Wiara w spotkaniu z nauką - Konfrontacja

Fragment książki "Bóg, niepotrzebna hipoteza?", Wydawnictwo WAM, 2004 .:::::.

Wiara podejmująca ryzyko spotkania z nauką! Zagadnienie w pewnym sensie tak stare jak ludzki umysł, niecierpliwie dążą-cy do zrozumienia i poznania wszystkiego. Ale XVI wiek otwiera nową fazę w dziejach tego tradycyjnego zderzenia. Rodzi się nowy świat. Erazm, Kopernik, Kolumb, Luter; renesans, reformacja, i odkrycie Ameryk, a przede wszystkim budzący się świt naukowego myślenia. I wraz z nim rzucone Kościołowi poważ-ne wyzwanie: niech się trwożnie nie zamyka w sobie, niech się otworzy na dostrzeżone nagle nowe wymiary świata. Wraz z innymi podejmuje to wyzwanie Ignacy Loyola i jednoznacznie an-gażuje swych towarzyszy w śmiałe przedsięwzięcie: ku chwale Boga, akt wiary w umysł człowieka! Bo stwarzając świat, Bóg stworzył jednocześnie nasz krytyczny umysł. Intuicyjnie wyczuwa się, że zamiast opuszczać świat i uciekać od niego, chrześci-janin powinien go zdobywać. Kolegia, uniwersytety i laboratoria stają się głównymi warsztatami, mającymi służyć budowaniu królestwa. Wraz z upływem czasu i zmieniającymi się okolicznościami, to angażowanie się w świat badań i duszpasterstwa intelektualnego będzie przybierało rozmaite formy, ale nigdy nie opuści terenów przygranicznych, na których nauka stawia wyzwania wierze. Spróbujmy spokojnie, bez pośpiechu przemierzyć te ryzykowne szlaki.

Whitehead mógł napisać, że wiara i nauka to dwie siły sprawcze w dziejach człowieka. Trzeba jednak przyznać, że od epoki renesansu i sprowokowanej przezeń rewolucji naukowej równowaga tych dwu sił często ulegała zachwianiu, a ich komplementarność bywała niekiedy bardzo utrudniona; wielu zrezygnowało z prób ich harmonizowania. W XVII i XVIII stuleciu niekwestionowana dotąd dominacja teologii stopniowo ustępuje miejsca królestwu naukowej racjonalności – aż do popadania w ekscesy języ-ka scjentyzmu, któremu niekiedy ulegali nawet naukowcy. Wspomnieliśmy Laplace’a zapewniającego cesarza Napoleona, że „Bóg jest niepotrzebną hipotezą”, jeśli nie wręcz niebezpieczną... Oczy-wiście, od takich skrajności już w dużej mierze uwolniliśmy się, przyznając jednocześnie myśli naukowej należną autonomię w jej różnych dziedzinach.

Jedno jeszcze trzeba stwierdzić: podczas gdy świat chrześci-jański epoki średniowiecza dysponował systemem kategorii, który wydawał mu się kompletny i nienaruszalny, to pojawienie się nowożytnej nauki zdecydowanie zakwestionowało tę jedność: rozbiło budowaną przez piętnaście stuleci syntezę chrześcijań-skiej teologii, uważaną dotychczas za ostateczną. Nowa nauka od samego zarania rozwija się poza obrębem teologii; stanie się ona konstytutywnym elementem autonomicznych rejonów do-świadczenia. Co więcej, w oczach wielu współczesnych zacznie uchodzić za jedyne uprawnione źródło poznania. Jak niekiedy się twierdzi, wartość ma to tylko, co należy do domeny „nauki”, co nosi na sobie jej etykietkę i daje się wyrazić w formułach chemicznych czy matematycznych.

Nie mamy tu na myśli przedstawiania tego długiego procesu wstrząsów podważających naszą racjonalność, nie tutaj miejsce na wyjaśnianie jego uwarunkowań, referowanie sukcesów i porażek, śledzenie czterech wieków historii czasów nowożytnych. Wystarczy zająć się ostatnim dziesięcioleciem, tym, które nas wprowadzi w kolejne tysiąclecie. Wiara podejmująca ryzyko spotkania z nauką? – To pytanie, a raczej wyzwanie, dotyczy żyją-cych dzisiaj mężczyzn i kobiet. Uwolnione od roszczeń episte-mologicznych, obojętne wobec racji socjologa i badań historyka, pytania i wyzwania mają dla współczesnych nam przede wszystkim i w pierwszym rzędzie charakter egzystencjalny. W jaki sposób dzisiejszy człowiek odczuwa, jak przeżywa i przyjmuje fak-tyczną jukstapozycję świata myśli naukowej i świata wiary, zwłaszcza w jej chrześcijańskim wydaniu?
 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama