Paluszki damy...

Dwanaście kilometrów od centrum Warszawy można kupić wszystko, co dostępne na światowych rynkach kwiatów, owoców i warzyw. Tutaj między innymi zaopatrują się Kancelaria Premiera oraz Pałac Prezydencki.

Reklama

Większość stołecznych restauracji zaprasza klientów od godz. 12.00. Trzy godziny wcześniej otwierają się osiedlowe kwiaciarnie, a chwilę po nich te w galeriach handlowych. Jednak wielu restauratorów i florystów zaczyna dzień o 4.00 rano w podwarszawskich Broniszach, na największym w Europie Środkowo-Wschodniej rynku hurtowym.

Konkurencja dla jabłek
Jakiś czas temu magazyn „New Scientist” napisał: „Jedzcie banany, póki jeszcze możecie”. Chodziło o rozprzestrzenianie się zarazy, która pustoszy plantacje. Polacy chyba wzięli sobie do serca to ostrzeżenie, bo żółty owoc wypiera ze stołów czerwone jabłko. Ale mało który Polak wie, że na świecie istnieje kilkaset odmian tego owocu. Dobrą lekcją geografii i przyrody byłoby odwiedzenie jednego ze stoisk w Broniszach. Roksana sprzedaje na nim banany dziecięce, zwane też lady’s finger, co znaczy „paluszek damy”. Są one małe i bardzo słodkie. 3 kg tego rarytasu kosztują 120 zł. Stoisko z „paluszkami damy” znajduje się w jednej z dziewięciu hal, wybudowanych na obszarze 40 ha. Warszawski Rolno-Spożywczy Rynek Hurtowy w Broniszach został oddany do użytku w 1999 r. Uroczystego otwarcia dokonał ówczesny premier Jerzy Buzek. Oczekiwania pomysłodawców zrealizowały się z nawiązką, bo około 600 najemców korzysta dziś z powierzchni handlowych wewnątrz budynków, a w sezonie wiosna–lato średnio 2,5 tys. osób prowadzi codziennie sprzedaż z samochodów pod gołym niebem. Oprócz owoców, warzyw i kwiatów w ofercie są sery, jaja, nabiał, konfitury... WR-SRH jest spółką akcyjną z większościowym udziałem Skarbu Państwa. W tym roku ma być przeprowadzona jego prywatyzacja. W pierwszej kolejności akcje będą mogli nabyć akcjonariusze spółki, to jest ponad 800 osób fizycznych i prawnych.

Baśniowe słońce Joanny
W Broniszach handel trwa przez 24 godziny na dobę. Każdy, kto wjeżdża, musi dokonać opłaty na bramkach, które przypominają przejście graniczne. Rzecznik rynku Małgorzata Skoczewska zdradza, że nieraz wykorzystywano to podobieństwo przy kręceniu reklam i filmów. Joanna Oktaba w filmie nie zagrała, choć czas biegnie u niej jak w disnejowskiej baśni. No bo gdzie słońce zachodzi o 16.00, a wstaje o 21.00? Godzinę później Joanna jest już na stoisku w Broniszach. Sprzedaje polskie i zagraniczne warzywa. Najwięcej klientów przychodzi od 4.00 do 8.00 rano, ale towar sprzedaje się także o 1.00 w nocy. Kupują właściciele osiedlowych warzywniaków, restauratorzy i hurtownicy. Wiosną w cenie są nowalijki, zwłaszcza z polskich plantacji. Dlatego młoda kapusta rozchodzi się jak świeże bułeczki, prześcigając holenderskie kalafiory i paprykę. Dobrze schodzi też sałata spod Legionowa. Przed południem Joanna jedzie do domu, by zdążyć ugotować obiad, zrobić pranie, umyć okna... O 16.00 myje zęby i przebiera się w piżamę. Śpi twardo do 21.00.

Małe miasteczko
– Nie ma takich owoców czy warzyw, których nie można byłoby kupić w Broniszach. Wszystko dziś można sprowadzić z najodleglejszych zakątków świata – mówi Małgorzata Skoczewska. – Zwłaszcza w okresie zimowym oferta polskich warzyw i owoców musi być uzupełniana o import. Wiosną sytuacja zaczyna się zmieniać. W tej chwili nie ma już importowanych ogórków, pomidorów, rzodkiewek – podkreśla.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama