Bezpieczniej już nie będzie

Dziesięć lat po atakach terrorystycznych na Nowy Jork i Waszyngton wcale nie jesteśmy bezpieczniejsi. I nie dlatego, że nic nie zrobiono, ale dlatego, że próbuje się zrobić zbyt wiele.

Krótko po 11 września 2011 r. politycy w wielu krajach mówili o konieczności wprowadzenia nowych środków ostrożności wszędzie tam, gdzie duża liczba ludzi może być pretekstem do kolejnych ataków terrorystycznych. Chodziło głównie o lotniska, dworce, ale także siedziby rządów czy parlamentów. Politycy prześcigali się w nowych pomysłach, a eksperci od bezpieczeństwa publicznego znacznie ciszej studzili emocje. I przypominali, że im gęstsze sito różnych procedur i zabezpieczeń, tym, paradoksalnie, trudniej zadbać o bezpieczeństwo. Problemem jest ilość danych, które trzeba pozyskać, zweryfikować, przefiltrować, zinterpretować i ocenić. Na samym końcu tego łańcuszka jest człowiek. Analityk. To w jego głowie pracuje „komputer”, który zbiera wszystkie fakty, stara się je ułożyć w jedną całość, a następnie na podstawie tak „namalowanego” obrazu ocenić sytuację.

Analityków jest za mało, a informacji, przy zacieśnianiu sita, coraz więcej. Ataków z 11 września 2001 roku można było uniknąć, ale współpraca między odpowiednimi agencjami amerykańskimi była dalece niewystarczająca. Informacje o tym, że człowiek, który od dawna był na oku tajnych służb USA, bierze lekcje pilotażu, utknęły na biurku przeciążonego ilością spraw analityka. Także nagrania rozmów telefonicznych wskazujących na to, że w niedługim czasie dojdzie do ataków, przesłuchano dopiero kilkanaście godzin po tragedii. Amerykańska NSA (National Security Agency) zatrudniała i nadal zatrudnia zbyt mało pracowników. Rozmowy telefoniczne czy mejle podsłuchiwane przez systemy nasłuchowe muszą czasami czekać kilka, kilkanaście dni w kolejce, zanim trafią na biurko kogoś, kto je odsłucha.

Jak nie metal, to plastik

Ryzyka zamachu terrorystycznego nie sposób wyeliminować. Można je natomiast zminimalizować. Kłopot w tym, że dotychczasowe sposoby na tę minimalizację koncentrowały się na poszukiwaniu niebezpiecznych materiałów. Tymczasem coraz więcej ekspertów sugeruje, że powinny się koncentrować na poszukiwaniu niebezpiecznych ludzi. Dlaczego to takie ważne?

 

Po atakach na WTC na całym świecie wydano miliardy dolarów na zabezpieczenia antyterrorystyczne. Te są jednak coraz mniej skuteczne. Prosty przykład: w pierwszych dziesięcioleciach funkcjonowania lotnictwa cywilnego na pokład samolotu można było wnosić metalowe przedmioty. Po kilku porwaniach – metalowych noży czy innych metalowych niebezpiecznych narzędzi zakazano. Kosztem miliardów dolarów standardowym wyposażeniem na lotniskach stały się detektory do wykrywania metali. Tyle tylko że dla terrorysty to nie problem. Zamachowcy z 11 września uprowadzili aż cztery samoloty, dysponując plastikowymi narzędziami. Tak samo niebezpiecznymi jak metalowy nóż. „Przerzucenie” się z narzędzi metalowych na plastikowe to dla terrorysty niewielka zmiana planów. Z punktu widzenia ochrony to gigantyczne koszty, nowe procedury i całe lata dostosowań. Urządzenia wykrywające kształt przedmiotów, niezależnie od tego, z czego są one wykonane, posługują się promieniami X. Dzisiaj standardowo prześwietla się nimi bagaż wnoszony na pokład samolotu. Co z przedmiotami, które mogą być wszyte w ubranie czy np. przyklejone do ciała? Kontrola osobista raczej ich nie wykryje. Wystarczy ubrać grubszy sweter. Testowanie urządzeń prześwietlających człowieka spotyka się z protestami, bo na odpowiednim skanie widać szczegóły anatomiczne pasażera. Załóżmy jednak, że uda się stworzyć urządzenie, które – tak jak bramka wykrywająca metale – w sposób jednoznaczny będzie wskazywało niebezpieczne kształty. Czy to rozwiąże wszystkie problemy? Nie. Potrzebne jest urządzenie, które oprócz tego wykrywa także niebezpieczne materiały wybuchowe. Na przykład chemikalia, które po rozpuszczeniu w wodzie (w pokładowej toalecie) mogłyby być zagrożeniem dla pasażerów. Takie skanery już istnieją, ale są bardzo drogie. Poza tym wprowadzenie ich do użytku spowodowałoby wydłużenie kolejek na lotniskach. Już dzisiaj linie lotnicze sugerują, by podróżni zjawili się 2–3 godziny przed odlotem. Czy wyjściem jest przychodzenie 5 godzin wcześniej?

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja