Transatlantyk XXI wieku

Gigantyczny, superluksusowy. Do podniebnej służby wchodzi właśnie największy samolot pasażerski świata Airbus 380. .:::::.

Reklama

Na dziewiczy lot super-jumbo linie Singapore Airlines wybrały trasę Singapur–Sydney. Bi-lety wystawiono na internetowej aukcji w portalu e-bay. Jeden z biletów na pierwszą klasę znalazł nabywcę za 125 tys. funtów brytyjskich, czyli prawie 700 tys. zł. W sumie z aukcji biletów uzyskano 1,25 mln dolarów.
Megaliner, jak go nazwano w Airbusie, zdetronizował Boeinga 747 (jumbo jeta), który przez ostatnie lata był największym pasażerskim statkiem powietrznym świata.

Nowy rekordzista ma prawie 80 m rozpiętości skrzydeł (15 m więcej od konkurenta), niespełna 73 m długości (o 2 m więcej niż Boeing 747), a wysokość 24,1 m oznacza, że ogon maszyny sięga mniej więcej 8. piętra. Masa własna maszyny wynosi 277 ton, a maksymalna masa startowa – 560 ton. Airbus – przy maksymalnym zagęszczeniu foteli – jest w stanie przewieźć jednocześnie 800 osób. To dlatego, że jest pierwszym w historii samolotem, który ma pełne dwa pokłady. Jumbo jet też niby ma dwa pokłady, ale pokład górny nie zajmuje całej długości kadłuba – tworzy na nim charakterystyczny garb. Jednak tak naprawdę niewiele A380 będzie latać z 800 pasażerami na pokładzie. Na przykład egzemplarz rozpoczynający właśnie służbę w Singapore Airlines ma 471 miejsc w trzech klasach.

Samolot z wodotryskiem

Trochę przesady jest też w podkreślaniu luksusowego charakteru nowego samolotu. Wprawdzie w ofercie jest m.in. zabudowanie w nowym airbusie salki gimnastycznej, pomieszczeń odnowy biologicznej, barów, sal do gier, miniplaców, zabaw dla dzieci, sklepów czy pryszniców, ale zdaje się, że linie lotnicze bardziej zainteresowane są obniżeniem kosztów zakupu maszyny, która katalogowo kosztuje co najmniej 235 mln euro.

W dziedzinie bezpieczeństwa producenci chlubią się m.in. specjalnym komputerowym systemem kontroli lotu. To ważne, zwłaszcza dlatego, że w A380, podobnie jak w mniejszych modelach airbusa, nie ma już żadnego mechanicznego czy hydraulicznego połączenia między kabiną pilota a elementami sterującymi na skrzydłach i ogonie. Do kierowania maszyną służy urządzenie przypominające komputerowy joystick. Złośliwi twierdzą, że w kokpicie brak już tylko miejsca dla małpy, która by lała po paluchach pilota, chcącego dotknąć któregoś z przełączników.

A gdyby zaszła konieczność awaryjnej ewakuacji wszystkich pasażerów, to do jej wykonania wystarczy 78 sekund. Sprawdzono to podczas testu w zaciemnionym hangarze Airbusa w Hamburgu.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama