Za in vitro zapłacą potomkowie

Znam kulisy powstawania in vitro. Wiem, jakie kryją się za tym niegodziwości. Mówię in vitro "nie", ponieważ jestem genetykiem – mówi prof. Alina Midro. Przeciw sztucznemu zapłodnieniu jest wielu znanych naukowców, lecz media nie nagłaśniają ich wypowiedzi.

Reklama

Kiedy znani profesorowie przedstawiają naukowe argumenty przeciw in vitro, największe media albo ich wypowiedzi przemilczają, albo wpadają w histerię. Histeria polega na hałaśliwej próbie udowodnienia, że naukowiec nie ma prawa być przeciw in vitro. Ta druga reakcja dotknęła prof. Janusza Gadzinowskiego, kierownika Katedry i Kliniki Neonatologii Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. Profesor napisał przedtem list do parlamentarzystów, w którym zwrócił im uwagę, że sztucznemu zapłodnieniu częściej towarzyszą ciąże mnogie z ryzykiem przedwczesnego porodu, a poczęte in vitro dzieci są częściej dotknięte przez wady wrodzone.

Zamiast podjąć dyskusję na argumenty, poznańska „Gazeta Wyborcza” natychmiast zażądała wyjaśnień od przełożonego prof. Gadzinowskiego, jakim prawem naukowiec napisał coś takiego. Przestraszony rektor Uniwersytetu Medycznego zaczął tłumaczyć, że „profesor nie powinien firmować nazwą uczelni swoich prywatnych opinii”. Rektor zapewnił też, że już sobie z profesorem Gadzinowskim porozmawiał. Krytycznie o profesorze wypowiedział się nawet, przyciskany przez gazetę... rzecznik wojewody wielkopolskiego, tak jakby znał się na medycynie lepiej niż profesor. Tymczasem gdy w 2008 r. profesorowie popierający in vitro wysyłali do Sejmu list „Stwórzmy nowoczesne państwo reprodukcyjne”, nikomu nie przeszkadzało, że w wolny sposób wyrażają swoje opinie. A wśród podpisanych był też prof. Pawełczyk właśnie z UM w Poznaniu.

Naukowcy to ciemnogród?

Argumenty przeciw in vitro wysuwają jednak też inni naukowcy, którzy również są cenieni w środowisku naukowym. Nie wszyscy wystraszyli się publicznego napiętnowania, jakie spotkało prof. Gadzinowskiego. – Mnie media w debacie o in vitro oszczędzają, bo jestem genetykiem od 40 lat zajmującym się problemami bezdzietności – mówi prof. Alina T. Midro, kierownik Zakładu Genetyki Klinicznej Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku i członek międzynarodowej Komisji Genetyki ekspertów w European Health Committee (CDSP) Rady Europy w Strasburgu. Prof. Midro podpisała w październiku list stu naukowców, skierowany do parlamentarzystów. W liście napisali: „Apelujemy o wprowadzenie ustawowego zakazu stosowania procedury in vitro jako drastycznie niehumanitarnej oraz o szerokie upowszechnienie naprotechnologii i zapewnienie jej pełnej refundacji z NFZ”. Media ten list w większości przemilczały. Białostocki „Kurier Poranny” poprosił o komentarz głównego promotora in vitro w Polsce, emerytowanego prof. Szamatowicza, który podpisanych pod listem profesorów nazwał „ciemnogrodem”.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • racjonalista
    23.11.2010 13:38
    zakazac,
    a co z osobami ktore nie maga miec dzieci? coz moze warto wykazac sie za wczasu instytkem rodzicielskim i nie skazywac wlasnego dziecka na pozniejsze cierpienie...
  • Janusz
    24.11.2010 17:35
    Dla mnie jest wszystko jasne: Nikt nie podrobi "oryginału". Dla jednych niech będzie to rozumiane, jako ingerencja w boży zamysł prokreacji, dla innych działanie wbrew naturze.

    Każdy z nas woli oryginał od falsyfikatu, ponieważ ten drugi kryje w sobie mnóstwo niedoróbek.

    Przekładając to na żywą materię, należy się również zastanowić nad skutkami udziału "falsyfikatu" w reprodukcji następnych pokoleń.

    To bardzo przykre, że zdolni i ambitni naukowcy często cierpią na krótkowzroczność.

    Ps. Jak wiele sierot pragnie miłości przybranych rodziców!?
  • lola
    14.03.2011 11:26
    Każdy z nas dostał od Boga wolną wolę....
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama