Historia CD się toczy

Płyty CD tracą popularność. Bo muzykę i oprogramowanie coraz częściej – legalnie – ściąga się z internetu, filmy kupuje na płytach Blu-ray, a do archiwizacji używa wygodniejszych memory sticków i pendrive’ów.

Reklama

Płytę kompaktową opracowały wspólnymi siłami koncerny Philips i Sony pod koniec lat 70. XX wieku. Ale być może ta historia sięga lat 50. XX wieku, kiedy amerykański noblista, fizyk Richard Feynman, został zaproszony na wykłady do Amerykańskiego Towarzystwa Fizycznego. W czasie jednego z nich powiedział słynne zdanie, które po polsku brzmi mniej więcej: gdzieś tam, na dole, jest dużo miejsca. Feynman mówiąc o „dole”, miał na myśli miniaturyzację, a „dużo miejsca” znaczyło pewnie tyle, co niewykorzystany jeszcze potencjał. Anegdota głosi, że w czasie tego samego wykładu ogłosił, że ten, kto wybuduje silnik elektryczny wielkości główki od szpilki, dostanie tysiąc dolarów (za taką cenę można wtedy było kupić dobry samochód). Po niecałym roku Feynman był uboższy o tę kwotę.

Uzgodnione standardy

Feynman wspominał też, że w przyszłości w bardzo małej objętości będzie można zmieścić całą Encyklopedię Britannica, której pełne wydanie z 2004 r. zawiera 120 tys. artykułów, opisanych 44 mln słów. A to znaczy, że – pomijając ilustracje – na jednej płycie CD cała encyklopedia zajmie tylko 40 proc. miejsca. Płyta CD powstała niespełna dwie dekady po słowach Feynmana. Nad nowym standardem zapisu muzyki pracowały niezależnie od siebie wspomniane dwa koncerny elektroniczne – Philips i Sony. Chodziło o opracowanie czegoś bardziej pojemnego, trwałego i wygodniejszego. Najważniejsze jednak było znalezienie nośnika, na którym będzie można rejestrować muzykę wyższej jakości. W 1979 r. firmy Sony i Philips podpisały porozumienie o uzgodnieniu standardów, wymianie doświadczeń i o wspólnym prowadzeniu dalszych prac. Pierwszą płytę CD zaprezentowano w połowie sierpnia 1982 r.

Analog przy ścianie

Płyty gramofonowe (winylowe) są odtwarzane mechanicznie. W rowku, który jest pofałdowany, na boki przesuwa się igła (w zasadzie igła stoi w miejscu, a płyta z rowkiem się obraca). Igła drgając, zamienia zapis na płycie na impulsy elektryczne, a te zamieniane są na dźwięk. W płytach stereo, czyli takich, w których jedno ucho słyszy co innego niż drugie, oprócz zapisu tzw. wbocznego jest jeszcze zapis wgłębny. Innymi słowy, igła drga na boki i niezależnie od tego drga w osi góra–dół. Jedynym wyjściem, by zwiększyć ilość nagranej na płycie muzyki jest upakowanie rowków gęściej. To nie jest proste, bo wewnątrz rowka płyty wgłębienia muszą być na tyle wyraźne, by igła mogła je „zauważyć”. Gdyby były zbyt subtelne, łatwo ulegałyby też zniszczeniu. W płytach stereofonicznych udało się zmniejszyć szerokość rowka do 40 mikrometrów (0,04 mm), podczas gdy w pierwszych płytach winylowych ta szerokość wynosiła 120 mikrometrów (więcej niż 1/10 mm). Węższe rowki oznaczały konieczność produkcji cieńszych igieł. Najcieńsze miały końcówkę o rozmiarach 15 mikrometrów. Gdy po płycie o wąskich rowkach „przejechała się” gruba igła, płyta nadawała się do wyrzucenia. Pęd do miniaturyzacji, chęć upakowania jak największej ilości muzyki na jak najmniejszej powierzchni doprowadziły inżynierów do punktu, w którym nie dało się bardziej zwężać rowków na płytach winylowych. Wtedy postanowiono opracować zupełnie nową technologię – cyfrową.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama