Miasta na zielono

W Londynie za wjazd samochodem do centrum trzeba słono zapłacić. W Bernie, stolicy Szwajcarii, w niektóre obszary w ogóle nie można wjeżdżać. W stolicach Belgii, Holandii czy Danii coraz więcej osób pozbywa się samochodów.

Reklama

Do tego, że z powodów ekologicznych ruch samochodowy w centrach wielu europejskich miast jest mocno ograniczany, można się już było przyzwyczaić. Samochód w dużym mieście to kłopot. Oczywiście o ile można polegać na komunikacji publicznej. Jest tańsza, bywa szybsza (także w Warszawie autobusy mają przeznaczone tylko dla siebie pasy) i może być ekologiczna (gdy władze miasta zainwestują w nowoczesne autobusy). W wielu miastach na obrzeżach znajdują się duże parkingi, z których do centrum kursują autobusy, metro czy tramwaj.

Ale te pomysły coraz częściej wydają się zbyt liberalne. Nie we wszystkich miastach można wybudować duże parkingi. Poza tym takie rozwiązanie nie jest opcją dla mieszkańców miast, tylko dla przyjeżdżających. Jak tych pierwszych zmusić do tego, by nie kupowali kolejnego samochodu czy przesiedli się na rower? W Londynie władze postanowiły wprowadzić słone opłaty. Po centrum mogą poruszać się tylko taksówki i autobusy. Od wprowadzenia tego systemu ruch w mieście mocno sie zmniejszył.

Na inny pomysł wpadły władze takich miast jak Amsterdam, Kopenhaga, a w mniejszym stopniu Bruksela czy Paryż. Tam do używania własnego samochodu skutecznie zniechęcają duży ruch i niemożność poszerzenia starych, często jednopasowych uliczek. Samo zniechęcenie to jednak za mało. Co w zamian? W niektórych metropoliach za darmo, w innych za niewielką opłatą można wypożyczyć rower. Wypożyczalnie są automatyczne i czynne całą dobę. Rower można wypożyczyć na jednym końcu miasta, a oddać na drugim. W Paryżu z wypożyczalni korzystają nie tylko mieszkańcy, ale także turyści.

Rowery, opłaty, usprawnianie komunikacji miejskiej to teraźniejszość (choć nie w Polsce). Jaka będzie przyszłość? W Europie prym wiedzie Dania. Już dzisiaj ponad jedna trzecia mieszkańców Kopenhagi do pracy dojeżdża na rowerach. To jednak mało. Władze Danii chcą odnowić starą dzielnicę portową i stworzyć tam ekologiczne miasteczko Norhavnen. Prace już trwają, ale inwestycja w stolicy jest o dwie długości w tyle za miasteczkiem, a właściwie wyspą Samso, położoną w cieśninie oddzielającej Bałtyk od Morza Północnego. Na modernizację wyspy wydano 50 mln euro. Inwestycja przynosi rezultaty, bo wyspa jest wietrzna, a mieszkańców niewielu (4300 osób). W efekcie – gdy mocno wieje – Samso jest samowystarczalne energetycznie.

Europa nie jest jedynym miejscem na świecie, gdzie trwają prace nad miastem, w którym ludzie będą żyli w zgodzie z przyrodą (czy to się nie wyklucza?). W Chinach, które kojarzą się z przestarzałym przemysłem i starą infrastrukturą, niedaleko Pekinu powstaje miasto Tianjin. Za 15 lat ma tutaj mieszkać 350 tys. ludzi. Konstruktorzy i projektanci obiecują, że miasto będzie energetycznie samowystarczalne. Chińczykom brakuje energii, choć cały czas rozbudowują swoją sieć elektrowni.

Tianjin ma nie tyle rozwiązać problemy energetyczne Państwa Środka, ile pokazać, czy z technicznego (i finansowego) punktu widzenia można już dzisiaj projektować miasta, które będą same sobie produkowały energię, oczyszczały wodę i neutralizowały śmieci. W Tianjin transport ma być szynowy, a wysokiej jakości filtry mają powodować, że woda z wodociągu miejskiego będzie tak samo dobra jak ta kupowana w plastikowych butelkach. Te ostatnie są dużym obciążeniem dla środowiska naturalnego.

Kilkadziesiąt kilometrów od stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Abu Dabi, powstaje miasto Masdar. Tutaj ma obowiązywać całkowity zakaz posiadania prywatnych samochodów, a woda aż w 90 proc. ma być oczyszczana i ponownie tłoczona do wodociągów. W południowokoreańskim mieście New Songdo (planowane otwarcie w 2015 r.) mają być dozwolone tylko samochody napędzane elektrycznie. Czy to dobry pomysł? Zależy gdzie. W Polsce, gdzie przeważająca część energii elektrycznej jest produkowana z węgla, samochody elektryczne bardziej szkodzą, niż pomagają środowisku.

Z kolei w stolicy Szwajcarii, w Bernie, po to, by większym samochodem dostać się na drugi koniec miasta ,trzeba – nadkładając sporo kilometrów – objechać je dookoła. Bo choć drogi w centrum są szerokie, w imię ochrony środowiska mieszkańcy nie zgadzają się na ruch vanów. Tylko czy nadkładanie kilometrów i dodatkowe spalanie benzyny to na pewno pomoc dla środowiska?

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama