Narodziny życia na Ziemi

Fragment książki "Kościół i nauka", Wydawnictwo WAM, 2003 Spontaniczne narodziny Ewolucja materii abiotycznej w odległej przeszłości Doświadczenia laboratoryjne Krytyka teorii .:::::.

Reklama

Teoria ewolucyjna od swych początków zakładała, że wszystkie gatunki biologiczne rodziły się jedne z drugich. Nie tak dawno doszło do tego przekonanie, że u zarania dziejów życie pojawiło się na Ziemi na drodze ewolucji z materii nieożywionej.

Spontaniczne narodziny

Sformułowanie takiej tezy przychodzi dosyć łatwo, gdyż już od starożytności mówiono o spontanicznych narodzinach niższych form życia z materii nieożywionej. To przekonanie panowało nie tylko w kręgach mniej światłych, ale także wśród uczonych tej miary, co Needham, Buffon, Oken, Trevirano, Von Baer... Jeszcze w drugiej połowie ubiegłego wieku popierają ją Büchner i Moleschott, a Frémy, Fouchet, Joly, Musset przeprowadzają w paryskiej Akademii Nauk doświadczenia na jej poparcie.

W historii nauki szczególne miejsce zajmują doświadczenia przeprowadzone przez L. Pasteura. Ten wybitny francuski chemik i lekarz wykazał podczas wykładu w paryskiej Akademii Nauk (1862), a potem na konferencji w Sorbonie (1864), brak jakichkolwiek podstaw naukowych do owej tezy. Argumenty przytaczane na jej potwierdzenie pochodziły ze źle przeprowadzonych eksperymentów, a także z nazbyt dowolnej interpretacji faktów naukowych.

W historii nauki szczególne miejsce zajmują doświadczenia przeprowadzone przez L. Pasteura. Ten wybitny francuski chemik i lekarz wykazał podczas wykładu w paryskiej Akademii Nauk (1862), a potem na konferencji w Sorbonie (1864), brak jakichkolwiek podstaw naukowych do owej tezy. Argumenty przytaczane na jej potwierdzenie pochodziły ze źle przeprowadzonych eksperymentów, a także z nazbyt dowolnej interpretacji faktów naukowych.

Ewolucja materii abiotycznej w odległej przeszłości

E. Haeckel bronił poglądu, że we wczesnym stadium rozwoju Ziemi powstały szczególne warunki, choć ich nie precyzuje, które doprowadziły do powstania życia. Po nim wielu uczonych usiłowało podać więcej konkretów. Wysunięto przypuszczenie, iż pierwotna atmosfera mogła być zbliżona w swym składzie do tej, jaką obecnie posiada Jupiter, Saturn czy Neptun, planety na niższym szczeblu ewolucji od naszej.

Miałaby ona składać się z pary wodnej, metanu, amoniaku, dwutlenku siarki, wodoru i paru innych gazów. Pozbawiona wolnego tlenu, umożliwiała przenikanie promieni ultrafioletowych do powierzchni Ziemi, co z kolei umożliwiało syntezę różnych związków organicznych. Związki te, z powodu braku w atmosferze wolnego tlenu, który by je zniszczył, gromadziły się w morzach aż do momentu, gdy – jak twierdzi J.B.S. Haldane – „prymitywne oceany osiągnęły konsystencję gęstego i ciepłego bulionu”.

Ten brytyjski biochemik przedstawia w Rationalist Annual (1929) poglądy swych poprzedników. Kilka lat wcześniej inny biochemik, Rosjanin A.I. Oparin, wydał krótką monografię Jak powstało życie na ziemi (1924), w której rozwinął podobne koncepcje. Oparin i Haldane nie zakładają, w przeciwieństwie do teorii spontanicznych narodzin, że dziś mogą spowodować powstanie życia z materii abiotycznej, ale że tak właśnie ono powstało dzięki specjalnym warunkom i okolicznościom, jakie zaszły na Ziemi w drodze ewolucji. W 1952 r. Amerykanin H.C. Urey powraca w dziele The Planets (Planety) do tez Oparina i Haldane’a.


«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama