Smacznego transgenicznego

Statek z genetycznie zmodyfikowaną soją już wpływał do portu w Gdyni. Ale dopadli go ekolodzy z Greenpeace. Jeden nawet przykuł się do kotwicy. .:::::.

Reklama

Czy to szlachetni obrońcy naszego zdrowia? Niezupełnie, bo żywność genetycznie zmodyfikowana nie jest taka straszna, jak ją malują. Ekolodzy tak straszą tą tajemniczą „żywnością transgeniczną”, że rzeczywiście można się wystraszyć. Zwłaszcza jeśli nie jest się specjalistą z biologii.

Tymczasem prawda jest taka, że ludzie od dziesięciu tysięcy lat genetycznie modyfikują żywność. Na przykład piękne złote kłosy zbóż pełne ziaren, które kołyszą się na polskich polach, nigdy by nie powstały bez ingerencji człowieka. Jeszcze 11 tys. lat temu nasi przodkowie znajdywali pszenicę i jęczmień wśród wielu podobnych, polnych traw. Wartość odżywcza tych zbóż w porównaniu z dzisiejszą była żałośnie niska. Ludzie poprawiali ją stopniowo. Drogą selekcji tworzyli coraz lepsze odmiany.
A żyto, koronne polskie zboże? Żyto powstało z chwastu, który rósł na polach pszenicy. Ludzie zauważyli, że można go też uprawiać, dopiero jakieś trzy tysiące lat temu. Od tego czasu żyto przeszło ogromną ewolucję. Wszystkich tych zmian ludzie dokonali bez udziału laboratoriów. Jednak sama natura takich roślin nigdy by nie stworzyła.

My, szczury

Ekologicznych działaczy to jednak nie przekonuje. Mówią, że modyfikacje dokonane przez naukowców to coś zupełnie innego. I dramatycznie ostrzegają: „Staliśmy się szczurami doświadczalnymi w gigantycznym eksperymencie. Spożywamy żywność zmienioną genetycznie bez dostatecznego sprawdzenia, czy jej spożywanie jest bezpieczne dla zdrowia ludzi”.

Profesor Tomasz Twardowski z Komitetu Biotechnologii PAN zżyma się, kiedy słyszy takie argumenty. – Przecież korzystamy z całego szeregu dobrodziejstw cywilizacji, o których nie wiemy, jaki dokładnie mają na nas wpływ. Używa pan przecież telefonu komórkowego albo kuchenki mikrofalowej. Mnóstwo badań żywności transgenicznej zostało już przeprowadzonych. Ile jeszcze trzeba badań, żeby przekonać ekologów? Nawet Komisja Europejska stwierdziła, że ta żywność jest równie bezpieczna, albo równie niebezpieczna, jak każda inna żywność! – mówi.

Pierwsze rośliny zmodyfikowane genetycznie w naukowych laboratoriach pojawiły się na świecie w latach 80. Przed dziesięcioma laty naukowcy uzyskali dynię odporną na wirusy. Wkrótce pojawiła się kukurydza odporna na szkodniki. Okazało się, że w wielu przypadkach produkcja takiej żywności jest lepsza dla środowiska i zdrowia ludzi. Choćby dlatego, że rolnicy nie muszą rozpylać nad polami tylu środków chemicznych przeciwko szkodnikom, bo transgeniczne rośliny radzą sobie same.

Ekolodzy oskarżają jednak: „Te zmienione genetycznie rośliny produkują substancje szkodliwe dla insektów. Ale my to później też jemy!”. – I co pan na to? – pytamy profesora Twardowskiego. – Ta toksyna o nazwie Bt jest trucizną, ale tylko dla owadów! Dla ssaków to białko nie jest szkodliwe – wyjaśnia.

Gen do genu

Naukowcy zmieniają rośliny przez umieszczenie w nich jakiegoś pojedynczego genu innego organizmu. Pomidor może dostać gen ryby albo świni. Dzięki takiej zmianie koncentrat pomidorowy nie będzie się na przykład tak szybko psuł. Jeśli naukowcy będą rozwijać ten kierunek, przemysł spożywczy nie będzie musiał dodawać do żywności tylu konserwantów. Przeciwnicy i entuzjaści żywności transgenicznej mogą dyskutować godzinami. Jej zwolennicy przekonują, że jeszcze nikomu nie zaszkodziła. A przez to, że jej produkcja jest bardzo wydajna, może się zmniejszyć na Ziemi plaga głodu. Przeciwnicy z pasją odpowiadają, że taka żywność może w przyszłości jakoś niekorzystnie odbić się na zdrowiu ludzi. Że trzeba by wielu lat badań, żeby się przekonać.

Prof. Twardowski: – Z czym by porównać takie argumenty... O, proszę: rozmawiamy teraz przez telefon. Jak mi pan udowodni, że mnie pan czymś nie zarazi w trakcie tej rozmowy telefonicznej? No, proszę mi to zaraz udowodnić...! – nalega. – To wcale nie jest śmieszne. Organizacje potępiające żywność genetycznie zmodyfikowaną stosują dokładnie takie argumenty – uważa profesor.



Gość Niedzielny 50/2005

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama