Co tam się dzieje?

O akcji ratunkowej w Himalajach mówił cały świat. Niewielu jednak zdaje sobie sprawę z tego, jak ekstremalne warunki panują w wysokich górach.

O wypadkach himalaistów słychać co jakiś czas, bo śmierć jest na stałe wpisana w ten sport. Idąc w wysokie góry, spotykają się z nią wręcz fizycznie. Ciała osób, które spadły, które na chwilę usiadły i zasnęły, są niemymi świadkami wspinaczek innych. Wiele z tych ciał, w niemalże nienaruszonym stanie, znajduje się na górskich szlakach. Nikt ich nie sprząta. A niska temperatura doskonale je konserwuje. To, że tam zimno – wie chyba każdy, to, że można odpaść od ściany – też wydaje się oczywiste. Ale na czym polega choroba wysokościowa, o której w ostatnich dniach tak wiele mówiono?

Za mało tlenu

Niektórzy twierdzą, że jest bardziej niebezpieczna niż mróz, że jest nawet gorsza od lawin. Skąd takie twierdzenie? Bo zabija więcej osób. Tam, gdzie z powodu wysokości tlenu jest jak na lekarstwo, każdy krok to wysiłek czasami nie do pokonania. Tu nie chodzi jednak tylko o mięśnie. Bo zmęczenie jest – w porównaniu z innymi symptomami choroby – drobiazgiem.

Tutaj warto wyjaśnić dość często pojawiające się nieporozumienie, które wynika z pewnego skrótu myślowego. Mówi się, że wraz z wysokością jest coraz mniej tlenu w powietrzu. To nieprawda. Tlenu w powietrzu jest zawsze tyle samo, czyli około 21 procent. Prawie całą resztę stanowi azot. Problemem jest to, że z wysokością spada ciśnienie, a więc gęstość powietrza. W praktyce na poziomie morza na „zasilenie” całego organizmu w tlen na kilka sekund wystarcza jeden oddech, na dużych wysokościach natomiast jeden oddech dostarcza tlenu zbyt mało. Człowiek tam, hen wysoko, nawet gdyby brał bardzo głębokie oddechy, dostarczy tylko 1/3 tej ilości tlenu, jakiej dostarczyłby na nizinach. Tlen jest organizmowi bardziej niezbędny do życia niż woda. Bez wody można poradzić sobie nawet kilkanaście godzin, ale bez tlenu nie da się przeżyć nawet kilku minut. Co się dzieje, gdy tlenu jest za mało? Jego niedobór zaczyna doskwierać już powyżej 2,5 tys. m n.p.m. Doświadczeni ratownicy twierdzą, że nie da się przebywać powyżej 5 tys. m bez uszczerbku dla swojego zdrowia. Powyżej tej wysokości atmosfera jest dwukrotnie rzadsza, a więc tlenu w naszym oddechu jest dwukrotnie mniej. To powoduje bóle głowy, mięśni, wymioty, a także bezsenność. Do tego dochodzą skutki psychiczne, takie jak apatia i halucynacje, kłopoty z koncentracją i orientacją w przestrzeni.

Gdy do tego dodamy zimno i silny wiatr oraz znacznie podwyższone ryzyko urazów fizycznych, okazuje się, że wspinaczka wysokogórska to droga przez mękę. Powyżej 5 tys. m do tego wszystkiego często dochodzi obrzęk płuc. W pęcherzykach płucnych zbiera się płyn, który zmniejsza powierzchnię, przez którą z rzadkiego na tej wysokości powietrza tlen może przedostać się do krwi. Obrzęk może spowodować, że nawet szybko oddychający człowiek po prostu się udusi. Ratownicy mówią jasno, że przy obrzęku płuc trzeba natychmiast wracać na niższe wysokości. Podobnie jest w przypadku obrzęku mózgu. Tam w górze nie ma na to lekarstwa. Trzeba natychmiast schodzić. O ile ma się świadomość tego obrzęku, a z tym bywa różnie, bo jedną z jego konsekwencji są halucynacje.

Ostatnie zejście

Czy te objawy są nieuniknione? Nie do końca. Sporo zależy od konkretnej osoby. Niektórzy są bardziej, inni mniej podatni na konsekwencje m.in. choroby wysokościowej. Kolejnym czynnikiem jest pogoda. Gdy jest dobra, człowiek męczy się mniej, a to znaczy, że inne objawy są łatwiejsze do przezwyciężenia. Najważniejszą jednak rzeczą jest aklimatyzacja. W tak wysokie góry nie idzie się z marszu, choć zdarza się, że niektórzy próbują. Ludzki organizm ma niesamowite wręcz zdolności adaptacyjne. Człowiek musi mu jednak dać czas na to, by te zadziałały. Jeden przykład z wielu: gdy mózg „zorientuje się”, że mimo oddychania mamy wciąż za mało tlenu, zaczyna produkować więcej czerwonych krwinek (erytrocytów). To one są odpowiedzialne za roznoszenie tlenu po całym organizmie. Więcej erytrocytów oznacza w praktyce, że człowiek jest w stanie lepiej funkcjonować w środowisku o obniżonym ciśnieniu. Na uruchomienie zwiększonej produkcji trzeba dać jednak czas. Stąd dni przerwy we wspinaniu, stąd nocowanie na konkretnych wysokościach, stąd przerwy co kilkaset metrów. Stąd (dotyczy to himalaizmu wysokogórskiego) wchodzenie wysoko i schodzenie do obozu poniżej na nocleg. Dopiero kolejnego dnia można nocować w obozie wyżej położonym. Ale niektórzy chcą szybciej. Ci, nawet gdy dochodzą, giną w czasie zejścia. Statystyki mówią, że 30 proc. śmiertelnych ofiar himalaizmu to osoby schodzące ze szczytu. Wyniszczony wchodzeniem organizm odmawia posłuszeństwa. Często wtedy, gdy osoba schodząca nie ma świadomości stanu, w jakim się znajduje. •

„Sonda 2”, niedziela 11 lutego, godz. 9.45.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Autopromocja