Fakty i spekulacje

Polska i cały świat zadają sobie pytanie, jak doszło do katastrofy polskiego samolotu prezydenckiego.

Reklama

Gdy piszę te słowa, nie są jeszcze publicznie znane wyniki badania „czarnych skrzynek” rozbitej maszyny. Wszelkie informacje dotyczące przebiegu tragicznych zdarzeń są więc czystymi spekulacjami. W dodatku pojawiło się mnóstwo fałszywych albo niepewnych informacji, które raczej zaciemniają, niż wyjaśniają cokolwiek. Na przykład media podawały, że pilot polskiego Air Force 1 aż cztery razy podchodził do lądowania. Zaraz potem pojawiły się komentarze, wedle których taka sytuacja była anormalna i mogłaby się zdarzyć chyba tylko na wojnie. Tymczasem prezydencka maszyna najprawdopodobniej podchodziła do lądowania tylko raz, a informacje o czterech próbach wzięły się z błędnego tłumaczenia rosyjskiego określenia „czetwiortyj razworot”, które nie oznacza czwartego podejścia do lądowania, a czwarty skręt, czwarty zwrot, który miał wprowadzić samolot na ostatnią prostą, czyli na oś pasa startowego. W internecie opublikowano też rzekome nagrania rozmów pilotów tupolewa z kontrolą lotów. Potem jednak pojawiły się stwierdzenia, że były to nagrania rozmów pilotów innego samolotu i kontrolerów innego lotniska.

Nie spekulujmy
Zbyt pospieszne wydają się wypowiedzi obciążające odpowiedzialnością pilotów polskiego samolotu, którzy mieli zignorować polecenia kontroli lotów, nie odpowiadać na komunikaty i w ogóle mieć problemy z porozumiewaniem się w języku rosyjskim. Były dowódca VIP-owskiego pułku lotniczego Tomasz Pietrzak informował w TVN24, że kapitan prezydenckiej maszyny znał rosyjski, a zgodnie z międzynarodowymi zasadami ruchu lotniczego pilot prezydenckiego samolotu nie ma obowiązku wykonywania zaleceń kontroli lotów. Piloci nie muszą też odpowiadać na wszystkie połączenia z jej strony, zwłaszcza, jeśli są w tym czasie zajęci kierowaniem maszyną i śledzeniem jej położenia.

A polscy piloci z pewnością byli bardzo zajęci pracą, bo mgła nad lotniskiem w Smoleńsku była gęsta. Ponadto nie było tam zainstalowanych nowoczesnych urządzeń wspomagających lądowanie (ILS). Były jedynie, pochodzące technologicznie sprzed pół wieku, prymitywne urządzenia systemu NDB. Mimo to lotnisko nie było oficjalnie zamknięte. Nie było więc kategorycznego zakazu lądowań. Przyczyny katastrofy badają zarówno służby rosyjskie, jak i polskie. Ważne, że otwarcie „czarnych skrzynek”, rejestrujących parametry lotu oraz rozmowy w kabinie pilotów, odbyło się z udziałem ekspertów z Polski, co wyklucza podejrzenia o ewentualną nierzetelność czy stronniczość rosyjskich śledczych. Badany powinien być czynnik ludzki (zachowanie pilotów i kontrolerów lotu), panujące w chwili katastrofy warunki atmosferyczne, a także sprawność wszelkich urządzeń. Mam na myśli systemy samolotu (o ile to możliwe), a także urządzenia nawigacyjne i meteorologiczne zainstalowane na lotnisku.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama