Początek świata

Fragment książki "Jeden świat. Wzajemne relacje nauki i teologii", Wydawnictwo WAM, 2008 .:::::.

Reklama

Twierdzenie, że Wszechświat zaczął się od Wielkiego Wybuchu oraz twierdzenie, iż Bóg stworzył świat nie są z sobą bezpośrednio sprzeczne, gdyż należą one do różnych kategorii sądów. Można by je z sobą bezpośrednio porównać jedynie wówczas, gdyby Bóg był przyczyną świata w tym samym sensie, co pierwotny stan osobliwości Wielkiego Wybuchu, który spowodował wszystko, co nastąpiło po nim. Wówczas dopiero mielibyśmy do czynienia z sytuacją, w której musielibyśmy wybierać pomiędzy Bogiem a Wielkim Wybuchem, w podobny sposób jak pięćdziesiąt lat temu kosmologowie musieli wybrać pomiędzy teorią Wielkiego Wybuchu a teorią stabilnego stanu Wszechświata. W teologii zawsze uważano, że Bóg nie jest jedną z wielu przyczyn ani jednym z wielu przedmiotów poznania. Jego relacja do świata jest całkowicie odmienna od relacji pomiędzy którymikolwiek z jego elementów. Boga należy pojmować jako twórcę i gwaranta praw natury. Jego rolą jest utrzymywanie świata w istnieniu. Stworzenie zaś należy rozumieć jako nieustanny akt stwórczy Boga, który chwila po chwili podtrzymuje istnienie świata. Działanie Boga nie ogranicza się bowiem jedynie do początkowego impulsu.

Dlatego właśnie, podobnie jak wielu innych naukowców, którzy są zarazem wierzącymi chrześcijanami, jestem przekonany i o stworzeniu świata przez Boga, i o tym, że świat zaczął się wraz z Wielkim Wybuchem. Przekonania te można opisać w kategoriach różnicy pomiędzy pytaniami „jak” i „dlaczego”, o których wspomniałem na początku tego rozdziału. Jeśli ktoś uważa, że rosnąca spójność i trafność teorii naukowych pozbawia Boga roli Stwórcy, to obala jedynie domniemaną boskość Boga-zapchajdziury. Podobnie też żadne odkrycia naukowe same z siebie nie są w stanie potwierdzić prawdy o stworzeniu. Stąd wniosek, że wystąpienie papieża Piusa XII, który w swej mowie do członków Papieskiej Akademii Nauk w roku 1951 uznał za stosowne stwierdzić, iż kosmologiczna teoria Wielkiego Wybuchu, dająca możliwość oszacowania wieku Wszechświata, ma dla teologii większą wartość niż inne możliwe ujęcia historii kosmosu, było dość niefortunne. Tego rodzaju poparcie papieża dla pewnej określonej teorii naukowej było równie kłopotliwe i mylące co osąd jego poprzednika Urbana VIII, który zakwestionował teorie Kopernika i Galileusza.

Podobnie też żadne istotne konsekwencje dla teologii nie wynikają ze spekulacji na temat początków Wszechświata, których autorem jest fizyk Alan Guth. Zaproponował on hipotezę, która na pierwszy rzut oka wydaje się być naukową wersją doktryny o stworzeniu świata z niczego. Owa czarodziejska sztuczka, dzięki której wydaje się nam, że można wyprowadzić coś (a właściwie wszystko) z niczego została opisana przez Gutha w jego słynnym sformułowaniu, zgodnie z którym Wszechświat to „darmowy obiad”. Mechanizm działania tej sztuczki wiąże się z osobliwymi własnościami próżni odkrytymi we współczesnej fizyce. W ujęciu klasycznym próżnia to po prostu pustka, która niczego nie zawiera i w której nic się nie dzieje. Heisenberg uznał jednak, że próżnia kwantowa bynajmniej nie jest tak nieruchoma. Wszystkie możliwe stany materii – fotony, elektrony, różne rodzaje kwarków itd. – wyznaczone są przez pole kwantowe. Stan, w którym wszystkie pola mają najmniejszą energię to stan próżni, czyli bezwzględny stan wyjściowy. Nie ma w nim ani fotonów, ani elektronów, ani kwarków itd., lecz nie oznacza to, że nic się tam nie dzieje. Wręcz przeciwnie, próżnia w teorii kwantowej to rodzaj ula, w którym aż huczy od ruchu. Nie ma w niej trwałych cząstek elementarnych, lecz istnieją za to ciągłe fluktuacje, w których cząstki co chwila pojawiają się i znikają. Jest to konieczne ze względu na zjawisko zwane „ruchem punktu zerowego”. Najłatwiej zrozumieć je wyobrażając sobie prosty system fizyczny, jakim jest wahadło. W fizyce klasycznej najniższy poziom energii ma ono wówczas, gdy ramię wahadła spoczywa w najniższej pozycji. Wiemy wówczas gdzie jest (najniżej) i jak się zachowuje (spoczywa). Według Heisenberga taka dokładna wiedza jest niemożliwa. Twierdzi on przeto, że w swym najniższym stanie energetycznym wahadło nieznacznie drga – znajduje się prawie, lecz nie na samym dole i prawie, lecz nie zupełnie spoczywa. Owe drgania to właśnie ruch punktu zerowego. Jeśli rozszerzymy jego właściwości na złożone pole kwantowe, otrzymamy pełną fluktuacji próżnię, o której mówiłem.

Pogląd Gutha nawiązuje do tych właściwości kwantowej próżni. Większość fluktuacji to małe wahania, lecz niezwykle rzadko może się trafić i wielkie. Nim zniknie, zadziała, według Gutha, mechanizm inflacji i rozedmie punkt, w którym zaszła taka ogromna fluktuacja, do rozmiarów Wszechświata, w którym żyjemy. Voila! Wszystko powstało z niczego.


«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama