Kiwanie głową

Rozwijamy się, mądrzejemy nie dzięki powszechnej zgodzie, tylko dzięki ścieraniu się racji.

Reklama

Niby nie lubimy tych, którzy nam schlebiają, ale z drugiej strony tych, którzy się z nami zgadzają, uważamy za ludzi atrakcyjniejszych i przystępniejszych.

Znajomy ksiądz stwierdził kiedyś, że lubi, gdy po Mszy Świętej w zakrystii pojawia się ktoś, kto nie zgadza się z tezami jego kazania. To zdaniem księdza dowód na to, że wierny w ogóle słuchał. To prawda, gdy nie słuchamy, gdy nie wsłuchujemy się, ze wszystkim się zgadzamy. Sprzeciw i zderzenie opinii mogą się pojawić tylko wtedy, gdy wsłuchujemy się w argumenty. Owszem, jest grupa ludzi, która zawsze jest przeciwnego zdania, ale o polityce – postanowiłem sobie – nie będę tutaj pisał.

Rozwijamy się, mądrzejemy nie dzięki powszechnej zgodzie, tylko dzięki ścieraniu się racji. Fundamentem nauki, a nawet edukacji jest wymiana poglądów, a nie bezkrytyczne przyjmowanie poglądów. Innymi słowy – powinniśmy cieszyć się wtedy, gdy ktoś nam nie przytakuje. Powinniśmy się cieszyć, gdy ktoś ma inne zdanie niż my. Sam fakt, że musimy przed nim uzasadnić nasze opinie, bardzo nas wzbogaca. Tyle teoria.

W praktyce lubimy przytakiwaczy. Dziecko, które w szkole zadaje pytania, nie mówiąc już o wyrażeniu opinii odmiennej od nauczycielskiej, dość często ma… przechlapane. Nie lepiej jest wśród rówieśników. Dlaczego tak jest? Myślę, że chodzi o ekonomię, albo inaczej o racjonalizację wydatków energetycznych.

Z zasady nie lubimy się przemęczać, a dyskusja wymaga wysiłku. Może nie fizycznego (nie piszę tutaj przecież o argumencie siły, tylko o sile argumentów), ale na pewno wysiłku intelektualnego. Uzasadnianie, dowodzenie, przekonywanie, wyszukiwanie argumentów… to dość wymagające czynności. I choć w dłuższej perspektywie przynoszą spore zyski, to w krótszej nie widać z nich żadnego pożytku. Potwierdzają to zresztą badania naukowe. Naukowcy z uniwersytetów Hokkaido i Yamagata przeprowadzili serię eksperymentów, w których grupie ochotników pokazywano pewne wideo. Stworzone w technologii komputerowej postaci przytakiwały, zaprzeczały lub pozostawały w bezruchu w odpowiedzi na wypowiedziane przez ochotnika twierdzenie. Uczestnicy eksperymentu mieli następnie ocenić te wygenerowane postaci pod względem atrakcyjności, przystępności i poziomu sympatii. Po podsumowaniu okazało się, że przytakujących uważamy za sympatyczniejszych i atrakcyjniejszych. Chętniej się nimi otaczamy, mimo że bardziej rozwija nas przystawanie ze sceptykami.

Nie zawsze warto iść na łatwiznę, choć w krótszej perspektywie zawsze to się opłaca. Często przypominam to moim pociechom, tylko czy zechcą w to uwierzyć? Wchodzą w wiek totalnego sceptyka. To dobrze, porozwijamy się razem. 

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| FELIETONY, NAUKA

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama