W poszukiwaniu prawdy o Całunie

Najpierw, w kwietniu 1988 roku, pod okiem prof. Giovanniego Riggi di Numana z Turynu wykrojono niewielki kawałek tkaniny o rozmiarach 8,1 x 1,6 cm i wadze 300 mg. Potem próbkę pocięto na trzy części, zapakowano do specjalnie przygotowanych pojemników i wręczono przedstawicielom trzech laboratoriów.

We wszystkich tych ośrodkach miały zostać dokonane oznaczenia wieku płótna za pomocą izotopu węgla C14.

Niezrozumiała ”satysfakcja” mediów

Sześć miesięcy później, 13 października 1988 r., w Niemczech ogłoszono ”naukową bombę”. Nigdy nie zapomnę, z jaką satysfakcją tamtejsze gazety obwieszczały następnego dnia ”zmierzch” Całunu Turyńskiego. Wiem, że również w prasie anglojęzycznej pojawiły się złośliwe wypowiedzi z kręgów niechętnych katolicyzmowi o rzekomo ”największym fałszerstwie w dziejach Kościoła”. Najbardziej zdumiewały mnie jednak westchnienia ulgi ze strony niektórych katolików, szczęśliwych, że problem wreszcie został ”raz na zawsze” rozwiązany. Do dziś nie potrafię zrozumieć nadgorliwości ówczesnego metropolity Turynu, kardynała Ballestrero, który na podstawie zawodnej - jak się potem okazało - metody badawczej stwierdził autorytatywnie, że ”płótno Całunu pochodzi z okresu średniowiecza”. Komunikat ten większość mediów skwapliwie uznała za oficjalne stanowisko Kościoła, mimo zastrzeżenia, iż ”nauka dopiero oceni podane wyniki badań”. Ale w takim razie, zamiast wyrywać się przed orkiestrę, należało raczej poczekać na rzetelną ocenę owych wyników...

Dziś widać wyraźnie, że wydanie pochopnego wyroku na Całun Turyński miało, oprócz potężnych nacisków ideologicznych, swoje pseudonaukowe źródło w chęci wylansowania jedynie słusznej metody, zabsolutyzowania jej i uczynienia z niej najwyższego, ostatecznego i nieomylnego w swoich opiniach trybunału. Rolę tę powierzono wspomnianej na wstępie metodzie węgla radioaktywnego C14, mimo że już parę lat wcześniej pojawiały się głosy uczonych podważające jej wiarygodność.

A jednak zawodna...

Ci, którzy ostrzegali przed możliwością wypaczenia wyników badań, zwracali w pierwszym rzędzie uwagę na fakt, iż metoda ta daje duży rozrzut czasowy. Wymaga ona, aby badany przedmiot nie zawierał żadnych zanieczyszczeń. Ponieważ - jak pisze wybitny znawca tematu, senior polskich syndologów, Stanisław Waliszewski - ”zasadą tej techniki jest określanie wieku jakiegoś przedmiotu na podstawie pomiaru zawartości C14, przy założeniu, iż cały izotop węgla pochodzi z asymilacji węgla w okresie życia organizmu (np. rośliny). Jeżeli próbka zostanie »skażona« przez dodatkową ilość C14, wówczas oznaczenie jest błędne, a dany materiał staje się pozornie »młodszy«”. Liczne przykłady takiej właśnie zawodności stosowania metody C14 podaje włoski uczony Giuseppe Pace.
 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Autopromocja