układu. Prawo głosu przy renegocjacjach tego dokumentu mają tylko państwa, które prowadzą poważną działalność naukową w Antarktyce głównie w stacjach całorocznych. Polska – dzięki stacji Arctowskiego – jest w tym elitarnym gronie. Antarktyda jest więc jedynym kontynentem, gdzie o realnej sile danego państwa decyduje nie ilość i rodzaj posiadanej broni, ale obecność naukowców. W tej perspektywie roczne koszty utrzymania stacji na poziomie 6 mln zł nie wydają się duże.

Lodowy skarbiec Ziemi

Antarktyda to bardzo bogaty w surowce naturalne kontynent. Pod ziemią i lodem, głównie na obrzeżach, znajdują się m.in. złoża platyny, złota, miedzi, niklu, gazu, ropy i rud żelaza. Co ważne – złoża nietknięte dotąd ludzką ręką. Taki stan rzeczy gwarantuje wspomniany już Układ Antarktyczny, który Polska również podpisała. Zakaz wydobycia skarbów Antarktydy obowiązuje do 2048 r., kiedy to państwa sygnatariusze posiadające prawo głosu będą mogły wspólnie podjąć decyzję o jego podtrzymaniu lub zakończeniu. Wszystko wskazuje na to, że zwycięży druga opcja, szczególnie że ten wątek już zaczyna pojawiać się w dyskusjach nad przyszłością Antarktydy. W tym roku, podczas zjazdu sygnatariuszy traktatu w Pekinie, temat eksploatacji tamtejszych złóż został po raz pierwszy poruszony oficjalnie przez Chiny. Stacja Arctowskiego gwarantuje Polsce możliwość aktywnego uczestnictwa w tych rozmowach. Dlatego budowa nowego budynku zimowego jest tak pilna, nie tylko z punktu widzenia nauki, ale też gospodarki.

– Projekt nowego całorocznego budynku stacji jest już gotowy. W trzykondygnacyjnym obiekcie mają się znaleźć 35 całorocznych miejsc noclegowych (11 pokoi dla personelu stałego i 24 miejsca w izbach 4-osobowych dla badaczy) oraz nowoczesne laboratorium (to, z którego korzystamy obecnie, pamięta lata 70). – mówi dr hab. Robert Bialik, kierownik Zakładu Biologii Antarktyki Instytutu Biochemii i Biofizyki [IBB] PAN, operator Polskiej Stacji Antarktycznej. – Pomieści też kuchnię oraz jadalnię z możliwością szybkiej adaptacji na salę konferencyjną – dodaje. Nowy budynek główny miałby zastąpić obecny, któremu w każdej chwili grozi zniszczenie przez morze, systematycznie zabierające kolejne metry wybrzeża. Już teraz w czasie większych sztormów fale obijają się o okno jednego z pokoi.

Problem z realizacją projektu jest prozaiczny – koszty tej inwestycji to 90 mln zł. Dlaczego aż tyle? – Ta kwota to całkowite koszty, które zawierają w sobie nie tylko wykonanie projektu, zakup materiałów i wynajęcie oraz utrzymanie pracowników firm budowlanych i ciężkiego sprzętu, którego przecież na co dzień w rejonie Arctowskiego nie ma, ale także wysokie koszty transportu materiałów – mówi Bialik. – Dostarczenie nowego budynku na Wyspę Króla Jerzego, gdzie znajduje się stacja, wymaga załadowania go do ok. 120 20-stopowych kontenerów. Statek, który obecnie obsługuje Arctowskiego, jest w stanie zabrać na pokład 2 takie kontenery, a podróż trwa 42 dni w jedną stronę. Budowa nowej stacji wymaga więc wynajęcia znacznie większej jednostki. Poza tym prace budowlane można prowadzić maksymalnie przez 4 miesiące w roku, więc realizację projektu trzeba rozłożyć na kilka lat – podkreśla.

Zdążyć przed oceanem

Instytut Biochemii i Biofizyki PAN już dwukrotnie składał w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego wniosek o sfinansowanie koniecznych prac, jednak – pomimo pozytywnego zaopiniowania projektu – za każdym razem odmawiano. Jednorazowe dofinansowanie w kwocie 90 mln zł przekracza możliwości resortu. Jedyna szansa na uzyskanie pieniędzy dla Arctowskiego to współdziałanie międzyresortowe. Problem w tym, że stacja jako placówka podlegająca MNiSW może wnioskować o pieniądze tylko do swojego ministerstwa. W tej sytuacji piłka jest po stronie rządzących.

W sprawie stacji Arctowskiego intensywnie działają nie tylko pracownicy Zakładu Biologii Antarktyki IBB PAN, ale również najważniejsze polskie autorytety naukowe. Wielokrotnie głos zabierał m.in. prof. Michał Kleiber, były prezes PAN. Badacz podkreśla, że utrzymanie całorocznej stacji to nie tylko kwestia prestiżu polskiej nauki, ale wręcz polska racja stanu. I trzeba zrobić wszystko, by nowy budynek powstał w możliwie krótkim czasie.

A jest o co się bić. Prawo do decydowania o przyszłości Antarktydy, które teraz Polsce przysługuje, może zostać zmyte przez większy sztorm. A w najlepszym razie mocno osłabione. I chociaż z naszej codziennej perspektywy wydobycie surowców na Białym Kontynencie wygląda trochę jak ekonomiczne science fiction, to już teraz walka o gospodarcze wpływy w tej części świata jest zażarta. Nieprzypadkowo Chiny systematycznie umacniają tam swoją obecność (powstajejuż piąta, chińska, ogromna stacja warta miliardy dolarów), co budzi protesty Australii i Nowej Zelandii. Nie bez przyczyny o możliwość budowy całorocznej stacji antarktycznej intensywnie zabiegają teraz takie kraje jak… Turcja, Pakistan czy Malezja, a w istniejących już ośrodkach naukowych pojawiają się przedstawiciele władzy różnych państw (np. książę Karol czy wiceprezydent USA), aby podkreślić swoją obecność na ostatnim jak dotąd wciąż niczyim kawałku świata.

W tym kontekście 90 mln zł to koszty biletu gwarantującego Polsce udział w grze o najbogatszy skarbiec świata i dającego bezpośredni dostęp do rezultatów wszystkich prowadzonych na Antarktydzie badań naukowych. •

Czy wiesz że:

* Polska Stacja Antarktyczna im. H. Arctowskiego powstała w roku 1977 przede wszystkim z potrzeb gospodarczych: stała stacja była koniecznym warunkiem, by Polska mogła korzystać z bogatych łowisk ryb i kryla w strefie wokół Antarktydy. * Arctowski to jedna z 40 całorocznych stacji badawczych na Antarktydzie, dzięki czemu Polska znajduje się w prestiżowym gronie państw mających prawo głosu w sprawie przyszłości Białego Kontynentu. * Polska stacja słynie z jednej z najlepszych kuchni na Antarktyce – tradycyjne polskie potrawy robią furorę wśród badaczy z innych krajów. * Arctowski to niejedyna polska placówka badawcza w historii Antarktydy. W przeszłości, w latach 1959–1979, na stałym lądzie działała okresowa stacja badawcza im. A. Dobrowolskiego. Nie prowadzono jednak w niej stałych badań, odwiedzana była okresowo ze względu na położenie w głębi kontynentu.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama